Czy naprawdę z medycyną jest tak źle?

Medycyna już nie drepcze, ona w naiwnym materializmie grzęźnie już po pachy! Cofnijmy się nieco w czasie. W 2012 r. miał być koniec świata, ale jakoś wybrnęliśmy z tarapatów. Jest to również data ukazania się książki autorstwa słynnego amerykańskiego neurochirurga dra Aleksandra Ebena Proof of Heaven. A neurosurgeon’s journey into the afterlife, wydanej u nas rok później pt. „Dowód”. Książka niesamowita, polecam! Autor z najwyższej naukowej półki, Jego adwersarze – również, spójrzcie choćby tu:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Eben_Alexander.

Dzisiejsza notka będzie nietypowa. Składa się ona wyłącznie z dosłownych, lub zmienionych nieco przez mnie, cytatów z tekstu książki. Oceńcie sami wiarygodność Autora i skonfrontujcie z moimi wcześniejszymi notkami o medycynie i nauce.

Jestem neurochirurgiem. Podczas jedenastu lat studiów i rezydentury…szczególnie zainteresowałem się neuroendokrynologią. Przez 15 lat pracowałem na stanowisku profesora i wykładowcy Harvard University… Operowałem niezliczonych pacjentów, z których wielu cierpiało na poważne, groźne dla życia choroby mózgu. Wykonywałem…pionierskie zabiegi…z użyciem techniki rezonansu magnetycznego do leczenia skomplikowanych schorzeń mózgu, takich jak guzy i zaburzenia naczyniowe…Napisałem ponad 150 rozdziałów i artykułów do…periodyków medycznych. Wyniki moich prac prezentowałem na ponad dwustu konferencjach medycznych na całym świecie.

Jednak 10 listopada 2008 r. wydawało się, że wyczerpałem swój limit szczęścia. W wieku 54 lat zapadłem na bardzo rzadką chorobę, która na siedem dni wprowadziła mnie w stan śpiączki. W tym czasie cała kora nowa mojego mózgu…przestała działać….Zupełnie jakby nie istniała. A gdy mózg przestaje działać, nasza tożsamość znika.

Jako neurochirurg słyszałem wiele opowieści o dziwnych przeżyciach ludzi…nawet o spotkaniach z Bogiem. Wszystkie te historie brzmiały niewątpliwie wspaniale. Uważałem jednak, że…były tylko…wytworem fantazji. Co wywoływało te nieziemskie doznania? Byłem przekonany, że pochodziły z mózgu. Cała nasza świadomość ma tam swoje źródło. Gdy przestaje on działać, świadomość znika.

Ale mój mózg nie działał w ogóle! Dzięki temu, co przeżyłem, wiem, że śmierć ciała i mózgu nie oznacza końca świadomości, a doświadczenie człowieczeństwa wykracza poza grób. Co ważniejsze, to doświadczenie trwa pod okiem kochającego Boga, któremu zależy na każdym z nas, w miejscu, do którego zmierza cały wszechświat i wszystkie zamieszkujące go istoty. Miejsce, w którym się znalazłem, było jak najbardziej realne. Realne do tego stopnia, że to raczej życie na ziemi, do którego wróciłem, powinienem uznać za sen.

Życie doczesne nie jest pozbawione sensu, lecz z naszej perspektywy tego nie widzimy, przynajmniej na co dzień. Opowieść o tym, co przeżyłem podczas śpiączki, uważam bezwzględnie za największe przesłanie, jakie pozostało mi w życiu do przekazania, chociaż bardzo trudno wyrazić je słowami – tak daleko wykracza poza nasze doznania zmysłowe. Chcę Wam opowiedzieć o najważniejszym doświadczeniu swojego życia. Wszystko, o czym piszę, wydarzyło się naprawdę. Lecz nie oznacza to wcale, że przestałem interesować się medycyną i porzuciłem swój zawód.

Miłość bez wątpienia stanowi istotę Wszechrzeczy. Bezwarunkowa miłość i akceptacja, które odczuwałem podczas podróży, to najważniejsze odkrycie, jakiego kiedykolwiek dokonałem lub kiedykolwiek dokonam.

Podczas nadzorowanego przez mózg fizycznego etapu naszej egzystencji jego działanie przesłania kosmiczne tło, podobnie jak każdego ranka światło wschodzącego słońca gasi blask innych gwiazd. Dostrzegamy tylko to, co przepuszcza filtr mózgu. Mózg, zwłaszcza jego lewa część kształtująca nasze poczucie racjonalizmu oraz świadomość odrębnej tożsamości (jaźń), stanowi barierę do zdobycia wiedzy i doświadczeń wyższego rzędu. Powinniśmy spróbować odtworzyć choćby część tej wyższej wiedzy podczas naszego ziemskiego życia, dopóki nasze mózgi działają bez zarzutu. Nauka nie przeczy temu, czego dowiedziałem się po drugiej stronie. Lecz zbyt wielu ludzi uważa, że jest inaczej, ponieważ naukowcy-materialiści uparcie twierdzą jakoby nauka i duchowość nie mogły ze sobą współistnieć.

