Tusk się wyłga, a Duda obudzi z ręką w nocniku

„Przyjaźń” polsko-ukraińska rozwija się tak dynamicznie, że ledwo nadążamy za rozwojem wypadków. A to już dwa lata z okładem. Wybuch konfliktu przyjęliśmy z niedowierzaniem i obawami. Bo jednak takie coś nie zdarza się na co dzień. O wojnach „za górami i morzami” słyszymy nieustannie, ale tę można było prawie zobaczyć na własne oczy. A już na pewno w nieocenionych mediach powtarzających setki razy te same filmiki, z których część była zwykłymi fejkami. Ale nie to jest najważniejsze.

Polacy, jak zwykle w takich sytuacjach, sprostali zadaniu. Od razu ruszyli z pomocą. W każdy możliwy sposób. I nawet nie zauważyli, że z końcem lutego w popłochu uciekł z kraju szalony wirus. To był i jest do dziś ewidentny, choć może nie jedyny, plus ostatnich lat. Długo by opisywać tę dziwną wojnę, więc najlepiej w tym momencie do sprawy nie wracać. Napisałem o tym kilkanaście notek, można sobie pogrzebać.

Różnie bywało przez te dwa lata, ale z pewnością rozkwitła „szczera i autentyczna” przyjaźń, granicząca z oddaniem, między głowami obu państw, zwieńczona w jej apogeum wręczeniem Zelenskiemu Orderu Orła Białego. I nie miało tu żadnego znaczenia wydarzenie w Przewodowie parę miesięcy wcześniej. Przypomnę tylko, że chodzi o ukraińską rakietę, która zabiła dwóch mężczyzn. Trudno, nieszczęśliwy przypadek. Tyle, że strona ukraińska zachowała się nieprzyzwoicie i jest to bardzo delikatne określenie. Order nie pomógł i przed jesiennymi wyborami zaczęło wyraźnie zgrzytać, i to niekiedy mocno. Chodziły nawet słuchy, że zielony ludzik postawił na Niemców. Wszystko wskazywało bowiem na to, że w październiku zakończy się w Polsce dyktatura ciemniaków pod wodzą ksenofoba i ciemnogrodzianina w jednym, czyli Kaczora. I tak się stało!

Ale w międzyczasie parcelowano Ukrainę, a w Brukseli gorączkowo, choć bez rozgłosu, wdrażano zielony ład. Doprowadziło to, bo musiało, do narastającego konfliktu, który właśnie obserwujemy. O wiośnie ludów i protestach chłopskich też pisałem. Tusk zapewne przewidywał (lub mu to  wytłumaczono w Berlinie), że ta sprawa stanie się tematem nr 1, więc u nas spokojnie oddał stery „praworządności” dwóm komisarzom: Sienkiewiczowi i, przede wszystkim, Bodnarowi. No i obaj „wizjonerzy” robią, co chcą. PiS rozdziawia gębę i popiskuje w przyjaznych im mediach. Tyle dziś może. A stand-uper Hołownia jeździ z występami od studia do studia, zaglądając czasem do szkół i jakoś się kręci.

Wróćmy do głównego wątku. Otóż potężne holdingi, które wykupiły większość żyznej ukraińskiej ziemi, w końcu ruszyły pełną parą z produkcją płodów. I to w jakich ilościach! Pamiętacie, jak z powodu wojny miała z głodu wymrzeć połowa Afryki? Wydawało się oczywiste, że pszenica czy kukurydza trafią właśnie na tamte rynki. Czym się skończyło, każdy może usłyszeć i zobaczyć. Ale dlaczego traktory jeżdżą w całej Europie? Bo walka z globalnym ociepleniem zakłada praktyczną likwidację rolnictwa UE i import płodów rolnych z Ukrainy, gdzie ziemia należy do…zachodnich kapitalistów. Można rżnąć frajerów? Ale chłop potęgą jest i basta, jak rzekł Gospodarz w „Weselu” i postawił się mocno! Dlaczego pierwsi zaprotestowali rolnicy holenderscy? Bo tam to najdalej zaszło! Miały być robaki i mięso z probówki made in Bill-Kill. Rolnicy w całej Europie zjednoczyli się w walce przeciwko idiotycznemu „zielonemu ładowi” i importowi surowców o fatalnej jakości, dorzucając na dokładkę sprzeciw wobec bezwstydnej promocji LGBT.

A Polska jest na linii frontu. Chłopi są wściekli, lecz zachowują się nad wyraz odpowiedzialnie. I mają ogromne poparcie społeczeństwa. Nie reagują także na coraz bardziej bezczelne wypowiedzi ukraińskich oficjeli, ot choćby tych: https://wpolityce.pl/polityka/683071-wicepremier-ukrainy-uderza-w-polske-wandalizm i https://wiadomosci.onet.pl/swiat/mer-lwowa-takie-dzialania-polakow-to-malosc-i-hanba/s5268px. Nie dają się też sprowokować, choć w tym Tusk ma ogromne doświadczenie: https://bydgoszcz.tvp.pl/76122025/wysypane-zboze-z-pociagu-na-torach-w-kotomierzu.

Zelenski dwoi się i troi, wysyła na granicę rząd „gotowy do rozmów”, a jednocześnie „organizuje” drugą rocznicę napaści. Pojawiają się na niej Meloni, Ursula i Trudeau, a naszych ze świecą szukać!

rząd Ukrainy „gotowy” do rozmów!

Dlaczego? Tusk od razu odmawia https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/rzad-ukrainy-czekal-na-granicy-polska-odmowila-spotkania/127vsnn . Lecz jednocześnie  oznajmia, że 28 marca odbędzie się w Warszawie wspólne posiedzenie rządów Polski i Ukrainy https://www.pap.pl/aktualnosci/protesty-na-granicy-premier-dojdzie-do-spotkania-z-ukrainskim-rzadem-wideo. Z Dudą sytuacja jest nieco dziwna https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2024-02-26/marcin-mastalerek-w-graffiti-ogladaj-od-740/. Tyle wiemy!

Po drodze czeka nas kluczowe wydarzenie – 12 marca Duda i Tusk lądują na dywaniku u Bidena. Co się do tego czasu zdarzy? Przecież Siekierskiego i Kołodziejczaka chłopi mają gdzieś. A Tusk palcem nie kiwnie! Bo wskazówki z Berlina to jedno, ale Waszyngton to także nie przelewki. Co zrobi prezydent? Już nic nie musi (patrz tytuł notki), ale jemu zostało niewiele ponad rok. Miałeś chamie złoty róg! – że znów podeprę się Wyspiańskim.

Jest jeszcze beksa Szymuś, ale on już swoje Putinowi powiedział. Jak będzie trzeba, żona wsadzi go do F-16 i osobiście, oczywiście przez okno, zrzuci bombkę prosto na Kreml, a może nawet przez okno do gabinetu ludobójcy.

p.s. aha – właśnie okazuje się, że Ursula zakpiła i z nas, i z Tuska: https://www.money.pl/pieniadze/fatalna-wiadomosc-ws-kpo-prawie-wszystkie-inwestycje-zagrozone-6999604987234816a.html

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