Pomieszanie z poplątaniem, czyli zmagania nauki z rakiem piersi

Z powodu raka piersi corocznie w Polsce umiera 5000 kobiet i liczba ta stale rośnie. A on sam zupełnie niedawno „zmienił na podium” dotychczasowego lidera – raka płuc. Corocznie, 15 października, kiedy przypada Światowy Dzień Walki z Rakiem Piersi, zachęca się kobiety do badań przesiewowych. Hasło przewodnie brzmi: zapraszamy wszystkie Panie (50-74 lata) na badania co dwa lata, bo mammografia „ratuje życie”.

Tymczasem Cochrane Collaboration (poważna i renomowana organizacja zrzeszająca 28 tysięcy naukowców) szacuje, że 30% „wykrytych” w mammografii przypadków raka to przediagnozowanie. Kobiety otrzymują informację, że mają raka, a następnie są niepotrzebnie i z różnymi skutkami ubocznymi leczone. Gdyby nie ten fatalny błąd, nadal cieszyłyby się dobrym zdrowiem. Bo nie każdy guz nowotworowy rośnie, a wiele z nich po prostu znika samoistnie.

I najgorsze: uczeni z Uniwersytetu Harvarda przedstawili wyniki ponad 10-letnich badań, którymi objęli 16 mln Amerykanek. Wnioski są „szokujące”, a najważniejszy brzmi: mammografia nie zmniejsza ryzyka zgonu z powodu raka piersi!

Dzięki ogromnemu (?) postępowi genetyki medycznej udało się powiązać występowanie mutacji z ryzykiem wystąpienia guzów piersi. Tyle, że chodzi o „marne” 5-30% (co, dodatkowo, wcale nie oznacza 100% pewności choroby, bo ryzyko wynosi 50-80%). Pozostałe 70-95% (!!!) to inne czynniki: brak aktywności fizycznej, późny wiek menopauzy, brak ciąży i karmienia piersią, promieniowanie jonizujące, otyłość, palenie, dieta wysokotłuszczowa, długotrwała antykoncepcja hormonalna, cukrzyca, stres oksydacyjny i nadmierne spożywanie alkoholu.

A co o raku piersi piszą fachowcy? Ano zgodnym chórem jedno: najlepszą profilaktyką jest samobadanie piersi i mammografia! Po prostu ręce opadają. To, że można nader skutecznie nie dopuścić do pojawienia się zagrożenia w ogóle, jest kompletnie przemilczane. Wiem, że upraszczam, ale wygląda to w skrócie tak: kobiety i dziewczyny róbcie, co chcecie i żyjcie jak chcecie, ale sprawdzajcie czy nie macie tych nieszczęsnych guzków; bo jeśli się pojawią, trzeba natychmiast zgłosić się do nas! i my już im wtedy pokażemy, gdzie raki zimują! To wyraźnie nie działa. Bo skąd te niepokojące dane?

Badania genetyczne i wątpliwości

Tak czy owak, wiele kobiet zostało trwale „zainfekowanych” determinizmem genetycznym związanym z tajemniczymi genami BRCA (breast cancer)! W efekcie wiele z nich decyduje się na profilaktyczną mastektomię. Czy to dobry wybór? Niekoniecznie…Pewna Amerykanka w wyniku pomyłki pozwoliła sobie usunąć piersi, jajniki i macicę. Lekarze popełnili błąd w jej badaniach genetycznych. 36-letnia kobieta sądziła, że ma „wadliwy” BRCA1 predysponujący do zachorowania na raka piersi. 

Wszyscy mamy BRCA1 i BRCA2, które chronią nas przed rakiem, gdyż naprawiają mutacje naszego DNA. Jednak 2% ludzi posiada zmutowaną formę jednego z nich (mutacji jest b. dużo). Ryzyko raka może być wówczas około czterokrotnie wyższe.

Niektóre mutacje rzekomo mogą być jeszcze groźniejsze. Angelina Jolie w 2013 r. stwierdziła, że posiada wersję BRCA1 zwiększającą u niej ryzyko raka piersi do 87% (no popatrz, lepsza z genetyki, niż nasza Edzia z covida!). Zdecydowała się na amputację piersi, jajników i jajowodów, dzięki temu ryzyko raka „spadło” u niej do 5%. Następnie za pośrednictwem gazet zaapelowała do kobiet, aby robiły badania i w razie potrzeby również poddały się operacji.

