Notkę napisałem ponad trzy lata temu. Miałem nadzieję, że wszystko potoczy się inaczej. Okazało się, że na tę nieszczęsną „pandemię” nałożyła się równie dziwna „wojna”. Niestety, wątpliwości przybyło, problemów również. Jesteśmy nieustannie nękani i wręcz straszeni coraz to nowymi – często absurdalnymi – pomysłami: cyfrowy pieniądz, sztuczna inteligencja, globalne ocieplenie, OZE, totalna kontrola, cenzura. Ta „wolność i godność” ludzi staje się zwykłą atrapą…
Przestajemy o siebie dbać. To, co robimy jest zwykle tylko zaspokajaniem własnej próżności. Często o tym myślę, śledzę różne źródła, analizuję wydarzenia i staram się wyciągać bardziej ogólne wnioski. A refleksje są nieszczególne…
W „nowoczesnych społeczeństwach” nie obowiązuje już żaden system wartości. Odrzuciliśmy najbardziej uniwersalny z nich – Dekalog. Jest to – niestety – podparte wątpliwymi zdobyczami nauki, co bezzasadnie pozwala samozwańczym „elytom” zanegować i religię, i samego Stwórcę.
Uwierzyliśmy w „złotego cielca” – mamonę, która ma nam pozwolić osiągnąć wyznaczone cele. Pod hasłem „wolności dla jednostki” (słynne róbta, co chceta) robimy rzeczy straszne, głupie, beznadziejne, okropne, bluźniercze…i – przede wszystkim – miałkie intelektualnie.
Przekraczamy kolejne tabu i wpadamy w spiralę samozniszczenia. A „zbawcy wszechświata i okolic”, wszelkiej maści lewacy, genderowcy i ekoterroryści w szalonym tempie niszczą ład społeczny oraz najważniejsze wartości i osiągnięcia cywilizacji. Ze szczególną zaciekłością i lubieżnością atakują tradycyjną rodzinę (proponując LGBT jako alternatywę) i Kościół – „siedlisko pedofilii”.
Pełna zła, pustki, próżności i bezsensu oraz jałowa intelektualnie działalność „artystycznej awangardy”, celebrytów-influencerów i „ałtorytetów” prowadzi nas w otchłań nicości. W sztuce przekracza się wszelkie granice smaku i estetyki, wciskając współczesnym kołtunom najbardziej prymitywny i wyuzdany kicz. Szokuje się brzydotą i perwersją, brakiem finezji i jakiegokolwiek gustu.
Nienormalność staje się normą, a normalność jest niszczona z całą stanowczością. Neguje się tak fundamentalne pojęcia jak „miłość”, „rodzina” czy „patriotyzm”. Masom narzuca się „awangardowe” wzorce, wpędzając ich w otchłań bezsensu, poczucia pustki i beznadziei.
Nauka pełna jest fałszu i zakłamania, zupełnie świadomie publikuje się dane mijające się z prawdą i/lub nie mające nic wspólnego z rzeczywistością (patrz np. genderyzm). Kończy się to chorobami psychicznymi i cywilizacyjnymi, anoreksją, bulimią, depresją, narkomanią, alkoholizmem i próbami samobójczymi.
Nikt nie już nie zauważa piękna kwiatów róży, śpiewu słowika, żabich koncertów, gracji saren czy łabędzi, wspaniałego wschodu i zachodu Słońca, kropel porannej rosy na soczyście zielonej trawie czy zapachu ziemi po wiosennym deszczu. A to jest ten prawdziwy, cudowny świat, prawdziwe wrażenia, prawdziwe emocje, nasze radości, nasze życie…i nasz podziw dla Tego, który to wszystko stworzył. Pełna harmonia!

I, być może, ten koronawirus dla wielu będzie prawdziwym wstrząsem i, daj Boże, skutecznym resetem. Może dostrzeżemy na nowo to, co najbardziej liczy się w życiu, odnowimy solidarność społeczną, zdolność do empatii, do szlachetnych zachowań…
Ja wierzę….
piątek, 21 marca 2020; g. 00.26

Dodaj komentarz