Od samego początku w tej „przerażającej” pandemii nic nie trzymało się przysłowiowej kupy. Dlaczego błyskawicznie rozlała się ona na cały świat i szybko została uznana za „galaktyczny kataklizm”? Myślę, że był to efekt niezwykłej, potężnej i sprawiającej wrażenie skoordynowanej reakcji praktycznie wszystkich rządów, z ogromnym wsparciem najbardziej wpływowych mediów i przytłaczającej większości świata naukowego. Nieliczni oponenci byli bardzo szybko i na różne sposoby pacyfikowani. Przy okazji zobaczyliśmy wyjątkowo nędzny poziom wiedzy biologicznej „ałtorytetów”, którzy wręcz nie wychodzili (ktoś ich jednak zaprosił!) ze studiów telewizyjnych i radiowych. Byli to przeważnie epidemiolodzy i, w tej sytuacji, ich nieuctwo w innych dziedzinach (biochemia, inżynieria genetyczna, immunologia, biologia systemowa) po prostu musiało się ujawnić. Nie przeszkadzało to nikomu i głoszone przez nich brednie dosłownie spijano im z ust. Wyglądało to wręcz żenująco, gdyż nawet co bystrzejsi licealiści byli w stanie wychwycić szkolne błędy Simona, Horbana, Pyrcia, Grzesiowskiego, Fiałka, Sutkowskiego i innych. Tyle, że praktycznie nikt się tym nie przejmował.
Niektórzy przedstawiciele „elyty” poszli dalej. Niejaka Anna Piekarska, podobno profesorka, z UM w Łodzi zaproponowała, jak na prawdziwego lekarza przystało, żeby nieszczepionych nie obejmował system służby zdrowia. I to, że wcześniej brała pieniądze od firm farmaceutycznych AbbVie, Gilead, Merck czy Roche, nie miało tutaj żadnego znaczenia. A, wymieniony już, pediatra dr Paweł Grzesiowski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. walki z COVID-19 (nominat jej szefa, prof. A. Matyi, który straszył nas iście piekielnym armagedonem) na twitterze (6 lutego 2022) wypluł z siebie takie oto treści: Darwiniści, nieudacznicy, fanatycy religijni, cyniczni geszefciarze, złodzieje, psychopaci. Ich wszystkich w pandemii połączyła propaganda antycovidowa, antyszczepionkowa, antyzdrowotna. Wielu z nich ma wpływ na decyzje dotyczące całego społeczeństwa. Zdrowie jest najważniejsze! Nieźle! Covid covidem, ale co robią darwiniści (zwolennicy teorii, która w nauce obowiązuje; mniejsza już o wątpliwości z nią związane) w jednym worku z fanatykami, złodziejami czy geszefciarzami? Okazuje się, że nasz „ekspert” nie zna się nie tylko na wirusach i szczepionkach, ale mylą mu się podstawowe wiadomości z biologii na poziomie szkoły średniej, a nawet podstawowej. A kilka tygodni później wieszczył: rekomendacje Niedzielskiego są irracjonalne; to nie koniec piątej fali: https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8382347,dr-pawel-grzesiowski-adam-niedzielski-covid-19.html?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter.
Swój głos dali także młodsi adepci medycyny, np. „uczony” z nowego pokolenia, niejaki Jakub Kosikowski: Mocno się zastanawiam. Dla antyszczepów i innych lekarzy nie kierujących się nauką nie powinno być miejsca w zawodzie. Ale spokojna Twoja głowa, dalej wlewy witaminowe na raka, biorezonanse i inne duperele będą się mieć dobrze, bo nikt nie ma odwagi posprzątać tego burdelu. A terapia??? I niedouczony, i bezczelny! Podobno to idzie w parze?! Przyjdzie czas, by podsumować wyczyny tego szczególnego grona, bo jest ono dużo liczniejsze i wielu wyrażało się jeszcze dosadniej.
