Się porobiło! Wracamy do korzeni…

Czy ktoś zastanawiał się kiedykolwiek, kto układa dietę „wszelkiemu stworzeniu”? Bo to całkiem intrygująca rzecz. Oczywiście nie mam tu na myśli zwierząt gospodarskich i domowych oraz mieszkańców ZOO. Wygląda na to, że jedzą, co im się nawinie pod rękę i jakoś dają sobie radę. Jakoś? A widział ktoś grubaśną sarnę czy ledwo przebierającego nogami otyłego lisa? A może zająca? O ptakach nawet nie wspominam. Możemy im tylko pozazdrościć „nienagannej sylwetki” i pełnych gracji ruchów. Więc?

Więc skąd na świecie setki milionów grubasów? Przecież od dawna jesteśmy, o czym pisałem wczoraj, pod troskliwą opieką najlepszych speców od żywienia. A ilu z nas, szczególnie w okolicach Sylwestra, podejmuje po raz kolejny „zobowiązanie” do zrzucenia nadmiarowych kilogramów? No i? I nic, za rok przyrzeczenie uroczyście powtarzamy!

Jest jeszcze jedna, ostatnia, deska ratunku – dieta PALEO. Program diety nie jest przygotowany przez specjalistów od żywienia, ale raczej przez mądrość Matki Natury działającej przez ewolucję i selekcję naturalną – pisze prof. Cordain – autor książki o diecie paleolitycznej.

W wielkich miastach przybywa ludzi, którzy chcą odżywiać się jak ich przodkowie – jaskiniowcy. Jesz tylko to, co Twoi przodkowie 10 000 lat temu. Autor książki ubolewa nad zależnością współczesnego świata od zbóż, twierdząc, że odejście od prehistorycznego menu prowadzi nas wprost w objęcia chorób cywilizacyjnych.

Dieta epoki kamienia zawierała przede wszystkim owoce sezonowe, chude mięso, ryby i bardzo niewielką ilość przetworzonego pożywienia. Jaskiniowcy żywili się głównie tym, co mogli znaleźć lub upolować. A to nie Biedronka czy Lidl, trzeba było przy tej okazji zrzucić trochę kalorii. No i często tego „objazdowego sklepu” nie dogonili i musieli obejść się smakiem (taki post mimo woli, bo dziś to przecież jedna z diet).

Połowa dziennego zapotrzebowania kalorycznego pochodziła z węglowodanów, z tego znaczna część była pozyskiwana z owoców, nasion, ziół i dziko rosnących warzyw. Około 1/3 stanowiły białka upolowanych zwierząt (w tym ryb), pozostałe 20% – tłuszcze, w większości roślinne.

Duży udział owoców, nasion, korzonków i ziół zapewniał w nadmiarze witaminy i minerały, w ich najlepszej naturalnej, łatwo przyswajalnej postaci i w idealnych proporcjach. Ocenia się, że dzienne spożycie witamin przed wiekami było 2 do 5 razy większe niż obecnie. Ludzie pierwotni konsumowali ok. 0.6 g sodu i ok. 7 g potasu dziennie. Obecnie zjadamy je w proporcji zdecydowanie mniej korzystnej: ok. 4 g sodu i jedynie ok. 3 g potasu, co przełożyło się na nadciśnienie i choroby układu krążenia.

Dieta naszych praprzodków niesie odpowiedź i wskazówki, jakiego pożywienia wymaga nasze ciało do niezakłóconego funkcjonowania. Nasze geny są w zasadzie takie same jak u przodków. Gdy damy im „do obróbki” składniki odżywcze, do jakich są przyzwyczajone – dadzą sobie z nimi radę. Gdy dostaną „złe” – wcześniej czy później muszą pojawić się zaburzenia i różne choroby.

Niestety, współczesna dieta ma coraz mniej wspólnego z zakodowanymi możliwościami. Jemy coraz mniej żywności naturalnej, coraz więcej – wysoko przetworzonej. Efekt? Choroby cywilizacyjne. Pamiętacie badacza szympansów? https://lornetkawsieci.com/2023/05/03/tajemnice-otylosci-kalorycznosc-potraw/

Co na to dietetycy? Są krytyczni, to oczywiste. Dlaczego? Bo to nie oni ją układali! To jest kolejna przejściowa moda – twierdzi rzeczniczka Amerykańskiego Stowarzyszenia Dietetyków. Dziwne? A co ma mówić? W końcu prezentuje fachowców! W tym miejscu wypada tylko zapytać tychże specjalistów: a ile razy już zmienialiście „piramidę żywieniową”?

Rozejrzyjmy się wokół siebie. Istnieją społeczności, gdzie wszyscy są szczupli, silniejsi i szybsi niż inni. Wszyscy mają zdrowe zęby i doskonały wzrok. Artretyzm, cukrzyca, nadciśnienie, choroby serca, udary, depresja, schizofrenia i nowotwory są u nich absolutną rzadkością. Są to ostatnie na świecie plemiona myśliwych-zbieraczy. Ich sekretem jest niezmienna od tysięcy lat dieta. Zawiera tylko te produkty, które zawsze były „na naszym stole”.

A tak na marginesie. Czy myślałeś kiedyś o tym, dlaczego prawie każdy z nas czasami czuje potrzebę brania suplementów, albo dlaczego tak dużo ludzi chce „oczyścić z toksyn” swój organizm?

PROSTE, PRAWDA? Recepta była od początku, ale my bardziej wolimy nowinki…

A dla tych, co jednak wolą „iść z postępem”, jest jeszcze jedna szansa.

Oto australijscy naukowcy w tkance tłuszczowej otyłych szczurów odkryli bardzo duże ilości pewnego białka związanego ze stanami zapalnymi. Jest to tzw. receptor aktywowany proteazą 2 (PAR2), który jest obecny także w ludzkich adipocytach. Głównym jego aktywatorem jest trypsyna. Receptor moduluje stany zapalne, otyłość i metabolizm.

Podanie zwierzętom antagonisty PAR2 zniosło stan zapalny tkanki tłuszczowej i zniwelowało oporność na insulinę. To z kolei przyczyniło się do eliminacji wywodzących się z otyłości problemów sercowo-naczyniowych. Sugeruje to, że otyłość ma podłoże zapalne. Być może już niebawem będzie możliwe uzyskanie leku pozwalającego pozbyć się otyłości raz na zawsze.

No i znalazł się „złoty guzik”! Ach, ten nieszczęsny redukcjonizm.      

Podsumujmy:

  • wygląda na to, że diety „paleo” i „postna” są najlepsze, bo najbardziej naturalne (natury nie przechytrzysz!);
  • wracamy zatem do punktu ZERO!? I tak, i nie;
  • co jest zatem zadaniem dietetyka? ma dbać o zdrowie podopiecznego, a nie walczyć z jego „nadwagą”;
  • prawdziwa dietetyka musi powoli lecz skutecznie zlikwidować skutki koszmarnych błędów „naukowców – specjalistów” od żywienia; wszak nasze zdrowie w 80% zależy od diety!

A co oddać w ręce lekarzy? Oni mają ratować stojących nad grobem z powodu patologicznego obżarstwa. Chyba każdy zna TLC, „Historie wielkiej wagi” i dr Younana Nowzaradana?

p.s. wygląda na to, że przywołane tu nieszczęsne stany zapalne grają szczególną rolę w naszym życiu; zajmiemy się nimi zatem wkrótce; wypada również przyjrzeć się – wielokrotnie już wspomnianemu – redukcjonizmowi, który tyle razy wyprowadził nas na manowce

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