Największą redukcjonistyczną fantazją jest genetyka medyczna. Ignoruje ona wszystkie trudne do kontroli czynniki, które wpływają na nasze zdrowie.
Genetycy wskazują palcem jakąś część DNA i twierdzą, że właśnie z tego powodu pacjent cierpi np. na raka trzustki. I choć „mnóstwo” dowodów kwestionuje bezpośredni związek między genami i rakiem (i większością chorób przewlekłych), zapewniają, że przez „ten” fragment kwasu ktoś zachoruje w ciągu najbliższych 40 lat.
Wg biologów w genach jest zapisana „nasza przeszłość i przyszłość”. Tymczasem geny mówią tylko, co może się wydarzyć, a nie to, czy się wydarzy i jak do tego dojdzie!
Przekonanie, że inżynieria genetyczna będzie w stanie zapobiegać chorobom i naprawiać czy zastępować wywołujące je geny, w konfrontacji z niezwykłą złożonością DNA jest po prostu wyrazem nieposkromionej pychy.
Zupełnie niespodziewanie pojawił się „problem brakującej dziedziczności”. Predykcyjna wartość ludzkiego genomu jest marna i została jeszcze bardziej ograniczona przez dziedziczenie epigenetyczne. Przykład? Proszę: wysocy rodzice mają wysokie dzieci. Znając wzrost rodziców, wzrost dzieci można prognozować z dokładnością 80-90%. Można więc rzec, że cecha jest dziedziczona w takim samym odsetku. Niedawno przeprowadzono badania genomów 30000 osób, identyfikując 50 genów związanych ze wzrostem. Ku powszechnemu zdumieniu okazało się, że odpowiadają one za…5% dziedziczenia!
W 2009 r. 27 wybitnych genetyków (w tym szef HUGO i NIH, F. Collins, autor „Języka Boga”) opublikowało (Nature) pracę, w której przyznali, że do tej pory potwierdzono niewielką zależność chorób od genów (pamiętacie Angelinę Jolie z notki o raku piersi?).
Wiadomo, że, poza kilkoma przypadkami, nie wykryto genów odpowiedzialnych za dobrze znane choroby. Najbardziej rozsądne wyjaśnienie jest proste: one nie istnieją, a prawdopodobieństwo ich wykrycia jest znikome. Zamiast tracić fundusze na poszukiwania, o wiele lepiej będzie znaleźć odpowiedź na pytanie: jeśli za dziedziczenie chorób nie odpowiadają geny, to jaka jest inna przyczyna?
Na rynkach biznesowych potężne inwestycje w biologię molekularną i biotechnologię okazały się porażką. Ale liczba miejsc pracy dla biologów molekularnych znacząco wzrosła. Sekwencjonowanie genomów i ustalanie struktury setek tysięcy białek przyniesie ogrom danych, których analiza może ciągnąć się w nieskończoność. Redukcjonizm szaleje, ale kto to ogarnie???
Ekspresja genów jest powiązanym ciągiem wyjątkowo złożonych procesów, w których kluczową rolę grają biochemia organizmu, dieta, aktywność fizyczna, leki czy nastrój.
Geny nie kodują i nie programują kształtu organizmu czy sposobu jego funkcjonowania. Nie wiemy, jak wyłaniają się z nich osobowość, preferencje, predyspozycje czy skłonność do pewnych chorób.
Projekt HUGO nie spełnił oczekiwań, okazując się fiaskiem naukowym i finansowym. Dziedziczenie budowy ciała i zachowań może zależeć od pól organizujących (rezonans morficzny). Ponadto cechy nabyte mogą być epigenetycznie (modyfikacja ekspresji genów) przekazywane potomkom.
i jeszcze jedno, o czym już wspominałem, w redukcjonizmie nie ma zero-jedynkowych opcji,
mamy np. wyniki: jest mniejsze o 21%, zmalało o 4%, wzrósł w porównaniu z kontrolą o 16%, śmiertelność komórek była większa (42 wobec 18%), obniża ryzyko zawału (23% wobec 29% w grupie kontrolnej), i.t.d.
To najlepszy argument przeciw tej metodologii, który pokazuje istnienie różnic indywidualnych i nakładanie/sumowanie się wpływu innych (najczęściej licznych) czynników. Nie śledzimy mechanizmów, tylko zupełnie przypadkową zbieżność faktów – wedle słynnego: bocian przynosi dzieci, bo tam, gdzie jest dużo jego gniazd, rodziny są liczniejsze niż gdziekolwiek indziej.
Redukcjonizm czyni spustoszenie w nauce, kreując – podobnie jak komunizm – problemy, które potem „bohatersko” zwalcza!
A największą batalią jaką stoczył, jest udowadnianie nieistnienia Boga!
O tym, co o redukcjonizmie sądzą współcześni fizycy, następnym razem.

Dodaj komentarz