W tym wszystkim od początku było coś naprawdę niepokojącego. Nikt nie mówił o…leczeniu! U nas samotnego dr. Bodnara spacyfikowano dość szybko, poświęcając – przy okazji – Bogu ducha winnego red. Pospieszalskiego i jego „Warto rozmawiać”. W USA medyków próbujących leczyć chorych zaczęto stawiać przed sądem! Za ich przykładem poszli nasi, o czym już pisałem. I zupełnie „przypadkowo”, kiedy w końcu wprowadzono szczepionki (brak leków był podstawowym warunkiem ich wprowadzenia), pojawiły się dane o niezwykle skutecznym w terapii zakażenia, znanym od 70 lat, specyfiku: https://wydarzenia.interia.pl/raport-koronawirus-chiny/news-disulfiram-chroni-tkanke-plucna-przed-zmianami-covid-19-odkr,nId,5823568. W wielu krajach z powodzeniem zastosowano też inne, choćby iwermektynę i chlorochinę. Ale WHO (i nie tylko; sięgnięto nawet po „naukowe oszustwa”) ich nie zalecało, nachalnie promując szczepionki.
W Polsce podjęto oficjalne badania kliniczne nad amantadyną. Trwały one całymi miesiącami i skończyły wiadomo czym (https://dorzeczy.pl/opinie/243724/wstepne-wyniki-badan-nad-amantadyna-w-polsce-w-styczniu.html. Czyżby z tego powodu, że lek kosztuje przysłowiowe grosze? A może dlatego, że tak uważa jeszcze jeden „wybitny” specjalista, Prof. Pyrć, który zabrał głos (31.10.21) w tej sprawie twierdząc, że powtarzanie kłamstwa nie powoduje, że staje się ono prawdą. Stosowanie jakiegokolwiek leku bez żadnych dowodów na jego skuteczność to szarlataneria i żerowanie na strachu. No i co byśmy zrobili bez takiego geniusza?
Mało tego, wręcz zażądano, aby prof. Rejdak oddał te 4 mln, które poszły na badania: https://portal.abczdrowie.pl/chca-by-neurolog-oddal-kilka-milionow-zlotych-za-badania-nad-amantadyna-prof-konrad-rejdak-nie-ma-watpliwosci. I nie ma żadnego znaczenia, że ta nieszczęsna amantadyna naprawdę działa, na co mamy liczne dowody https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/33713098/. Ale u nas nadal w służbie zdrowia karty rozdają przecież Niedzielski, Andrusiewicz i Cessak.
Tymczasem molnupiravir firmy Merck, lek drogi i wielce kontrowersyjny, został bardzo szybko dopuszczony do obrotu na naszym rynku (https://holsamed.pl/lagevrio-molnupiravir-lek-na-covid-19-juz-dostepny/). Jeszcze droższy remdisivir, którego toksyczność (nerki i serce) jest naprawdę poważna, a skuteczność żadna, został zakupiony przez MZ za ciężkie miliony. Zgadnijcie, kto przeprowadzał jego badania w Polsce? Tak, tak, to ten wybitny specjalista, który stanął okoniem nawet wobec WHO, która uznała lek za bezwartościowy: https://www.rmf24.pl/raporty/raport-koronawirus-z-chin/polska/news-who-wzielo-wszystkich-do-jednego-wora-prof-flisiak-krytykuje,nId,4867267#crp_state=1 . A potem honorowo zrezygnował z doradzania rządowi: https://tvn24.pl/polska/rada-medyczna-profesor-robert-flisiak-o-powodach-rezygnacji-z-doradzania-rzadowi-5562242.
Popatrzmy więc, jak leczono „chorobę wszechczasów”.
Wystarczyło mieć tzw. objawy COVID (kaszel, dreszcze, gorączka, zanik węchu i smaku) i pozytywny wynik wielce kontrowersyjnego testu PCR by diagnoza była jednoznaczna. A to oznaczało po prostu brak jakiejkolwiek terapii. Do tego doszło nieludzkie postępowanie z Bogu ducha winnymi osobami, szczególnie niezaszczepionymi.
