Nie wierzysz? Masz prawo! Popatrzmy, może masz rację? Zapewne pierwsze, co przychodzi do głowy, to antybiotyki…Przełomowa, ale przypadkowa, zdobycz medycyny – Fleming, itd…Ale sukcesy niewątpliwe. Oczywiście do czasu. A potem totalna krytyka – a to mikrobiom, a to skutki uboczne, a to antybiotykooporność. I gorączkowe poszukiwania, co z tym gorącym kartoflem zrobić (będzie i o tym). Wkrótce pojawiają się proteomika i projektowanie leków, które uwzględnia skomplikowane właściwości receptorów komórkowych. Ale też, zupełnie niespodziewanie, kłopoty ze spontanicznymi zmianami właściwości różnych związków chemicznych.
Wróćmy do zgrzebnej teraźniejszości. Co i rusz media donoszą o „przełomowych” osiągnięciach medycyny i terapii. Oto kolejna rewelacja: opracowano i wprowadzono na rynek – „niezwykle skuteczny” – lek: udowodniono, że A (substancja, czyli lek) wpływa na B (proces = zjawisko leżące u źródeł choroby)! I co z tego wynika? Właśnie!
Przyjrzymy się pierwszemu z brzegu lekowi znanemu jako tolucombi. Wielu go zna, bo używa (ja ostatnie kilkadziesiąt tabletek wyrzuciłem do kosza; po prostu nie dało rady!). Cóż to takiego? Jak to cóż? Toż to zbawienie ciśnieniowców! Bo to i ciśnienie obniży, i parcie na mocz wywoła…Po prostu genialny środek. Na pewno? Zajrzyjmy za kulisy, a tam: 1. nie stosować przy zaburzeniach czynności wątroby (czytaj: tylko zdrowa wątroba jest w stanie podjąć ryzykowną walkę ze skutkami ubocznymi), 2. nie próbować nawet powąchać przy zaburzeniach pracy nerek, że (3.) o ciężarnych i dzieciach nie wspomnę.
A jak już znajdziemy bohatera, który przyjmie wszystko „na klatę”, to możemy oczekiwać u niego ponad 100 poważnych objawów ubocznych, z których „uczucie pustki w głowie” i „widzenie na żółto” to tylko takie sobie ciekawostki. https://www.mp.pl/pacjent/leki/lek/85089,Tolucombi-tabletki#contraindication
Skąd się to wszystko bierze? Ano stąd, że to nie jest tylko wpływ „A” na „B”!!! A opowieści o tym, jak to dany lek „zmniejsza/zwiększa/łagodzi/wzmaga o 2/3/8/10%” jakże często są tylko „naukowymi bajkami” (wiem, to oksymoron!) dla milusińskich!!! Pomijam już fakt, że wiele leków po prostu wywoływało (i wywołuje) trwałe kalectwo lub zgon.
Jeszcze raz? Dobrze, ale ostatni! Po prostu zależność „a powoduje wyłącznie b” tak naprawdę nie istnieje!!! Bo to przeklęte „a” robi w organizmie więcej zamętu niż słoń w składzie porcelany! Widzieliście pajęczynę, w której drga tylko jedna nitka?
Aha! Kto zajrzał do linkowanej ulotki zapewne dotarł i do tego fragmentu: Pamiętaj, że oczekiwane korzyści ze stosowania leku są z reguły większe, niż szkody wynikające z pojawienia się działań niepożądanych. Widzicie to? Z REGUŁY!
Zacznijmy od początku:
Komórka fundamentem życia
Życie komórki jest kontrolowane nie przez geny, a przez jej fizyczne i energetyczne środowisko. Geny są jedynie molekularnymi matrycami, na których są budowane komórki, tkanki i narządy. To środowiskowa „świadomość” każdej z komórek wprawia w ruch wszelkie mechanizmy, a ich reakcje na sygnały z otoczenia determinują jakość naszego życia. Środowisko działa jak „przedsiębiorca”, który zapoznaje się z tymi „genetycznymi planami” i jest odpowiedzialne za charakter życia komórki. Geny to tylko punkt wyjścia. Tako rzecze B. Lipton w swojej „Biologii przekonań” (szczerze polecam).
Komórkowe szlaki sygnalizacyjne
Bez precyzyjnego przekazywania sygnałów w komórce, nikt nie mógłby utrzymać się przy życiu. Organizm działa dzięki temu, ze komórki stale komunikują się ze sobą. Zrozumienie mechanizmu wewnętrznej komunikacji umożliwi zastosowanie nowych strategii przeciw chorobom związanym z błędami w komórkowej sygnalizacji (nowotwory, zaburzenia odporności, cukrzyca…). Kiedy nauczymy się języka, którym posługują się komórki i zrozumiemy ich „rozmowy”, znajdziemy sposób na interwencję, gdyby ich treść stanowiła przyczynę choroby.
Z uwagi na fakt, że receptory potrafią odczytywać pole energetyczne, stwierdzenie jakoby tylko fizyczne cząstki mogły wpływać na fizjologię komórki, jest już nieaktualne. Tak jak biologiczne zachowanie może być podatne na wpływ fizycznych molekuł, może być ono również kontrolowane przez niewidoczne siły, włączając w to myśli, co dostarcza naukowego uzasadnienia dla medycyny energetycznej, wolnej od farmaceutyków.
Tak to wygląda w uproszczeniu:

Przykłady „innych czynników”? Proszę bardzo:
- za dużo glukozy? cukrzyca,
- za dużo lipidów? ketoza
- za dużo związków bogatych w puryny? dna moczanowa,
- za mało B12? niedokrwistość złośliwa,
- za mało witaminy D? krzywica,
- za dużo sterydów? przerost tkanki mięśniowej,
- za mało żelaza? anemia,
- za dużo alkoholu? jesteś królem życia!!!
To są takie „normalne” przykłady. Wyobrażacie sobie CAŁĄ RESZTĘ? Nasz organizm to prawdziwy cichy bohater, który stawia skuteczną tamę naszej głupocie i „mądrym” fachowcom! Ale w końcu i on kapituluje.
Przypominam: primum non nocere!
p.s. oczywiście temat ma dłuuuugi dalszy ciąg, bo to jest (w sumie) punkt wyjścia do rozważań nad zdrowiem i chorobami.
