Tę krótką notkę dedykuję młodym adeptom i pasjonatom biologii, którym stare trepy depczą po odciskach. Zacznę od banału. Wielu z nas uwielbia oglądać filmy przyrodnicze. Dlaczego? Bo świat przyrody jest naprawdę piękny! Oczywiście do czasu, gdy trafisz w liceum do wymarzonej klasy biologiczno-chemicznej. A tam obowiązkowo cykl rozwojowy podstawczaków czy zarodźca zimnicy, budowa wtórna łodygi dwuliściennych i szkieletu żaby, liczba odnóży skorupiaków albo antropogeneza. No i nieśmiertelne tabelki, w których od ponad 100 lat pojawiają się te same krzyżówki genetyczne! I tak przez bite 4 lata! Tragedia!
A każdy z nas przygodę z biologią rozpoczynał od naprawdę pięknych rzeczy – obserwacji ptaków czy motyli, rozpoznawania i fotografowania kwiatów, założenia akwarium czy kupna wymarzonego zwierzątka…Potem niektórzy zaczęli zaglądać do fajnych książek. I nie myślę tu o szkolnych podręcznikach, bo to jest coś, co może tylko odstraszać!
Biologia jest fantastyczną nauką, pełną przykładów różnych form życia i rozwiązań problemów, jakie stoją przez niezliczonymi organizmami. To niezapomniana, pełna przygód, wędrówka przez świat niesamowitych wydarzeń, z którymi mierzą się i rośliny, i zwierzęta. No i my sami…Osmoza i transport błonowy, enzymy i gospodarka energetyczna, mechanizmy homeostatyczne komórki i organizmu, mejoza ze zmiennością rekombinacyjną, DNA i jego tajemnice, epigenetyka, bioinżynieria i komórki macierzyste, biologia systemowa, biochemia i fizjologia organizmu, odporność, tajemnicza biologia rozwoju, ekologia i choroby człowieka, funkcjonowanie ekosystemów i interakcje biocenotyczne…
Co mamy na lekcjach? Setki i tysiące niezrozumiałych terminów, szczegółów i opisów. Kapitulujemy wręcz odruchowo…I szukamy sensu, wypatrujemy jakiejś logiki i porządku. Z jakim efektem? Siadaj, dwója! Choć często jest to tylko jedynka. Coraz mniej nam się to podoba.
Czar prysł? Dziecięca fascynacja przyrodą ustępuje tępemu uporowi, by sprostać idiotycznym wymaganiom. W szkole średniej łączna liczba stron obowiązujących podręczników sięga 2000. Czy tam znajdziecie coś interesującego, coś co Was zainspiruje? Obawiam się, że nie! To jest jeden pseudonaukowy bełkot. I nie zanosi się na zmianę…Bo tak jest od kilkudziesięciu lat. Przynajmniej ja tyle pamiętam.
Chcesz zrozumieć biologię, medycynę i siebie? O.k.! Ale pamiętaj, te nudne opisy jakościowe są jedynie abecadłem – punktem wyjścia. Tak naprawdę liczy się tylko dynamika, a więc ilość/liczba i jej zmiany w czasie! I stawianie pytań dotyczących rzeczy najważniejszych i najprostszych zarazem, z życia wziętych. To właśnie na nie mamy umieć odpowiedzieć! Zdrowie, dieta, funkcjonowanie naszego ciała, choroby i ich profilaktyka, terapie, zagrożenia biologiczne, biotechnologia, ekologia człowieka…Przecież biologia to nauka o życiu! I o tym, jak mamy funkcjonować w środowisku, by żaden z jego elementów nie poniósł szwanku. By było to współistnienie pełne harmonii. Póki co program szkolny obejmuje „przegląd wydarzeń”, który urwał się gdzieś w latach 1980-tych. No bo w szkole najważniejsi są nadal Mendel (odkrycie z 1866 r.) i Morgan (chromosomowa teoria dziedziczności z 1911 r.)…Jak żyć???
p.s. będzie więcej, spoko!

Dodaj komentarz