Nawet jeśli już ktoś faktycznie miał tego upiornego koronawirusa, po przejściu właściwego etapu choroby w domu (z zaleceniem samoobserwacji i stosowania szkodliwego paracetamolu), zapadał zwykle na infekcję bakteryjną. W tym stanie trafiał do szpitala, gdzie nikt sobie nie zawracał głowy jakimiś drobnoustrojami. Liczyły się tylko sztywne procedury! Podawało się leki przeciwskrzepowe, coś na uspokojenie i podłączano do respiratora. To kończyło się zwykle… śmiercią.
Spójrzmy na najnowsze oryginalne dane z USA. Prawie wszyscy pacjenci z COVID-19, którzy zmarli w szpitalu we wczesnej fazie pandemii, zginęli bezpośrednio w wyniku podłączenia do respiratora – wynika z niepokojącego raportu. Szczegółowa analiza sugeruje, że u większości chorych, których podłączono do respiratora z powodu infekcji COVID-19, rozwinęło się również wtórne bakteryjne zapalenie płuc. I to ono było odpowiedzialne za wyższą śmiertelność niż infekcja koronawirusa. https://thepeoplesvoice.tv/official-report-ventilators-killed-nearly-all-covid-patients/; https://geekweek.interia.pl/nauka/news-wiekszosc-zgonow-z-powodu-covid-19-moglo-miec-inna-przyczyne,nId,6770922#; https://www.covidhub.ch/intubation-patients-plus-mortelle-que-covid/.

Najgorsze, że o tym wiedziano prawie od początku pandemii. Już w kwietniu 2020 r. pisano, że 80% pacjentów z covidem w Nowym Jorku, którzy zostali podłączeni do respiratorów, umierało w ciągu kilku dni. Podobne dane uzyskane także w innych szpitalach. Wiedziano więc, że wentylacja mechaniczna była i niepotrzebna, i śmiertelnie niebezpieczna, ale jest ona standardem opieki do dziś.
Czy wiecie, kto za tym stoi? Chiny (największy eksporter respiratorów) i ten bałwan z WHO! Ten sam, w którego ręce chcą oddać wszystkie sprawy związane ze zdrowiem ludzkości. Czy można znaleźć bardziej bezczelny przykład tego, jak lekceważone jest nasze życie? Czy ktoś zaprotestował? Czy ktoś poczuwa się do winy? Różni ludzie o tym piszą, różni fachowcy o tym mówią. I co? I nic!
A celem, uwaga!!!, jak się wydaje zasadniczym, stosowania respiratorów było „skuteczne uniknięcie zakażenia personelu”, bo przecież pacjenci mogli skutecznie rozpylać niebezpieczne ilości wirusa w powietrzu! To jest wręcz przerażające! I pomyśleć, że wielu ludzi załapało się na tę „swoistą eutanazję” tylko dlatego, że padli ofiarą wadliwej diagnostyki. Boże, widzisz i nie grzmisz!
Wszędzie mamy jeszcze do czynienia z wszechmocnym złotym cielcem. Posłużmy się tylko jednym przykładem. W kwietniu 2020 r. lekarz i senator stanu Minnesota Scott Jensen stwierdził: Medicare ustaliło, że jeśli przyjmiesz do szpitala pacjenta z powodu COVID-19, otrzymasz wynagrodzenie w wysokości 13.000 $. Jeśli zostanie on podłączony do respiratora, otrzymasz 39.000 $. https://dziennikzarazy.pl/15-02-respiratory-czyli-premiowane-procedury-smierci/
TO wszystko musi zostać wyjaśnione! Chyba, że alternatywą (zaplanowaną przez demiurgów z NWO) będzie w najbliższym czasie jeszcze coś gorszego.
Może jeszcze spójrzmy na wypowiedzi normalnych (jakie to dziś cenne!) ludzi. Zmodyfikowałem je nieco, bez zmiany sensu samego przekazu.
Oto komentarz wybitnego polskiego badacza, wieloletniego pracownika amerykańskiego CDC, dra Normana Pieniążka (pojawiają się tu nazwiska dwóch profesorów uznanych za autorytety w dziedzinie pandemii).
