Zacznijmy jak w porządnej czarnej komedii. Jak się bawić, to się bawić!!! Co prawda cytowany artykuł jest ze szmatławego der onetu, ale w linku do niego jest „zdrowie dla każdego”. Po prostu nie chce się wierzyć. Lecz czy nie uwierzą nieświadomi niczego potencjalni pacjenci, którzy „ufają nauce”?
Zacytujmy kluczowe zdanie: Minusem statyn jest, że kiedy już raz zaczęto je brać, trzeba kontynuować leczenie praktycznie do końca życia lub dopóki nie zostanie wynaleziony nowy lek, który je zastąpi. Zaprzestanie ich używania oznacza bowiem bardzo szybki powrót poziomu cholesterolu we krwi w rejony stanów alarmowych. zobacz Naprawdę nie wiem, czy można wymyślić jeszcze coś bardziej bezczelnego i głupiego zarazem.
Na początek może najprostsze przypomnienie. Otóż cholesterol jest w naszym organizmie niezwykle ważnym sterydem, będąc m.in. prekursorem wielu związków kluczowych dla metabolizmu. I dlatego produkujemy go „zgodnie z zapotrzebowaniem”. No, ale od czego mamy „specjalistów”! To właśnie oni próbowali napisać biologię „od początku” (patrz: poprzednie dwie notki). A w swoim scenariuszu założyli, że „takie cuś” trzeba po prostu „wziąć za mordę”! I wpadły im w łapy statyny, substancje wręcz brutalnie hamujące endogenną syntezę cholesterolu poprzez blokadę jednego z uczestniczących w niej enzymów – HMG-CoA. Zamiast „zaaresztować” domniemanego sprawcę (podobno chodzi, choć i tu mamy wątpliwości, o LDL?), zaczęto karać wszystkich, „którzy go znali”. No i zaczęło się!
Statyny od początku wzbudzały ogromne kontrowersje. By je definitywnie wyciszyć, we wrześniu 2016 r. The Lancet (jedno z najsłynniejszych czasopism medycznych świata) opublikował największą z dotychczasowych metaanalizę (przegląd badań) nt. tych substancji. Pytanie brzmiało: czy należy stosować leki antycholesterolowe? Odpowiedź była jednoznaczna: TAK! Bo korzyści znacznie przekraczają działania niepożądane. Zdaniem badaczy z Oksfordu stosowanie statyn w samej Anglii zapobiega corocznie 80 000 zawałów i udarów, więc powinno je zażywać co najmniej dwa razy więcej (12 mln) niż dotychczas osób.
Wydawało się więc, że spór został rozstrzygnięty. Niestety, tylko na kilka tygodni!
Powód? Kolejny artykuł (tym razem autorstwa wyłącznie wybitnych ekspertów od cholesterolu i statyn) w czasopiśmie Prescriber. A w nim autorzy alarmują: miliony pacjentów są oszukiwane, bo zalety statyn wyolbrzymia się, zaś niepożądane działania uboczne minimalizuje. Cytując praktycznie wiersz po wierszu „przełomowej syntezy” z The Lancet, rzekomo kładącej kres kontrowersjom, udowodniają, że tak naprawdę nie wykazało ono NIC! Na dodatek analizowane w niej dane pochodzą wyłącznie ze źródeł finansujących badania bądź od grup badaczy opłacanych przez producentów statyn!!! Ach, ta „dobroczynna” Big Pharma…
W przypadku tej prawdziwej „dojnej krowy” (roczna wartość sprzedaży samej atorwastatyny przekracza 10 mld dolarów) tylko jedno jest więc pewne: DZIAŁANIE TYCH LEKÓW ANTYCHOLESTEROLOWYCH JEST W NAJLEPSZYM RAZIE WĄTPLIWE! Dlaczego zatem ani lekarze, ani szpitale, ani firmy farmaceutyczne nie chcą powiedzieć prawdy na ich temat? Może dlatego, że tysiące „autorytetów” musiałoby po ponad 30 latach publicznie przyznać się do błędu? Ale każda osoba krytykująca „obowiązującą teorię” na temat statyn nadal jest z miejsca uznawana za heretyka niespełna rozumu.
