Zacznijmy trochę nietypowo. Francis Crick (1916-2004) to angielski genetyk i biolog molekularny. No i laureat Nagrody Nobla (za odkrycie struktury DNA). Był ateistą, choć negował możliwość samoistnego powstania życia z materii nieożywionej. Wg niego życie na Ziemi pojawiło się dzięki panspermii, co – niestety – nie wyjaśniało mechanizmów jego powstania. Dla przypomnienia: teoria ta zakłada, że życie przybyło do nas z kosmosu. Ale to równie „skomplikowane” wyjaśnienie jak tłumaczenie, że dzieci nie rodzą się, ale są przynoszone przez bociany…
W późniejszym okresie Crick zajął się neurobiologią i świadomością. W książce The Astonishing Hypothesis (Zadziwiająca hipoteza) pisze m.in. Ty, Twoje radości i Twoje smutki, Twoje wspomnienia i Twoje ambicje, Twoje poczucie własnej tożsamości i wolna wola, są w rzeczywistości niczym więcej niż zachowaniem ogromnego zespołu komórek nerwowych i związanych z nimi cząstek. Alicja z Krainy Czarów mogłaby to wyrazić tak: „jesteś tylko kłębkiem neuronów”. Wyjątkowo ryzykowna teza! Ale jakże znacząca dla prawdziwych fanów dzisiejszej nauki, która jest nadal „po uszy” zanurzona w paradygmacie materialistycznym. Bo przecież w świecie naukowym nieustannie obowiązuje teoria, że świadomość jest wytworem mózgu, w którym na żadną duszę czy Ducha nie ma miejsca. A kto myśli inaczej jest – według „oświeconych i postępowych” – zwykłym niedoukiem i ciemnogrodzianinem.
Pragnienie wiecznego trwania występuje i u wierzących, i u niewierzących. Ci pierwsi, by po życiu doczesnym trafić do Nieba, postępują zgodnie z Dekalogiem. Drudzy dążą do przeniesienia „nieba” na ziemię i robią wszystko, by żyć „wiecznie”. Bo przecież trzeba, jak sądzą, tylko popracować nad mózgiem i wspomóc go (podobnie jak inne elementy ciała) za wszelką cenę…
No i dotarliśmy do transhumanizmu – jednej z najbardziej niebezpiecznych utopii. Obiecuje on osiągnięcie doskonałości i nieśmiertelności dzięki postępom i zdobyczom nauki, głównie medycyny. Jego zwolennicy żywią przekonanie, że możliwe jest błyskawiczne i radykalne ulepszenie człowieka. Wyrażają oni gorące poparcie dla wydłużających życie terapii, technologii reprodukcyjnych i krioniki (ciekły azot w oczekiwaniu na „zmartwychwstanie” w lepszych czasach), technik koncentracji oraz wspomagania pamięci i energii umysłowej.

Transhumanizm promuje także antyseksualizm. Seks jest bowiem zły i ma charakter zwierzęcy. Rozkosz seksualna jest niegodna człowieka na wyższym poziomie ewolucji. Celem jest więc identyczne wychowywanie dziewczynek i chłopców, możliwość wyboru płci i – w efekcie końcowym – całkowita likwidacja różnic między płciami (choć naliczono ich już kilkadziesiąt), a nawet ludźmi i maszynami. Jakże powszechne są już operacje zmiany płci czy wirtualizacja seksu (internetowa pornografia czy roboty spełniające rolę partnerów seksualnych). Gamę możliwości uzupełniają rozwój sztucznych technik zapłodnienia, ciąża w inkubatorach (nie mylić z pozamaciczną) i klonowanie ludzi.
Inicjatywa „2045” idzie jeszcze dalej. Jej celem jest stworzenie cybernetycznej nieśmiertelności – sztucznego ciała (hologramowe i „świetliste”), do którego będzie przeniesiona ludzka świadomość.
Społeczeństwo przyszłości będzie społeczeństwem postbiologicznym. Staniemy się nieśmiertelni tu, na ziemi, a „wyzwolenie” z płci, a nawet ciała, będzie oznaczać koniec ludzkości w znanej nam formie.
Jednym słowem czeka nas „zabawa w Pana Boga” na całego!
Spójrzmy przy okazji na scenariusze pisane przez Klausa Schwaba i jego akolitów w NWO (New World Order). Folwark zwierzęcy i Rok 1984 Orwella mogą okazać się przy nich tylko niewinną lekturą.
Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz Mu o swoich planach…

Dodaj komentarz