Ktoś wpuścił tych głupich polityków i lekarzy w maliny. Ktoś wydał opinię, że nie wolno podawać antybiotyków chorym na zapalenie płuc. I tak zgony seniorów z domów opieki były bardzo wysokie z powodu zaniechania właściwej opieki, w tym właściwego żywienia. Pozbawiono pacjentów kontaktów z bliskimi, przez co wielu zmarło z rozpaczy…Jest zbrodnią, że Pyrć i jego banda polecają ten lek, który już dawno temu nawet WHO przestała zalecać. Jest to straszne, że lekarzom nadal opłaca się dobijać przeziębionych…tak działo się na całym świecie. Trzeba było tylko wmówić ludziom, że przeziębienia, które ludzie łapią nawet kilka razy w roku, mogą ich zabić…Gdyby Ziobro się nie obudził, to pewno kilkuset protestującym lekarzom odebrano by prawo wykonywania zawodu. Wszystko zależy od stanu zdrowia pacjenta, kiedy podawano mu remdesivir. Zgodnie z zaleceniami Rad Medycznych, pacjent wykazujący Zespół Ostrej Niewydolność Oddechowej, był pakowany pod namiot, obsługiwali go kosmici, był zakaz odwiedzin, i wbijano mu w gardło rurkę respiratora. Po podaniu remdesiviru, pacjent umierał w ciągu kilku dni a ciało zmarłego było palone.
Ależ Panie Rieske, podczas gdy Pan Paweł Basiukiewicz ratuje pacjentów, Pan i Pyrć to dwóch morderców. Pyrć zakazał leczyć antybiotykami chorych na zapalenie płuc, choć nie jest lekarzem ale czerpie z niedoli ludzkiej niezdrowe podniety, a Pan straszył przerażonych wierzących opowiadając w prasie katolickiej kompletne bzdury o rzekomej pandemii..Z przyjemnością spotkam się z Panem na dowolnym forum. Pokażę…, że za kłamstwa i nieznajomość nauki powinien Pan być pozbawiony nawet świadectwa ukończenia szkoły podstawowej. Jest Pan szkodliwym durniem, aż śmiesznym w swojej ignorancji. Nie ma dobrych leków ani szczepionek przeciwko wirusom infekującymi układ oddechowy. Te infekcje ustają po kilku dniach, chociaż ustąpienie wszystkich objawów infekcji może trochę potrwać. Infekcje wirusowe dróg oddechowych mogą przejść w bakteryjne zapalenie płuc, jak było z grypą hiszpanką 105 lat temu. Nie oznacza to, że nie warto stosować leków takich jak amantadyna, chlorochina czy iwermektyna, które mogą trochę pomóc. Nie należy brać drogich, szkodliwych i nieskutecznych leków antywirusowych polecanych przez skorumpowanych profesorów jak Pyrć czy Szuster. Jak się robi test tylko na jednego wirusa z ponad 200 możliwych, testem, który bardziej oddaje jakość powietrza, którym oddychamy, to mamy fałszywą pandemię.
I wywody biologa publikującego na twitterze jako Toe Negro (radzę, z pełnym przekonaniem, dokładnie przeczytać).
Dopóki nauka nie zostanie całkowicie wyczyszczona z covidianizmu, korupcji, fanatyków i pozerów, nie ma szans, aby ludzie – po tym co się wydarzyło przez ostatnie lata – ponownie jej zaufali. Amantadyna stała się problemem, który systemowi był bardzo nie na rękę i dlatego od początku wytworzono wokół niej toksyczną atmosferę. Nie miało to nic wspólnego z medycyną.