Jednak badania genetyczne nie są tak miarodajne, jak byśmy chcieli. DNA nie koduje całego naszego życia. Tak myśleliśmy kiedyś. Dzisiaj już wiemy, że odżywianie, tryb życia, stres, środowisko i promieniowanie są w stanie włączać lub wyłączać określone geny (regulacja epigenetyczna).

Fakt, że stwierdzono związek między obecnością pewnej mutacji genu BRCA1 i wyższym ryzykiem raka nie oznacza, że u wszystkich kobiet można go zmniejszyć z 87% do 5%, jeśli postąpią jak Angelina Jolie.

Istnieje ponad 500 różnych mutacji genu. Większość nie zwiększa ryzyka raka piersi w tak dużym stopniu, a niektóre wręcz to go zmniejszają. I zacytujmy jeszcze raz ten fragment wywiadu Przewodniczącego PTO: Geny czy tryb życia? Skąd się bierze nowotwór? Przede wszystkim to efekt naszych złych nawyków. Tytoń, otyłość i brak aktywności fizycznej to główne przyczyny nowotworu. Geny to tylko kilka procent.

Wypada zatem zapytać: więc skąd te naciski na badania markerów i konieczność operacji?

Amputacja piersi, jajników i macicy nie jest obojętna dla organizmu. Ale w USA od 2013 r. obserwuje się „efekt Angeliny Jolie”. Tymczasem usunięcie tych narządów ma poważne konsekwencje: bezpłodność, hormonalne jo-jo i hormonalne terapie zastępcze, które nigdy nie przywrócą naturalnego cyklu, spadek libido i silne zmniejszenie przyjemności seksualnej (nawet jeśli protezom piersi nada się ładny kształt, utraty wrażliwości nie da się uniknąć).

Zwykłe badanie genetyczne BRCA kosztuje 3000 dolarów. Cena operacji zależy od indywidualnego przypadku i od szpitala. Jednak każda pacjentka, którą udało się przestraszyć, dla systemu opieki zdrowotnej oznacza dziesiątki tysięcy dolarów. I ktoś je musi wysupłać…

Tymczasem najlepsza profilaktyka raka piersi to odpowiedni tryb życia! POPATRZMY!

Dowód I: ciąża. Mając dziecko przed trzydziestką kobiety mogą obniżyć ryzyko wystąpienia raka piersi na późniejszych etapach życia. Naukowcy wykazali, że kluczowy jest 34 tydzień ciąży. Uczeni podejrzewają, że od tego momentu ciało matki może wysyłać sygnał zwiększający odporność na środowiskowe przyczyny raka piersi. Zanalizowano bazę danych blisko 4 mln Dunek i Norweżek. Okazało się, że u kobiet, które urodziły w 34 tygodniu ciąży i później, ryzyko raka było o 13,6% niższe niż u kobiet, które nie miały dzieci. Dla kolejnych porodów wskaźnik wzrósł do 16,3%.

A tak na marginesie… Metaanaliza badań z różnych krajów (blisko 60000 kobiet, w tym 17 tys. z rakiem) wykazała, że wraz z ciążą spada ryzyko rozwoju raka trzonu macicy. Każda pełnoterminowa ciąża zmniejsza ryzyko o kolejne 15%. Systematyczny spadek ryzyka widoczny był u kobiet, które były w ciąży nawet ośmiokrotnie. Także ciąże zakończone poronieniem w I/II trymestrze pełniły funkcję ochronną (spadek ryzyka o 7-9%). Kobiety, które rodziły samych chłopców lub chłopców i dziewczynki były w mniejszym stopniu narażone na rozwój raka niż kobiety, które miały same córki.

