Dla mnie wiosna to najpracowitszy okres w roku. Wiadomo – sezon lęgowy ptaków. Prawie codziennie gdzieś w terenie. Udało mi się jednak wykroić kilka dni, by wyskoczyć w góry. A tam…Właśnie? Tam też „są ptaki”.
I właśnie w tej notce chciałbym podzielić się kilkoma, oczywiście bardzo luźnymi, spostrzeżeniami. Może najpierw z lasów okolic Zakopanego. Pierwsze wrażenie? Mnóstwo suchych świerków, wiatrołomów i „wolnej przestrzeni”. Czyżby z tego powodu, jak się wydaje, absolutnie najliczniejszym gatunkiem był strzyżyk? Jego zwrotki zdominowały niezbyt głośny, jak to bywa w reglach, ptasi chór. Wtórowały mu w miarę dzielnie jedynie kapturka i rudzik. Słyszałem i kosy, i śpiewaki, spotkałem dwukrotnie paszkota, ale niedosyt pozostał, podobnie jak w przypadku zięby. A reszta gatunków to już zupełnie inna bajka. Nawet charakterystyczne zawołanie sosnówki słyszało się jedynie „tu i ówdzie”. Z pozostałych sikor tylko pojedyncze zawołania czubatek i zaledwie jedna obserwacja czarnogłówki. Nie słyszałem w ogóle modraszek i bogatek!
W drodze na Rusinową Polanę byłem wręcz zaskoczony nieobecnością pierwiosnka, świstunki czy piecuszka. Jedynie w niektórych miejscach, to już refleksja ogólna, udało mi się słyszeć równocześnie dwa śpiewające samce. Niewiele cierniówek, pojedynczy trznadel i świergotek drzewny, kilkakrotnie kruk i wrona. Na osłodę pliszka górska (Dolina Małej Łąki) myszołów, dzięcioł czarny i – sam się zdziwiłem – śpiewający na skraju lasu w Nędzówce wójcik.
No i samo Zakopane. Pierwsze wrażenie? Piękny, donośny śpiew kosów, trzy niewielkie kolonie gawrona na Krupówkach (zdjęcie) i wszędobylski, w porównaniu z Lublinem, wróbel. Nie widziałem natomiast mazurka i sroki, zaś pojedynczą kawkę (w Lublinie mnóstwo) tylko w locie (podobnie jak kilka wron).

Zadziwia także wyraźna obecność szczygła. Mieszkaliśmy w Kościelisku i jedna z par zbudowała gniazdo na świerku obok, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Jest również zięba, a z łuszczaków także gil, prawdopodobnie lęgowy na podwórku sanktuarium na Krzeptówkach. Na tyłach kościoła śpiewały zaś w najlepsze strzyżyk, sosnówka, pierwiosnek i piecuszek. Regularnie widywałem też kwiczoła, ale w porównaniu z Lublinem jest w Zakopanem zdecydowanie mniej liczny. Tylko raz obserwowałem parę jerzyków, które u nas widzi się i słyszy nieustannie. W nagrodę mogłem podziwiać pliszkę siwą…na dachu jednego z budynków w samym centrum.
I największa niespodzianka. Nie widziałem ani w locie, ani na drzewie, ani na ziemi, ani też nie słyszałem wśród zabudowy i w lasach GRZYWACZA! Ptaka, którego w Lublinie trzeba omijać, by nie nadepnąć mu na ogon…
miłej niedzieli!
p.s. oczywiście to nie jest pełna lista spotkanych gatunków

Dodaj komentarz