W ostatniej notce przedstawiłem nowe podejście do walki z nowotworami https://lornetkawsieci.com/2023/06/13/rak-wszyscy-platni-zabojcy-won/. Pewne szczegóły opiszę w niedalekiej przyszłości. Dziś jeszcze parę rzeczy o chemioterapii. Jej wyjątkową szkodliwość dla pacjentów znamy od samego początku. Niewielką – niestety – skuteczność także. Przypomnę tylko, że stosowane w niej preparaty to klasyczne cytostatyki, czyli związki chemiczne toksyczne dla wszystkich bez wyjątku dzielących się komórek, w tym także rakowych (oprócz tzw. CSC, o czym już wspominałem wcześniej). I to jest fundamentalny problem! Bo, oprócz komórek zbuntowanych, giną masowo m.in. te które odnawiają skórę, układ pokarmowy i krew. To właśnie ich śmierć jest przyczyną ogromnych problemów, z jakimi zmaga się chory. Specjaliści wiedzą o tym doskonale i właśnie z tego powodu w onkologii podjęto jeszcze problem.
Zaczęto szukać sposobu, który pozwoli „zniszczyć” chemią raka, nie zabijając wcześniej pacjenta. W przypadku nowotworów w późnym stadium konieczne jest użycie na tyle dużych dawek leku, że wcześniej mogą się one skończyć zgonem pacjenta. Odkryto pewien mechanizm, który pomaga przetrwać nawet w przypadku podania śmiertelnych dawek leków w chemioterapii. Uczeni z USA odkryli białka (R-spondyna i Slit2), które aktywują komórki macierzyste przewodu pokarmowego odpowiadające za regenerację. Podobny mechanizm działa na co dzień, ale liczba komórek macierzystych jest zbyt mała, by poradzić sobie ze skutkami agresywnej terapii. Testy potwierdziły, że 50-75% myszy otrzymujących spondynę i Slit2 przeżyło podanie im śmiertelnych dawek leków. W grupie kontrolnej wszystkie zwierzęta zginęły. Na początek dobre i to…, choć zasady nie zmieniono: zabijamy jak leci, a kto jest bardziej odporny – przeżyje.
Wprowadzono jeszcze jedną strategię – zamiast wlewów dożylnych pojawiła się terapia celowana: lek nie reaguje na oślep, lecz atakuje prawie (prawie robi jednak różnicę!) wyłącznie komórki nowotworowe. Pierwsze próby za nami. Osobom cierpiącym na ciężką postać przewlekłej białaczki limfatycznej (CLL – chronic lymphocytic leukemia), u których zawiodły standardowe metody leczenia, podawano ibrutinib. Po ponad dwóch latach u 75% pacjentów udało się powstrzymać rozwój choroby. W innym eksperymencie lek podano osobom z chłoniakiem MCL (mantle cell lymphoma). Na terapię pozytywnie odpowiedziało 68% chorych, a 58 % wciąż żyło po 18 miesiącach od rozpoczęcia eksperymentu. Ibrutinib blokuje kinazę tyrozynową Brutona, która odgrywa kluczową rolę w rozwoju i namnażaniu komórek rakowych. A to, co jeszcze „potrafi” można zobaczyć pod tym linkiem: https://www.mp.pl/pacjent/leki/subst.html?id=5330. Powiem powściągliwie: to mało optymistyczna lektura! Pokazuje w zasadzie oczywistą prawidłowość – im bardziej ingerujemy w skomplikowane mechanizmy molekularne i fizjologiczne, tym gorzej.
Firma Presage Biosciences prowadzi badania nad innowacyjną metodą walki z nowotworami, która może doprowadzić do całkowitej eliminacji komórek rakowych z organizmu pacjenta. Ależ tam mają optymistów!
Nowatorska technika wykorzystuje specjalne urządzenie, które wstrzykuje bezpośrednio do guza niewielkie dawki różnych leków. Tkanka nowotworowa jest następnie usuwana i poddawana badaniom, pozwalającym stwierdzić, który z leków najlepiej ją niszczy. W kolejnym etapie terapii lek najskuteczniej zwalczający dany nowotwór miałby być poddawany pacjentowi dożylnie, by zniszczyć pozostałe w organizmie komórki rakowe.
Urządzenie Presage składa się z licznych igieł, które przez skórę wstrzykują lek bezpośrednio do guza (o ile jego lokalizacja na to pozwala!). Ilość wprowadzanego środka to zaledwie jedna piąta kropli, co powinno zadziałać na guza, jednocześnie nie wywołując żadnych skutków ubocznych w organizmie pacjenta. Innowacyjna terapia z pewnością przyda się w leczeniu najbardziej złośliwych nowotworów.
Mam już dość przepisywania eksperymentalnych leków, których szanse zadziałania wynoszą zaledwie 6%, a które najprawdopodobniej tylko im zaszkodzą – mówi Jim Olson, pediatra-neuroonkolog – założyciel Presage Biosciences. Biedak nie zauważył, że tym samym wyznał brutalną prawdę o dotychczasowym leczeniu. A mamy jeszcze takie kwiatki…
…i brak dowodów na skuteczność chemioterapii wcale nikogo nie zraża
Gdy bardzo kosztowne leki, które nie przynoszą korzyści klinicznych, są zatwierdzane i opłacane z publicznych systemów opieki zdrowotnej, mogą na tym ucierpieć pacjenci, marnuje się ważne zasoby publiczne i utrudnione zostaje zapewnienie odpowiedniej i rozsądnej opieki zdrowotnej – stwierdzili badacze z renomowanej King’s College London i London School of Economics. Przyjrzeli się oni 48 lekom zatwierdzonym na potrzeby 68 terapii w latach 2009-2013 przez Europejską Agencję Leków.
Okazało się, że jedynie 35 z nich – w porównaniu z wcześniej istniejącymi terapiami lub placebo – przedłuża życie lub poprawia jego jakość. W przypadku pozostałych wciąż nie wiadomo, czy przynoszą one jakiekolwiek korzyści kliniczne.
Duża liczba nowych leków i brak jednoznacznych dowodów ich skuteczności stawia rządy w bardzo trudnej sytuacji gdy trzeba zdecydować, którą z terapii należy refundować ze środków publicznych. Z drugiej strony to właśnie rządy są odpowiedzialne za politykę dopuszczania leków do użycia i w ten sposób błędne koło zamyka się.
I to jest dużo większe koło, niż nam się wydaje! Bo nie chodzi tylko o te nieszczęsne leki…

Dodaj komentarz