Dowód II: karmienie piersią. Analiza danych z badań przeprowadzonych w 30 krajach obejmujących 50000 kobiet. Dłuższy okres karmienia piersią wiąże się z niższym ryzykiem zachorowania na raka piersi. Zarówno przed menopauzą, jak i po niej. Ryzyko maleje o ok. 4%, jeżeli matka karmi piersią przez rok po pierwszym porodzie. Każdy następny poród i przypadające nań 12 miesięcy karmienia piersią zmniejsza to ryzyko o kolejne 7%. O co chodzi? Karmienie piersią odsuwa w czasie pierwszą menstruację po porodzie. Im później wystąpi, tym większe prawdopodobieństwo, że kobieta nie zachoruje na nowotwór. W tym czasie nie jest bowiem narażona na ekspozycję estrogenów, które przyczyniają się do rozwoju raka piersi. Być może sama laktacja sprzyja pozbyciu się uszkodzonych komórek, z których mógłby się rozwinąć nowotwór. Z karmienia piersią wynika także wiele innych korzyści dla kobiety. Szybciej wraca do formy po porodzie (masa ciała, metabolizm), rzadziej choruje na cukrzycę 2, nadciśnienie, osteoporozę, rzs i raka jajnika. Dziecko ma lepszą odporność, jest mniej narażone na infekcję, astmę i uczulenia.

Dowód III: ćwiczenia fizyczne. W metaanalizie przedstawiono wnioski dotyczące prowadzonego stylu życia – diety, ćwiczeń, palenia tytoniu, spożycia alkoholu i suplementacji witaminami. Najsilniejszy wpływ na spadek częstotliwości nawrotów raka piersi miała aktywność fizyczna. U kobiet, które regularnie ćwiczyły (zaleca się 30 minut, 5 dni w tygodniu na świeżym powietrzu, →wit. D), ryzyko zgonu z powodu raka piersi malało o 40%. Łagodniały także skutki uboczne terapii. Zaledwie 13% kobiet z rakiem piersi poświęca na ćwiczenia odpowiednią ilość czasu, a pacjentki po chemio- lub radioterapii – jeszcze mniej. 

Dowód IV: dieta. U myszy spożycie orzechów włoskich obniżało ryzyko i/lub spowalniało wzrost raka sutka. Bazując na tych wynikach, zbadano kobiety z guzami piersi na tyle dużymi, że można je było poddać biopsji. Połowa z nich przez 14 dni otrzymywało w diecie orzechy, co znacząco zmieniło ekspresję 456 genów. Analiza wykazała aktywację szlaków apoptycznych i zahamowanie szlaków sprzyjających namnażaniu komórek i migracji. Otrzymane wyniki stanowią poparcie dla hipotezy, że także u ludzi spożycie orzechów włoskich hamuje wzrost nowotworów piersi. 

…wróćmy na chwilę do „efektu Angeliny”…

Opisano przypadek kobiety, u której zdiagnozowano raka piersi ponad 20 lat temu. Usunięto jej piersi i zastąpiono implantami. Teraz wykryto u niej  anaplastycznego chłoniaka wielkokomórkowego związanego z implantami (BIA-ALCL). Jest to jeden z nowotworów atakujących układ odpornościowy. Zwykle umiejscawia się w bliznach wokół implantu, choć może rozprzestrzeniać się w całym ciele. Z deszczu pod rynnę…

…i popatrzmy jeszcze na coś innego…

O tym, że implanty „ulepszające” różne części ciała mogą nie być obojętne dla naszego zdrowia mówi się od wielu lat. W 2011 r. FDA opublikowała mocno niepokojące wyniki badań. Opisano w nich 457 przypadków kobiet, które zachorowały na wspomnianego chłoniaka. Wszystkie poddały się wcześniej zabiegowi wszczepienia implantów powiększających piersi.

Na tej podstawie FDA wydała pierwsze poważne ostrzeżenie: wszczepianie implantów zwiększa ryzyko nowotworów!!! W 2018 r. zaktualizowano dane, podając, że 9 pacjentek już zmarło.

Szczególnie niebezpieczne są tzw. implanty teksturowane z nierówną, chropowatą powierzchnię. A takie są dziś najczęściej wybierane przez kobiety chcące poprawić…kształt pośladków. Bo moda na „pupę a’la Kim Kardashian” trwa w najlepsze.

A więc mamy jeszcze jedną, ewidentną, przyczynę nowotworów – próżność połączoną z głupotą!

p.s. to nie jest szowinistyczny, męski punkt widzenia; oparłem się, jak za każdym razem, wyłącznie na źródłach

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