Rak – wszyscy płatni zabójcy won!?

Pamiętacie tę notkę: https://lornetkawsieci.com/2023/02/09/poszli-do-domu-wesela-nie-bedzie/#more-622? Krótkie przypomnienie: nie mamy i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek będziemy mieli, skutecznej szczepionki na SARS-Cov-2 i inne wirusy pneumotropowe. I nawet jeśli się to w końcu uda, nie będzie to polegało na „beztroskim” podawaniu mRNA.

Dlaczego akurat wspominam o tym? Bo w onkologii jest podobnie. Wszystko wskazuje na to, że nie znajdziemy skutecznych kilerów – ZABÓJCÓW zbuntowanych komórek nowotworowych. Cały czas korzystamy z ich usług, ale to jest zły wybór. Stosowane terapie antynowotworowe (chemio- i radioterapia oraz leczenie chirurgiczne) w większości przypadków kończą się niepowodzeniem.

Wracamy więc (przy okazji przypomnę, że nauka bohatersko zwalcza problemy, które sama stwarza) do…NATURY! Jakże oczywista rzecz.

Po latach żmudnych dociekań, po fiasku kolejnych „najnowocześniejszych” terapii, sięgamy ponownie do zapomnianych koncepcji. Przecież my mamy we własnych organizmach „lek na raka” – układ immunologiczny. To właśnie na niego powinniśmy skierować swą uwagę. W końcu to niezwykle skuteczna broń używana przez nas do likwidacji wirusów, bakterii, pasożytów i…komórek nowotworowych.

Czyż to nie ironia losu, że to co było „od zawsze”, stało się „ostatnią deską ratunku”? Oto naukowcy powracają do immunoterapii – najbardziej naturalnej formy leczenia polegającej na takiej modulacji układu odpornościowego, by sam efektywnie walczył z nowotworem. Od dawna bowiem wiadomo, że w normalnych warunkach układ rozpoznaje i likwiduje komórki rakowe. 

Immunoterapię uznano za „największą nadzieję” onkologii. I śmieszno, i straszno, bo to żadna nowość. Taką „nowatorską” terapię stosował już 100 lat temu William Coley, amerykański chirurg i onkolog. Zauważył on, że chorzy żyli dłużej, gdy po usunięciu nowotworu doszło u nich do infekcji. Wyciągnął zatem prosty i słuszny wniosek: pobudzony przez patogeny układ odpornościowy może niszczyć nowotwory.

Komórki rakowe mają na powierzchni zmienione białka, które powinny stanowić cel dla limfocytów. Ale z różnych powodów układ immunologiczny często nie potrafi być skuteczny. Okazuje się bowiem, że nowotwory „wykorzystują” do swoich celów naturalne wyłączniki układu odpornościowego i aktywnie tłumią jego reakcję na komórki rakowe.  I tu, moim zdaniem, pojawia się całkiem zasadne pytanie: a może robią to w naszym imieniu?

…bo to są niezwykle „inteligentne” bestie! 

Komórki nowotworowe uciekają się do różnych sztuczek, żeby ukryć się przed układem odpornościowym. W immunoterapii choremu podaje się substancje, które wspomagają mechanizmy immunologiczne w zwalczaniu nowotworu.

Ale komórki rakowe rozwinęły wiele strategii, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają ich zabicie przez układ odpornościowy. Jedną z nich jest „przeciąganie” komórek układu odpornościowego „na złą stronę mocy”. Wiadomo, że makrofagi mogą pod wpływem nowotworu zmienić się z ochroniarzy organizmu w „zbirów” sprzyjających rozwojowi guza. Utrudniają potem „robotę” limfocytom T.

Inną jest wytwarzanie na własnej powierzchni białek, które blokują sygnał do ich zabicia płynący ze strony układu odpornościowego. Kolejną jest wydzielanie metabolitów, które mogą upośledzać pracę limfocytów. 

Komórki nowotworowe „ukrywają się” przed układem odpornościowym dzięki białku PD-L1, które eksponują na swojej powierzchni. Zakładano, że PD-L1 „unieszkodliwia” komórki układu odpornościowego, gdy dotrą one do guza. I wierzono, że nowe leki będą mogły zaburzać współpracę pomiędzy PD-L1 i jej receptorem, co w efekcie pozwoli na skuteczną walkę układu odpornościowego z komórkami rakowymi. Ale to nie jest takie proste. Immunoterapia miała zrewolucjonizować leczenie. Jednak w najlepszych przypadkach (czerniaki) reaguje na nią tylko 20–30% chorych. 

Okazało się, że – co prawda – PD-L1 jest wytwarzane masowo, ale komórki nie prezentują go na swojej powierzchni, tylko wydzielają w egzosomach (malutkie pęcherzyki) trafiających do węzłów chłonnych, gdzie działa jak sabotażysta, „rozbrajając” komórki odpornościowe i uniemożliwiając im walkę z nowotworem. „Paraliżuje” ona komórki odpornościowe jeszcze zanim dotrą do guza. 

W mysim modelu raka prostaty wykazano, że tylko w tych przypadkach, gdy uniemożliwiono tworzenie egzosomów, komórki nowotworu były podatne na atak ze strony układ odpornościowego.

Naukowcy zauważyli także, że można wykorzystać specjalnie przygotowane – edytowane za pomocą techniki CRISPR (kiedyś będzie i o niej, bo to kolejna nadzieja współczesnych Frankensteinów) – komórki nowotworowe nie zawierające egzosomów do wywołania ataku układu immunologicznego na guzy dotychczas na to odporne.

Wszczepili oni myszom odpowiednio spreparowane rakowe, które nie były w stanie wytwarzać egzosomów. Po 90 dniach przeszczepili im zwykłe komórki nowotworowe, które powinny być odporne na atak układu odpornościowego. Układ odpornościowy był też w stanie wykryć normalne komórki i również one padły ofiarą jego ataku ponieważ, po kontakcie z komórkami nowotworowymi niezdolnymi do produkcji egzosomalnego PD-L1, wytworzył pamięć antynowotworową. 

Uzyskane wyniki sugerują, że nawet krótkotrwałe powstrzymanie uwalniania PD-L1 w egzosomach może prowadzić do długotrwałego wyhamowania nowotworu w całym organizmie. Potencjalny kierunek badań nad nowym sposobem leczenia może polegać na pobraniu z organizmu pacjenta komórek nowotworowych odpornych na działanie inhibitorów punktów kontrolnych, odpowiednim ich edytowaniu i ponownym wstrzyknięciu do organizmu, dzięki czemu układ immunologiczny zaatakuje guza odpornego na leczenie.

Ponawiam swe wątpliwości: może to wszystko ma, niezrozumiały jeszcze przez nas, sens i dzieje się w naszym imieniu??? Oj mocno skomplikowane!

W kolejnych notkach więcej szczegółów…

Jedna myśl na temat “Rak – wszyscy płatni zabójcy won!?

Dodaj własny

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