Chcąc zrozumieć, w jaki sposób mózg może faktycznie blokować nasz dostęp do wiedzy istniejącej w wyższych światach, musimy przyjąć – przynajmniej hipotetycznie i tymczasowo – że narząd ten samodzielnie nie wytwarza świadomości, lecz jest czymś w rodzaju zaworu redukcyjnego lub filtru dostosowującego szerszą, niefizyczną świadomość, którą posiadamy w niematerialnych światach, do bardziej ograniczonych zdolności poznawczych na czas trwania naszego ziemskiego życia. Patrząc z ziemskiej perspektywy, odnosimy z tego bardzo konkretną korzyść. Dzięki temu, że w ciągu dnia nasze mózgi ciężko pracują, odfiltrowując z zalewu danych odbieranych przez nasze zmysły ze środowiska, te, których rzeczywiście potrzebujemy do przeżycia, zapomnienie o naszej prawdziwej tożsamości pozwala nam przebywać „tu i teraz” znacznie efektywniej. Gdybyśmy teraz wiedzieli zbyt wiele o krainie ducha, mielibyśmy jeszcze większe kłopoty z odnajdywaniem drogi w naszym życiu na ziemi (świadomość ich wspaniałości i ogromu mogłaby hamować naszą wszelką aktywność podczas pobytu na ziemi).

Gdy przebywałem poza ciałem, otrzymałem wiedzę o istocie i strukturze wszechświata znacznie wykraczającą poza moje zdolności pojmowania. Teraz zalążek tej pozaziemskiej wiedzy znów został zakryty. Wiem jednak, że tam jest. Czuję jego obecność. Z pewnością minie wiele lat, zanim zakiełkuje w naszych ziemskich warunkach.

Stwierdzenie, że nadal istnieje przepaść między naszym obecnym naukowym zrozumieniem wszechświata a prawdą w takim kształcie, w jakim ją widziałem, byłoby niedopowiedzeniem. Fizyczna strona wszechświata jest jak pyłek w porównaniu z jego niewidzialną, duchową stroną. Kiedyś nie odważyłbym się użyć słowa „duchowy” w kontekście naukowym. Teraz uważam, że nie wolno nam odrzucać tego słowa w odniesieniu do nauki.

W Jądrze dowiedziałem się, jak działa to, co nazywamy ciemną energią i ciemną materią, podobnie jak o wiele bardziej zaawansowane części składowe naszego wszechświata, które ludzkość odkryje dopiero za kilka stuleci. Obecnie wszelkie próby podzielenia się tą wiedzą przypominają wysiłki szympansa, który na jeden dzień staje się człowiekiem, poznaje wszystkie wspaniałe wytwory ludzkiego umysłu, a potem wraca do swojego stada i próbuje mu opowiedzieć, jak to jest władać kilkoma językami, stosować rachunek różniczkowy i zdawać sobie sprawę z bezkresu wszechświata.

Jedną z cech stanowiących o wyjątkowości ziemi jest pomieszanie dobra ze złem. Co prawda na ziemi dobro i tak przeważa nad złem, lecz złu wolno tu zdobywać wpływy całkowicie niemożliwe do uzyskania na wyższych poziomach istnienia. Zło niekiedy zdobywa przewagę, lecz dzieje się to za wiedzą i przyzwoleniem Stwórcy, stanowi także konieczny warunek istnienia wolnej woli, którą nas obdarzył. Wolna wola pociąga jednak za sobą pewne koszty – utratę lub porzucenie tej miłości i akceptacji. Ale nasze zadanie polega na rozwoju ku Boskości.

Myślenie nie jest domeną mózgu. Prawdziwa myśl poprzedza świat materialny. Myśl, która nie zależy od liniowego procesu dedukcji, działa szybko jak błyskawica, kojarząc i łącząc ze sobą różne poziomy. W obliczu tej swobodnej wewnętrznej inteligencji zwykły proces ludzkiego myślenia jest beznadziejnie powolny, mozolny i nieudolny. Nasza najprawdziwsza najgłębsza tożsamość duchowa jest zupełnie wolna. Nie paraliżują jej żadne działania, nie dba o  pozycję społeczną, nie musi obawiać się ziemskiego świata.

