Nauka nadal pozostaje w szponach redukcjonizmu: tu i tu. Dodatkowo medycyna ledwie dyszy w objęciach big farmy: czytaj. W tej sytuacji bardzo trudno o jakikolwiek optymizm. Tym bardziej, że – nad czym najbardziej ubolewam – tak uprawiana nauka ma swoich fanatycznych zwolenników, ba – wielbicieli, najbardziej wiernych z wiernych! I to oni patrzą z wyższością na wszystkich wątpiących, bo trzeźwo myślących, przedstawicieli pogardzanego i nieoświeconego „gorszego sortu”. Tu pierwszy z brzegu przykład: czytaj. Chyba nie muszę powtarzać, bo już kilkakrotnie o tym pisałem, jakich jeszcze argumentów i obelg używa zwykle „oświecona elyta”?
Popatrzmy więc, jak powstaje „wiedza”
W latach 1990. firma Wyeth Pharmceuticals bardzo zachęcała kobiety do hormonalnej terapii zastępczej przed i w czasie menopauzy. Sprzedaż leku Prempro przyniosła jej w ciągu kilku lat ponad 2 mld dolarów zysku. Jednak już w 2002 r. okazało się, że jego stosowanie znacznie zwiększa ryzyko raka piersi, udaru mózgu i zawału serca.
8400 kobiet złożyło pozwy przeciw firmie. W czasie rozprawy wyszło na jaw, że zleciła ona instytucji reklamowej DesingeWright napisanie odpowiednich „prac naukowych”. Ukazały się one aż w 18 prestiżowych czasopismach medycznych. Cóż to takiego? Ano tzw. metoda gostwrigthing – pisania artykułów na zamówienie. DesignWrite wprost zalała rynek tysiącami informacji o skuteczności tegoż leku. Artykuły, prezentacje, plakaty, strony internetowe, sympozja…
Oczywiście korporacje wpływają na rządzących i partie polityczne, bo tu też kryją się potężne pieniądze. Przykład z Anglii: pewna firma przez 21 miesięcy opóźniała pojawienie się na ulotce jednej ze statyn nowego ostrzeżenia o efektach ubocznych, ponieważ nie zgadzała się z użytymi słowami (!!!). W tym czasie lek brało 4 mln ludzi.
Przykład działania off-label (poza zarejestrowanymi wskazaniami): w USA firma AstraZeneca proponowała lek Seroquel (dopuszczony do obrotu dla krótkoterminowego leczenia schizofrenii) jako remedium na wszelkie dolegliwości, w tym agresję u dzieci.
I jeszcze jeden kwiatek: W czasie testów klinicznych wykazano, że Prozac daje tylko niewiele lepsze efekty niż placebo lub nie wykazuje żadnych. Po przeanalizowaniu danych wyszło na jaw, że efektywność leku jest niższa niż wpływ placebo lub leku ziołowego na bazie dziurawca.
Przysłowiowy nóż się w kieszeni otwiera…
15% z ponad 3000 ankietowanych naukowców pracujących w USA, którzy otrzymali finansowanie z NIH (National Institutes of Health) przyznało się do zmiany projektu, metodologii lub wyników badania w odpowiedzi na naciski ze strony instytucji finansującej. Ankieta ujawnia przerażający obraz podejścia do badań naukowych: luźna interpretacja prawdy, wybieranie danych pasujących do ustalonych wcześniej wniosków i brak sprzeciwu wobec nacisków ze strony zleceniodawców badań. Zajrzyjcie tu : https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/19478950/.
Jednego dnia dowiadujemy się, że kieliszek czerwonego wina dziennie gwarantuje dłuższe życie, drugiego – że nawet taka ilość szkodzi wątrobie. W jednej chwili na topie są diety niskotłuszczowe, a za moment modne staną się bogate w tłuszcz. Komu wierzyć?
Jednocześnie media są w stanie opisać zaledwie ułamek bieżących odkryć naukowych. Problemem jest również rażący brak wiedzy naukowej u najbardziej wpływowych dziennikarzy. Kojarzycie dwóch medialnych gigantów popularyzacji wiedzy medycznej ? Niejakiego dr (!) Rożka Tomasza, fizyka z zawodu i Gizę Adama, z zawodu celebrytę? Przyjdzie czas by podsumować i ich działania, choćby tylko na „kowidowym polu”. Nikt nie zabrania laikom pisania o nauce. Ale dobrze byłoby, gdyby dziennikarze zdali sobie sprawę z własnych ograniczeń, zamiast nadal stwarzać pozory kompetencji. Ale ta głupota jest akurat niespecjalnie szkodliwa…
Kiedy naukowcy spierają się między sobą, wyniki eksperymentów rzadko stają się języczkiem u wagi. Fakty nie przemawiają same za siebie, ponieważ nie ma zgody co do tego, czym one tak naprawdę są. Może metoda była zła? Może aparatura uległa uszkodzeniu? Może dane zostały źle zinterpretowane?
