Ktoś w sieci umieścił takie sformułowanie: aby uniknąć hospitalizacji JEDNEGO młodego dorosłego z powodu koronawirusa, trzeba zaszczepić ponad 31 000 osób, ale OSIEMNAŚCIE z nich będzie dotkniętych przez poważne odczyny poszczepienne. Zapewne jest to podsumowanie dostępnych danych, ale nie wszyscy musimy się z tym zgadzać.
Niewielu z nas jednak zaprzeczy przedstawianym przez różne media i źródła naukowe faktom. Rejestrowane oficjalnie, idące w setki tysięcy i miliony, przypadki niepożądanych odczynów poszczepiennych, tysiące nagłych zgonów i wyraźna nadumieralność zsynchronizowana z postępem akcji szczepień…Tego po prostu nie można nie zauważyć. No i nie da się przypisać nachalnie lansowanemu przez większość medyków tzw. long covidowi. Ustalanie związku przyczynowego jest nader ryzykowne, ale akurat takie tłumaczenie jest wyjątkowo naiwne.
Może na początek rzecz najważniejsza. Przypomnijmy sobie kilka faktów z biologii molekularnej, a konkretnie te, które dotyczą naszego genomu (komplet informacji genetycznej). Już od kilkudziesięciu lat wiadomo, że w jego składzie odnajdziemy całkiem sporo „obcego materiału” pochodzącego m.in. z retrotranspozonów występujących w postaci cząsteczek RNA. Skąd się tam wziął? Chyba musiał zostać w wyniku jakiegoś procesu włączony, to oczywiste? I tak jest w rzeczywistości. Więc z jakiego powodu w przypadku „szczepionki” przyjęto założenie, że akurat „fajzerowskie” cząsteczki mRNA nie mają prawa integrować się z genomem? Wynika to choćby z dokumentów EMA (European Medicines Agency), w których nie ma żadnego śladu badań nad genotoksycznością i potencjałem rakotwórczym szczepionek. Od początku było to kłamstwo i ta technologia powinnna być bezwzględnie odrzucona! Przynajmniej do momentu, kiedy wpadniemy na pomysł skutecznego zablokowania możliwości opisywanej integracji.
Skoro sprawy potoczyły się inaczej, wszystko jest nadal możliwe. Tym bardziej, że mRNA w „eliksirze” Pfizera jest syntetyczną cząsteczką o unikalnych właściwościach, które zwiększają prawdopodobieństwo jej integracji z naszym genomem. Ma np. sekwencje pozwalające na uniknięcie niektórych mechanizmów obronnych czy też nadzwyczajną, w porównaniu z normalnymi cząsteczkami mRNA, trwałość. Stężenie kwasu w pojedynczej dawce jest nienaturalnie duże, co także korzyści nam raczej nie przynosi. No i te nieszczęsne nanocząsteczki lipidowe (LNP) zapewniające szeroką, wbrew zapewnieniom (ach to banalne zaczerwienienie i swędzenie w miejscu ukłucia!), dystrybucję w organizmie. O tym, że z każdą dodatkową dawką wzrasta szansa na „ciekawe przeżycia” nawet nie trzeba wspominać.
I jeszcze jedno, im częściej dzielą się komórki organizmu, tym większe są szanse na opisywaną integrację. A stąd oczywisty wniosek: grupami szczególnie narażonymi są dzieci, młodzież i kobiety w ciąży.
Tylko to proste rozumowanie jest wystarczające, by obawiać się najgorszego. Ale to nie wszystko. Zakres możliwego działania tej „maści na szczury” jest niezwykle szeroki. Przejrzałem całkiem pokaźną, zgromadzoną przez siebie literaturę (w większości artykuły z czasopism medycznych i oficjalne źródła) i wynotowałem sobie różne rzeczy. Popatrzmy, co jeszcze potrafi, oczywiście oprócz tego, że ani nie zapobiega zakażeniu, ani chorobie i zgonom (na co mamy całkiem liczne dowody), ta potężna „antykowidowa broń”. Oto skutki jej użycia:
- nadumieralność i większa zachorowalność w porównaniu z niezaszczepionymi,
- stany zapalne, np. myocarditis (zapalenie mięśnia sercowego) i pericarditis (zapalenie osierdzia),
- wzrost częstości zaburzeń psychicznych,
- powikłania neurologiczne, np. alzheimer czy miastenia,
- zmiany mechanizmów wrodzonej i nabytej odpowiedzi immunologicznej,
- osłabienie układu immunologicznego połączone ze wzrostem częstości różnych chorób zakaźnych, np. półpaśca, grypy, RSV czy HIV,
- autoimmunizacja i nasilenie objawów chorób autoimmunologicznych, np. rzs i ch. tarczycy,
- wzrost częstości zaburzeń psychicznych, szczególnie u dzieci,
- nietypowe miesiączki, drastyczny wzrost martwych urodzeń i poronień, bezpłodność, śmierć dzieci po wypiciu mleka zaszczepionych matek,
- zmiany patologiczne we krwi z fuzjami komórek, w tym zakrzepica,
- udary i zawały, głównie u ludzi młodych,
- aktywacja procesów nowotworowych,
- prawdopodobna transmisja mRNA z zaszczepionych na nieszczepionych, np. w wyniku inhalacji i poprzez mleko matki,
- możliwość powstawania tzw. wirusów mozaikowych (hybrydowych) wskutek reaktywacji przez szczepionkę zasobów „uśpionych wirusów”.
I może szczypta optymizmu na koniec. Wszystkim szczepionym pozostaje nadzieja, że otrzymali zwykłe placebo albo dawkę, której transfekcja do komórek organizmu była mało wydajna wskutek złego przechowywania „szczepionki”, jej niechlujnej produkcji i innych czynników, które zdezintegrowały mmRNA i tym samym stracił on swoje „magiczne” zdolności. I wtedy faktycznie tylko „trochę swędziało”.
W kolejnych notkach spróbuję bardziej wyczerpująco opisać etiopatogenezę (przyczyny i mechanizmy) wskazanych zjawisk, chyba znanych już wszystkim pod wspólną nazwą NOP.