Przypomnijmy sobie, jaki był klimat kiedy rozkręcała się covidioza. Na podstawie przekoloryzowanych i pełnych dramatyzmu informacji próbowano jak najmocniej ludzi nastraszyć, że mamy do czynienia z nowym wirusem, który zabija bez względu na wiek (co było kłamstwem) i nie nań ma leków. Historia wycieczkowca Diamond Princess, pełnego emerytów w obiegu zamkniętym z tym „śmiercionośnym wirusem” pokazała, że nie ma powodów do paniki. Jak się skończyło, pamiętamy. Zrobiono wszystko, aby ludzi nastraszyć. Przez pierwszy rok tzw. pandemii szalała PCR-owa bonanza, która nakręcała statystyki, mimo wielu błędów, które wskazywali biolodzy molekularni czy genetycy. Używanie konkretnej metodyki (np. 33-38 CT dla PCR+) generowało masę bezużytecznych wyników nie mówiących nic o zakaźności pacjenta i o tym, że za jego symptomy odpowiada mityczny SARS-CoV-2. W ten sposób doprowadzono do olbrzymiego bałaganu w zdrowiu publicznym, bo skupiono się całkowicie na bezużytecznych testach, które stały się podstawą do umieszczania ludzi w izolacji, na oddziałach covidowych, leczenia bez antybiotyku, nieustannego krążenia w karetkach, itp. Tymczasem, jak co roku, czekała nas epidemia chorób grypopodobnych (ILI – influenza like illnesses) i innych, pokrywających się objawowo, infekcji dróg oddechowych. Niestety, tym razem przy wygenerowanym ogromnym stresie i masowym testowaniu, które wywołało olbrzymie szkody. To nie mogło się dobrze skończyć. Ludzie bali się szpitali covidowych i śmiercionośnego wirusa. Słyszeli zewsząd, że nie ma skutecznych leków, że antybiotyk nie zadziała, że musimy czekać na „zbawienie” w postaci szczepień. Protokoły: zostań w domu aż dojrzejesz na respirator, sprawiły bardzo wiele szkód.
Jednak mądrzy lekarze na całym świecie zaczęli jednak leczyć pacjentów już na poziomie ambulatoryjnym, stosując dobrze przebadane leki off-label (poza wskazaniami) i układać protokoły leczenia. Uzyskiwali świetne wyniki, które dokumentowali na poziomie swoich klinik, przychodni lub w pracach. To właśnie na nich covidianie przypuszczali największe ataki, bo istnienie jakichkolwiek skutecznych metod leczenia zagrażało awaryjnemu dopuszczeniu EUA ryzykownej technologii LNP-mRNA (szczepionki) oraz wywodzących się wprost z terapii genowych adenowiralnych wektorów.
Z racji tego, że testy zakłamywały rzeczywistość i nie wiadomo było, co tak naprawdę stoi za przyczyną danej infekcji dróg oddechowych (jeden z tysięcy wariantów koronawirusów wywołujących cięższe lub lżejsze przeziębienia, różne warianty grypy, paragryp itp.) niektórzy lekarze szukali wśród dostępnych leków takich, które pasowałyby molekularnie do leczenia tego typu infekcji, najczęściej nieodróżnialnej od setek podobnych. W Polsce takim lekarzem był dr Włodzimierz Bodnar, doświadczony pulmonolog, który wybrał amantadynę. Jego przychodnia, jako jedna z nielicznych, była wówczas w pełni otwarta dla pacjentów. Wielu z nich, nie mogąc liczyć na odpowiednią opiekę u siebie, zwracała się o pomoc do Przychodni Optima.
Infekcje wirusowe najczęściej otwierają wrota do bakteryjnych zapaleń płuc. Kiedy tak się stanie, trzeba wdrożyć antybiotyk (to są podstawy epidemiologii). Wirusy i bakterie to dwa nieodłączne elementy przyrody i infekcji układu oddechowego, szczególnie płuc. Koronawirusy zmieniają się cały czas, natomiast bajki o wariantach to woda na młyn dla naiwnych covidian. Uwierzyli oni w najbardziej tępe i prostackie wytłumaczenie.
I pomyśleć, że w Polsce dziesiątki tysięcy niewinnych ludzi mogło zostać uśmierconych (dodajmy jeszcze tzw. zgony nadmiarowe), a sprawcy otrzymują nagrody i obiecują coraz lepszą opiekę zdrowotną. Patronują temu i prezes, i prezydent, a publika bije brawa!
Jednak łatwiej oszukać, niż przekonać, że się jest oszukiwanym…