Gdy wypracowuje się konsensus, sporne argumenty lądują w koszu i powszechnie akceptuje się „poprawne” wyniki, dzięki czemu łatwiej uzyskiwać odpowiednie rezultaty w kolejnych eksperymentach.
Wiadomo, że dane zebrane podczas badań naukowych są niepewne i wiele zależy od sposobu ich interpretacji oraz ograniczeń związanych z daną metodą. Najbardziej idealistyczne spojrzenie na obiektywizm naukowy mają ci, którzy najmniej o nim wiedzą i dla których stał się swoistą religią przynoszącą nadzieje na wyzwolenie.
I spójrzmy na problem nieco głębiej…
Oczekiwania naukowców mogą wpływać na badany system ze względu na potencjalny wpływ umysłu na materię czyli psychokinezę. Jeśli setki fizyków oczekuje, że w akceleratorze cząstek wśród niezdeterminowanych zdarzeń pojawi się jakaś niesłychanie krótko żyjąca cząstka, to czy te oczekiwania mogą mieć wpływ na zdarzenia kwantowe? Czy nadzieje naukowców mogą mieć również wpływ na wyniki innych eksperymentów? Zazwyczaj nie podejmuje się dyskusji dotyczącej wpływu umysłu na materię ze względu na tabu obowiązujące wobec zjawisk psi (paranormalnych).
Domniemana obiektywność nauk ścisłych to niepotwierdzona hipoteza. Wygląda to na naukowy spisek ukrywający wpływ badaczy na prowadzone eksperymenty. Skąd wiadomo, że takie efekty ograniczają się jedynie do badań klinicznych, psychologicznych i etologicznych?
Kolejny problem dotyczy udostępniania danych. Często publikuje się tylko wybrane rezultaty, które pasują do hipotezy. Pozostałe trafiają do szuflady, bo są wynikami negatywnymi, których nie chcą publikować renomowane czasopisma. Stąd też wiele dyscyplin jest narażonych na zalew pozornie pozytywnych danych. Gdyby spółki biznesowe mogły publikować tylko 10% swoich danych, zapewne światło dzienne ujrzałyby tylko te, które obrazują ich wspaniałą kondycję finansową.
Obszarem nauki o bardzo ograniczonej kontroli zewnętrznej jest testowanie bezpieczeństwa nowych produktów żywnościowych, lekarstw i pestycydów. Inspektorzy FDA (Food and Drug Administration) i EPA (Environmental Protection Agency) regularnie wyławiają fałszywe dane, gdyż proces anonimowej recenzji nie jest efektywnym narzędziem wykrywania oszustw naukowych.
Nauka opiera się na ideale prawdy obiektywnej i dopuszcza istnienie tylko jednej, zwycięskiej teorii. Przejawia się to w słowach naukowców szczycących się pokonaniem herezji i drwiących z „nieoświeconych”. Uczeni są przekonani o istnieniu prawdy absolutnej, choć to tylko relikt absolutyzmu religijnego. Mimo, że nauka podlega ciągłym zmianom, „monopol prawdy” jest nadal ideałem. Kto się z tym nie zgadza, zostaje okrzyknięty heretykiem!
Tradycja naukowa ugruntowała przedmiotowy sposób postrzegania świata, skutecznie usuwając na margines doświadczenia osobiste. Prawda jest wręcz brutalna. Oto życie wewnętrzne, miłość, ból, sny, nadzieje, miłość, nienawiść, podniecenie, intencje, radości i smutki zostały zredukowane do synaps, wyników badań krwi i moczu, EEG i obrazu mózgu w komputerze.
A „młodzi i wykształceni” czują wyższość wobec „nienaukowych” kultur, okazując w ten sposób arogancję i snobizm. Jeszcze pod koniec XIX w. taka postawa była uzasadniana naukowo. Wierzono w trójstopniowy rozwój przekonań człowieka: animizm, religia i nauka. Teraz to tylko naiwność, lecz „oświeceni” nie mają o tym zielonego pojęcia! Temat będziemy kontynuować…
p.s. opisana patologia pogłębiła się w ostatnich trzech latach; wg niektórych, np. znanego nam już dra Pieniążka, przytłaczająca część literatury nt. covida to klasyczny łysenkizm zobacz.

Dodaj komentarz