Jak się zbliżyć do prawdziwego duchowego JA? Okazując miłość i współodczuwając, gdyż to tworzy osnowę krainy ducha. Każdego z nas bez wyjątku dobrze zna i otacza opieką Stwórca, który kocha nas bardziej, niż potrafimy to sobie wyobrazić. Tej wiedzy nie można już dłużej utrzymywać w tajemnicy.

Egzystencja, którą jeszcze tydzień wcześniej uważałem za jedyny możliwy rodzaj istnienia, teraz okazywała się nadzwyczaj uciążliwym ograniczeniem. Gdy znajdowałem się w śpiączce mój mózg nie działał w ogóle. Jego część, która zdaniem współczesnej medycyny odpowiada za tworzenie świata, w którym żyjemy i poruszamy się, za odbiór nieobrobionych danych otrzymywanych za pośrednictwem zmysłów oraz za kształtowanie na ich podstawie sensownego obrazu wszechświata, była niesprawna. Po prostu nie działała. Mimo to żyłem i byłem świadomy. Istniałem we wszechświecie pełnym miłości, świadomości i rzeczywistości. Dla mnie był to fakt nie podlegający dyskusji i jego świadomość była tak dojmująca, że aż bolesna. To, czego doświadczyłem było bardziej rzeczywiste niż dom, w którym mieszkałem. Lecz w nabytym przeze mnie światopoglądzie naukowym nie było miejsca na tego rodzaju rzeczywistość.

Medycyna zna wiele przykładów odzyskiwania jasności umysłu przez chorych na demencję starszych ludzi u kresu życia. Nie potrafimy tego wytłumaczyć na gruncie obecnej wiedzy neurobiologicznej. Nasze wieczne, duchowe ja jest bardziej rzeczywiste niż to, które oglądamy w świecie fizycznym, dzięki związkowi z nieskończoną miłością Stwórcy.

Wreszcie zrozumiałem, o co tak naprawdę chodzi w religii, a przynajmniej o co powinno w niej chodzić. Nie tylko uwierzyłem w Boga, lecz także dane mi było go poznać. Gdy kuśtykając, szedłem do ołtarza by przyjąć komunię, po policzkach płynęły mi strumienie łez.

Świadomość nie tylko nie jest mało ważnym produktem ubocznym procesów fizycznych, nie tylko jest rzeczywista, lecz jest wręcz bardziej rzeczywista niż reszta materialnej egzystencji i stanowi podstawę wszystkiego. Nauka tworząc obraz rzeczywistości, nie uwzględniła żadnego z tych spostrzeżeń. Wielu naukowców stara się tego dokonać, lecz na razie nie ma żadnej „uniwersalnej teorii wszystkiego”, która połączyłaby prawa mechaniki kwantowej z teorią względności w sposób uwzględniający świadomość.

Wielu z nas straciło poczucie sensu życia, radość i świadomość, jak nasze życie wpasowuje się w wielki plan istnienia na całą wieczność. Konwencjonalna nauka nie radzi sobie z pytaniami dotyczącymi duszy, życia pozagrobowego, reinkarnacji, Boga i Nieba. Sugeruje wręcz, że nie istnieją. Podobnie traktuje zjawiska zwanie umownie rozszerzoną świadomością, takie jak zdalne postrzeganie, postrzegania pozazmysłowe, telekineza, jasnowidzenie, telepatia i prekognicja.

Ci, którzy – mimo przygniatających dowodów – upierają się, że rozszerzona świadomość nie istnieje, rozmyślnie tkwią w niewiedzy. Wszystkim nadal tkwiącym w pułapce naukowego sceptycyzmu polecam doniosłą pracę „Nieredukowalny umysł. Ku psychologii XXI wieku”. Zawiera ona rygorystyczną analizę dowodów na istnienie świadomości poza ciałem. Autorzy dokonują wyczerpującego przeglądu istotnych danych i prezentują nieuchronny wniosek: tego rodzaju zjawiska istnieją naprawdę, a my musimy próbować zrozumieć ich naturę, jeżeli chcemy zrozumieć rzeczywistość naszego istnienia.

Daliśmy się zwieść myśleniu, że światopogląd naukowy szybko zbliża się do opracowania ogólnej teorii wszystkiego, która nie pozostawi zbyt dużo miejsca na pojęcia takie jak dusza, duch, niebo czy Bóg. Podróż, którą odbyłem w stanie głębokiej śpiączki do świata niematerialnego, do wspaniałego miejsca zamieszkania wszechmocnego Stwórcy, ukazał mi, jak nieopisanie gigantyczna otchłań dzieli naszą ludzką wiedzę od budzącego respekt królestwa Boga.

