Tajemnice otyłości i…kolejne dobre wieści dla grubasów!

Otyłość jest w medycynie uważana za podstawowy czynnik ryzyka chorób układu krążenia. I o tym wiedzą nie tylko „elity” medyczne, ale także wszyscy szanujący się, światli i postępowi obywatele. Kto śmie twierdzić inaczej, był i jest zwykłym ignorantem, niedoukiem albo innym moherem.

Ale – jak mawia jeden z naszych ulubionych bohaterów – są rzeczy, o których się fizjologom nie śniło. I właśnie taka zdarzyła się na jednym z kongresów Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Otóż  przedstawiono tam rzecz wręcz niebywałą. Jacyś zuchwali ryzykanci (choć chyba specjaliści, skoro pozwolono im brać udział w tak poważnym wydarzeniu, sorry – iwencie), na podstawie nader rozległych i starannych studiów, wykazali istnienie „paradoksu otyłości”.

Stwierdzili oni, ni mniej, ni więcej, że ryzyko zgonu z powodu chorób układu krążenia jest wyższe u osób z niższym BMI niż u tych z nadwagą lub otyłością pierwszego stopnia. Zjawisko to opisali m.in. wśród pacjentów z niewydolnością serca, chorobą wieńcową, udarem mózgu, a nawet cukrzycą.

I nieco szczegółów…

Jedno z badań objęło ponad 260000 młodych kobiet w Danii. Okazało się, że u tych, które nie miały zaburzeń metabolicznych (cukrzyca, nadciśnienie, wysoki poziom cholesterolu) nadwaga i otyłość (oceniana na podstawie BMI) nie podwyższała ryzyka zawałów i udarów.

Przedstawiono również dane o 3400 francuskich pacjentach z ostrym zawałem serca. W ciągu kolejnych 5 lat najwyższą śmiertelność stwierdzono w grupie z BMI<22. Mniej narażone na zgon były osoby z łagodną otyłością i nadwagą oraz o prawidłowej masie ciała.

Z kolei zespół badaczy z Toronto przeprowadził analizę związków między BMI i ryzykiem wystąpienia zgonu. Okazało się, że osobom z niedowagą (BMI<18,5) w większym stopniu grozi śmierć niż otyłym. Ryzyko zgonu było u nich 1,8x wyższe niż u osób ze wskaźnikiem w normie (18.5-24.9). Osoby z otyłością (BMI 30-34,9) i otyłością olbrzymią (BMI>35) cechowało ryzyko tylko 1,2 i 1,3x wyższe. Podobne badania przeprowadzono w Wielkiej Brytanii (2 mln osób). Ich wyniki wskazały, że oczekiwana długość życia u otyłych mężczyzn i kobiet była odpowiednio o 4.2 i 3.5, zaś dla osób z niedowagą odpowiednio 4.3 i 4.5 lat niższa w porównaniu z badanymi mającymi prawidłowy BMI. Trudno się fascynować takimi różnicami, ale otyli wszędzie wypadają nieco lepiej niż chudzielcy.

A tak na marginesie. BMI odzwierciedla nie tylko otłuszczenie, ale i masę mięśniową. Musimy sobie zdawać sprawę, że zdrową osobą jest ktoś, kto ma rozsądną ilość tłuszczu oraz wystarczająco dużo kości i mięśni. Chcąc oceniać zagrożenie wywołane otłuszczeniem, powinniśmy więc zastąpić ten fatalny wskaźnik inną miarą, np. obwodem talii (tu zależność była bardzo wyraźna – im więcej w pasie, tym większe ryzyko).

Związek między otyłością a innymi chorobami metabolicznymi został w zasadzie (tak twierdzą specjaliści) „zbadany dogłębnie”. Widzimy jednak, że paradygmat „więcej tłuszczu to więcej chorób metabolicznych” został poważnie nadwątlony. Tym bardziej, że do „paradoksu otyłości” dorzucono „metabolicznie zdrową otyłość” (MHO, metabolically healthy obese). I, póki co, na tym stanęło. Ale i tak nie zrezygnujemy ze „zdrowego odchudzania”, dopóki będziemy katowani reklamami o rewelacyjnym działaniu kolejnych „maści na szczury”. Epidemia anoreksji niczego nas nie uczy…

Wróćmy na moment do MHO. Oto co piszą w abstrakcie poświęconej temu fenomenowi pracy sami Autorzy (omówienie mojego autorstwa). Osoby zdrowo otyłe (pierwszy medyczny oksymoron?!) mogą być uważani za zdrowe pomimo wysokiego stopnia otyłości. Jednak nie wiemy, o co chodzi i nie znamy mechanizmów leżących u podstaw MHO. Najgorsze, że jest to zjawisko powszechne w populacji otyłych i stanowi unikalny podzbiór cech, które zmniejszają metaboliczne i sercowo-naczyniowe czynniki ryzyka, pomimo posiadania obitych kształtów ciała. Próbujemy wyjaśnić działanie czynników ochronnych, które zapewniają zdrowszy profil osobom z MHO. Głupie? Zajrzyjcie sami: https://www.mdpi.com/2072-6643/8/6/320. Nic dodać, nic ująć!

Otyły głupieje czy głupi tyje??? 

Naukowcy z Uniwersytetu w Princeton odkryli, że w mózgach otyłych myszy komórki odpornościowe niszczą neurony ważne dla uczenia się i pamięci. Gryzonie przez 12 tygodni były utrzymywane na diecie wysokotłuszczowej. Ich masa wzrosła o 40% w porównaniu do zwierząt kontrolnych.

Zwierzęta wykazywały oznaki spadku potencjału umysłowego. Znacznie trudniej było im odnaleźć drogę w labiryncie i zapamiętać położenie danego przedmiotu. Szczegółowe analizy wykazały, że otyłość doprowadziła do mikroskopijnych uszkodzeń w obrębie neuronów hipokampa, który odpowiada za procesy uczenia się i pamięci. U otyłych myszy zaobserwowano także większą aktywność mikrogleju. I już nie wiadomo, czy hipokamp lepiej zniszczyć wódką czy zakąską???

A wyjście jest takie optymistyczne, bo tak naprawdę zabija nas brak ruchu!!!

Znamy wyniki kolejnych szeroko zakrojonych badań, w których uczeni sprawdzili, jakie są główne czynniki przedwczesnej śmierci. Okazało się, że dwa razy częściej niż otyłość zabija nas… brak ruchu!!!

Naukowcy z University of Cambridge objęli badaniami 334 161 Europejczyków. Przez 12 lat kontrolowali ich aktywność fizyczną, masę ciała, stan zdrowia i przyczyny śmierci.

Wykazali, że otyłość i „niedostatek ruchu” często idą w parze i powodują w większości te same przewlekłe schorzenia: choroby układu sercowo-naczyniowego i cukrzycę. Stwierdzili również, że już 20 minut energicznego spaceru dziennie przynosi wymierne korzyści dla zdrowia każdej osoby, niezależnie od masy ciała. Uczeni przekonują, że podejmowanie aktywności fizycznej jest równie ważnie, a nawet ważniejsze (!) od zdrowej diety (skąd my to znamy!).

I znów tyle niezwykle ważnych badań i pomysłowych eksperymentów, tysiące publikacji i sympozjów na darmo. O kasie już nawet nie wspominam. Mam wrażenie, że – poza brakiem ruchu – do nadwagi doprowadziło nas przede wszystkim wywołanie przez…naukowców wojny z tłuszczami. Ale się na nas odegrały, co?

I co dalej? Chyba pora na podsumowanie…Zapraszam!

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