Wydaje się, że statyny są szkodliwe choćby z jednego powodu: obniżają poziom cholesterolu, któremu niesłusznie przypisano tak niewdzięczną rolę. Zażywające je osoby narażają swe życie na niebezpieczeństwo, gdyż terapii towarzyszy długa (wymienia się około 300) lista skutków ubocznych. Obejmują one zaburzenia funkcji poznawczych (pogorszenie wzroku, utrata pamięci i osłabienie skuteczności myślenia, depresja), behawioralne i emocjonalne, osłabienie i zmęczenie, przewlekłe uszkodzenie nerwów (nieodwracalne neuropatie obwodowe i zmiany przypominające ALS), bóle mięśni i rabdomiolizę (rozpad tkanki mięśniowej z uwolnieniem mioglobiny do krwi i uszkodzeniem nerek). Statyny mogą też zrujnować życie seksualne i zwiększyć ryzyko nowotworów. Najbardziej spektakularne jest ich działanie związane z hamowaniem koenzymu Q10 (powstaje z…cholesterolu), co jest zupełnie oczywiste, gdyż pełni on główną rolę w syntezie ATP dającego organizmowi energię. Nieprzypadkowo wiele spośród pacjentów mówi, że stało się po prostu „starymi ludźmi”.
Jest to niezauważalne, ponieważ są to zwykle procesy długotrwałe. Gdy zdamy sobie z tego sprawę, jest już o wiele za późno. A to najbardziej mroczna strona statyn.
dodajmy jeszcze że…
Statyny okazują się zaskakująco…nieskuteczne. Naukowcy przyglądali się przez 2 lata 165 000 pacjentom przyjmującym ten lek i stwierdzili, że u 50% nie ma on żadnego wpływu na frakcję „złego cholesterolu” (LDL).
Nie wiadomo dlaczego statyny pomagają niektórym osobom, a innym nie. Jednym z wyjaśnień jest niedopasowanie dawki leku do konkretnego pacjenta. Wniosek fachowców: trzeba opracować nowe leki redukujące cholesterol i zmniejszające ryzyko wystąpienia chorób serca! I nadal żaden z nich słówkiem nie piśnie ani o profilaktyce chorób, ani o nowym podejściu do roli cholesterolu w metabolizmie!
Ale są jeszcze „lepsi” fachowcy. Popatrzmy! Naukowcy holenderscy przeanalizowali dane (z 15 lat) dotyczące 9500 osób (>45 lat). Na początku badań żadna z nich nie miała cukrzycy. Po pewnym czasie okazało się, że „chorzy” przyjmujący statyny mieli zwiększony poziom insuliny we krwi na czczo i wyższą insulinooporność niż grupa kontrolna. Co więcej, pacjenci, którzy kiedykolwiek przyjmowali te „zbawienne leki”, byli aż o 38% bardziej zagrożeni cukrzycą typu 2. Jaki wyciągnięto wniosek? A taki: wyniki sugerują, że u pacjentów rozpoczynających terapię uzasadnione może być stosowanie strategii zapobiegawczych, które zminimalizują ryzyko cukrzycy. Po prostu klasyka strategii Big Pharma – objawy uboczne zwalczamy kolejnym lekiem. A może PO PROSTU zrezygnować ze statyn???
i koniecznie to!!!
Wiele wskazuje na to, że przywracanie „normalnego” stężenia cholesterolu za pomocą statyn zwiększa u kobiet ryzyko raka piersi. Wykazano to już w badaniach przeprowadzonych w 1996 r. Ale potem nakazywano (ach ta uczciwość) wykluczać kobiety będące w grupie ryzyka raka piersi. Nie dało to żadnego efektu, bo kolejne badania udowodniły, że długie zażywanie statyn jest powiązane z dwukrotnym wzrostem przypadków choroby u kobiet po menopauzie. Potwierdziła to obszerna metaanaliza, w której wykazano, że „naukowo uzasadniona terapia walki z cholesterolem” zwiększa ryzyko tego groźnego nowotworu aż o jedną trzecią.
p.s. temat jest tak kontrowersyjny, więc zapewne będzie jeszcze niejedna okazja by do niego powrócić

Dodaj komentarz