W fizyce świata materialnego, a zwłaszcza w zawiłej budowie mózgu, nie ma nic, co dawałoby nam choćby najdrobniejszą wskazówkę, jak działa mechanizm świadomości. Chcąc głębiej zbadać wszechświat, musimy uznać zasadniczą rolę świadomości w obrazowaniu rzeczywistości. Wyniki eksperymentów w dziedzinie mechaniki kwantowej wstrząsnęły znakomitymi umysłami naukowców, z których wielu (Heisenberg, Pauli, Bohr, Schrodinger) w poszukiwaniu odpowiedzi zwróciło się ku mistycyzmowi. Zrozumieli, że nie da się rozdzielić eksperymentatora od eksperymentu ani wyjaśnić rzeczywistości bez odwołania się do świadomości.

Jeżeli myślimy, że świat materialny jest najważniejszy, zachowujemy się tak, jakbyśmy zamknęli się w ciasnym gabinecie i uparcie wyobrażali sobie, że poza nim nic innego nie istnieje.

Jako student medycyny wiele razy zdumiewałem się niesamowitą potęgą efektu placebo. Wszelkie terapie i leki badane klinicznie musiały pokonać barierę 30%, w przeciwnym razie ich skuteczność przypisywano wierze pacjenta, że otrzymuje lek, który mu pomoże, nawet gdyby była to substancja nieaktywna. Zamiast dostrzec potęgę wiary i jej wpływ na nasze zdrowie, lekarze uważają, że efekt placebo stanowi jedynie przeszkodę do wykazania skuteczności terapii.

Wymiary całego fizycznego wszechświata są niczym w porównaniu z królestwem ducha, z którego powstał, z królestwem świadomości. Ten inny, nieskończenie większy Wszechświat wcale nie jest daleko. W rzeczywistości znajduje się tutaj-tam, gdzie jestem, pisząc to zdanie i tam, gdzie jesteś Ty, czytając te słowa. Z fizycznego punktu widzenia jest blisko, istnieje tu i teraz, lecz w innym paśmie rzeczywistości. Jesteśmy tego nieświadomi, ponieważ zamykamy się na częstotliwości, na których się objawia.

Zamieszkujemy znajome wymiary czasu i przestrzeni, ograniczeni funkcjonowaniem naszych zmysłów oraz zjawiskiem skalowania percepcji od poziomu kwantowego do poziomu całego wszechświata. Te wymiary, mimo, że mają wiele zalet, wykluczają nas z innych istniejących wymiarów.

Wszechświat nie ma początku ani końca, a Bóg przenika każdą jego cząstkę. Jak bardzo jesteśmy ślepi tu, na ziemi, na pełną naturę duchowego wszechświata. Zwłaszcza ludzie tacy jak kiedyś ja, którzy uważają, ze materia to istota rzeczywistości, a wszystko inne – myśl, świadomość, idee, emocje, duch – są jedynie jej wytworami. Czasem granice między moją świadomością a otaczającą mnie krainą zamazywały się do tego stopnia, że stawałem się całym wszechświatem.

Bezpośredni kontakt z Bogiem to najbardziej niezwykłe przeżycie, jakie można sobie wyobrazić, lecz jednocześnie najbardziej naturalne ze wszystkich, ponieważ On jest zawsze w nas obecny. Osobowy, Wszechwiedzący, Wszechmocny i kochający nas bezwarunkowo. Jesteśmy wszyscy jednością dzięki szczególnemu związkowi z Bogiem.

W moim przypadku jednocześnie wystąpiły dwa wydarzenia łącznie zadające kłam ostatnim wysiłkom redukcjonizmu naukowego, którego przedstawiciele usiłują wmówić wszystkim, że świat materii jest jedynym, jaki istnieje, oraz, że świadomość lub duch – twój i mój – wcale nie stanowi wielkiej, najważniejszej tajemnicy wszechświata. Ja jestem tego żywym dowodem. 

I parę moich zdań na koniec. W tekście książki jest co najmniej kilka wręcz sensacyjnych wątków, uwiarygadniających tezy Autora. Jeszcze raz zachęcam do lektury. Dla mnie „Dowód” był i jest jedną z najważniejszych lektur. To niesamowita konfrontacja NAUKI i WIARY, dokonana przez wybitnego…naukowca i lekarza. Człowieka, który wskazuje kierunek, w jakim powinniśmy podążać. Warto zajrzeć także do innej książki A. Ebena – „Mapy Nieba”

W następnych notkach napiszę co nieco o fenomenie mózgu. Zapraszam!

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