Ciągłe wątpliwości – najgłębsze źródło nauki – Carlo Rovelli
Powszechnie uważa się, że nauka czyni oszałamiające postępy! Ale na jakim polu? Fakt, dajemy sobie coraz lepiej radę z materią nieożywioną. Wszyscy obserwujemy z niekłamanym zachwytem i podziwem zastosowania fizyki, chemii i matematyki w przeróżnych technologiach. Sztuczna inteligencja, satelity, komputery, audio, video, nanotechnologia, aparatura pomiarowa, diagnostyka…Tu nikt nie powinien mieć wątpliwości.
Ale co z biologią i medycyną? Bo to już przysłowiowa wyższa szkoła jazdy! Rzeczywistość we wszystkich wymiarach. To także duchowość, osobowość, emocje, świadomość, pamięć, inteligencja, moralność, etyka czy zjawiska psi, które mają podłoże „niematerialne” i których nie rozumiemy. Nie panujemy nawet nad samymi procesami biologicznymi, bo wszystko, nad czym próbujemy mieć kontrolę – od bakterii począwszy na człowieku kończąc – jest tak naprawdę tylko oczekiwaniem na sukces. Niepowodzenia w inżynierii genetycznej i terapii genowej, trudności w bioinżynierii materiałowej, brak efektywnych metod terapii chorób cywilizacyjnych, oddanie pola walki w dziedzinie zaburzeń płciowych (pozorna wolność i tolerancja wobec LGBT są tylko dowodem bezradności) i psychicznych (stąd rozterki i coraz większe problemy z terapią depresji, schizofrenii czy autyzmu). Próba ich rozwiązania to – najogólniej rzecz biorąc – brutalne, prymitywne i nieprzewidywalne działania wynikające ze złych przesłanek i, przede wszystkim, niczym nieuzasadnionej wiary w możliwości nauki opartej na paradygmacie materialistycznym. Tu mamy tysiące przykładów ślepych uliczek i niepowodzeń. Ale ta bezsilność wobec TAJEMNICY rodzi także nienawiść, obelgi i szyderstwa wobec medycyny alternatywnej czy holistycznej, które widzą jednak złożoność problemu. To – jednocześnie – ukazuje bezradność medycyny opartej na dowodach, dowodach pozyskiwanych głównie w oparciu o redukcjonizm. I tak błędne koło się zamyka.
A my dalej…wierzymy (sic!), że będzie lepiej, bo tak wmawiają nam „autorytety”, coraz bardziej bezczelne w kreacji „dowodów” (ach ta Big Pharma i jej „zdobycze”). Tym samym – mówiąc językiem religii – coraz bardziej ufamy Szatanowi, który nas zapewnia, że przecież potrafimy wszystko sami, a Bóg do niczego nie jest potrzebny! Człowiek opanował na poziomie materialnym niesamowite (w naszym rozumieniu) techniki (CRISPR, synteza kwasów ksenonukleinowych, iPSC, bio-bricks, klonowanie, życie „wersja 2.0”, sztuczne chromosomy i genomy…). I to mu, w jego mniemaniu i zadufaniu, pozwala ogłosić się „Bogiem” (choć ostrożniej nazywać to „zabawą w Pana Boga”). Ale to tylko pewien poziom rzeczywistości. Jesteśmy bowiem zakładnikami czegoś TAJEMNICZEGO, nie mając (i nie mogąc mieć) pojęcia jak „TO” funkcjonuje i wygląda.
Przykład pierwszy z brzegu: za pomocą mózgu chcemy zbadać istotę jego działania – klasyczna sprzeczność. Inny: w badaniach kosmosu opieramy się na informacjach, które biegną do Ziemi tysiące i miliony lat (czyli de facto mamy wiedzę o tym, jak wyglądał on w dalekiej przeszłości). I teraz skonfrontujmy to z tezami fizyków głoszących, że czas nie istnieje, a Wszechświat jest hologramem, gdzie wszystko jest TU i TERAZ?!
Najwybitniejsi ludzie zdają sobie z tego doskonale sprawę. Przypomnijmy jeszcze raz Einsteina: Jesteśmy w sytuacji małego dziecka wchodzącego do olbrzymiej biblioteki wypełnionej książkami w wielu językach. Dziecko wie, że ktoś musiał napisać te książki. Ale nie wie jak. Nie rozumie ono języków, w których książki te zostały napisane. Niewyraźnie dostrzega tajemniczy porządek w układzie ksiąg, ale nie wie co to jest. Taki, wydaje mi się, jest stosunek nawet najbardziej inteligentnej istoty ludzkiej do Boga.
„Potęga ludzkiego rozumu” w tym kontekście to zwykłe brednie na użytek maluczkich. Lem i paru innych także niczego nie zmienią. A ci ostatni, np. zagorzali ateiści, są „największymi fanami” nauki. Więc może specjalnie dla nich wypowiedź jeszcze jednego słynnego fizyka, Wernera Heisenberga: Pierwszy łyk ze szklanki nauk przyrodniczych zmieni Cię w ateistę, ale na jej dnie czeka na Ciebie Pan Bóg.
Sam, jako dwudziestolatek, „rozumiałem wszystko”, lecz teraz – „prawie nic”. Wiem, brzmi to trochę niedorzecznie, ale nie zmieniam nawet przecinka! Mam swoje przemyślenia. I dopiero teraz rozumiem, jak niewiele wiemy o sobie i świecie. A w mojej biologii widzę to na każdym kroku – nieprzenikniona magia astronomicznych liczb i absolutne nieprawdopodobieństwo przypadku!
pozdrawiam

Dodaj komentarz