Niemcy znani są z zamiłowania do porządku. I mamy na to liczne dowody. A może tylko mieliśmy? Spójrzmy na dwie rzeczy, które od kilku lat absorbują międzynarodową opinię publiczną – konflikt na Ukrainie i tzw. globalne ocieplenie. W obydwu przypadkach opinie Unii Europejskiej są zgodne. Czy na pewno? Ktoś, kto w miarę uważnie śledzi zachowania rządu niemieckiego, z pewnością ich nie podziela. Nic dziwnego, że wyjątkowo nieporadny kanclerz Niemiec zbiera ciosy ze wszystkich stron. Trudno się dziwić, szczególnie od momentu, gdy z dnia na dzień (26 września 2022) „wyschło” źródło taniego surowca, jaki od 2011 r. trafiał na niemiecki rynek wprost z Rosji. Nic dziwnego, że w tym samym roku Angela postanowiła definitywnie zamknąć…elektrownie atomowe. Gazu było w bród i pozwalał on naszym sąsiadom dzielić i rządzić w całej Europie. Niemcy poszli pełną parą w OZE i „neutralność klimatyczną”. No i raptem wszystko się skończyło! Gazu niet! Kto winien? Mniejsza o to, zaczęło im brakować energii.

Wszystkie mrzonki o błękitnym niebie nad Berlinem i Brukselą stały się przekleństwem. Elektryczne samochody to potworny cios w ich przemysł motoryzacyjny. Turbiny wiatrowe i fotowoltaika są zatrważająco zależne od warunków atmosferycznych. No i niedługo trzeba je złomować, podobnie jak genialne elektryki. Chyba, że wcześniej opylą je nam. Nic dziwnego, że Niemcy zaczęli kupować prąd od Szwecji wyprodukowany w…elektrowniach atomowych. Ale to dopiero początek absurdów. Sami zaczęli likwidować farmy wiatrowe, by na ich miejscu budować kopalnie węgla brunatnego. Bo prąd jednak jest potrzebny. I węgiel okazał się jak najbardziej „ekologiczny”. W przeciwieństwie do gazu, który – wraz z wyschnięciem dostaw z Rosji – stał się tak szkodliwy, że jest podobno gorszy niż bierne palenie https://zdrowie.wprost.pl/doniesienia-naukowe/11280679/najnowsze-badania-wykazuja-szkodliwosc-kuchenek-gazowych-sa-gorsze-niz-bierne-palenie.html. Wracają jednak do łask poczciwe drewno i, trochę szkodliwy, pellet. To akurat nie powinno dziwić, właśnie Niemcy stały się jego największym producentem w Europie https://www.farmer.pl/biznes/ktory-kraj-produkuje-najwiecej-pelletu-drzewnego-w-unii-europejskiej,136719.html; https://www.money.pl/gospodarka/wycofanie-piecow-na-gaz-to-nie-wszystko-kontrowersje-murowane-7005534880774880a.html.
Ale mamy pierwsze światełko w tunelu. Są pewne pomyślne dane ze sfer finansowych, które zaczęły wyraźnie wątpić w sens „zielonego szaleństwa”. Oto JP Morgan Chase i inwestorzy instytucjonalni, BlackRock i State Street Global Advisors (SSGA), ogłosili, że rezygnują lub znacznie zmniejszają zaangażowanie w sojusz Climate Action 100+ utworzonym w celu zwalczania globalnego ocieplenia. https://www.climateaction100.org/ Panujący „konsensus klimatyczny” zaczyna się kruszyć? Podczas niedawnego szczytu klimatycznego w Dubaju COP28, Sultan Al Jaber ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, prezydent COP28 stwierdził, że za żądaniami wycofania paliw kopalnych „nie stoi nauka” oraz, że wycofanie węgla, ropy i gazu doprowadziłoby świat „z powrotem do jaskiń”. Mówiąc najprościej: poważnemu biznesowi inwestycje w pomysły ekoidiotów po prostu się nie opłacają! Wydaje się bowiem, że jedyną szansą na zatrzymanie szalonego marszu ku Zielonej Utopii jest sytuacja w której straty jej interesariuszy przekroczą potencjalne zyski. A chodzi o kwoty kosmicznie wysokie. Na niedawno skończonym szczycie w Davos, szefowa Europejskiego Banku Centralnego, otwarcie przyznała, że Europa nie ma pieniędzy na Zieloną Transformację, bo osiągnięcie wyznaczonych celów to koszt 620 mld euro rocznie. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) w raporcie z 2021 r. kosztów osiągnięcia celów NetZero do połowy stulecia podkreśla, że wymaga to globalnych inwestycji w czystą energię na poziomie około 4 bilionów dolarów rocznie do 2030 roku. O tym, że będziemy jeździć samochodami elektrycznymi nie zadecydują konsumenci, którzy zaczną je tłumnie kupować bo są lepsze niż spalinowe, tę decyzję podjęli za nas politycy wydając zakaz produkcji samochodów spalinowych. I tak jest ze wszystkim, także z ogrzewaniem czy korzystaniem z energii elektrycznej. O źródłach energii nie decydują osoby, które ponoszą koszty zakupu, ale zieloni utopiści, którzy są akurat przy władzy, i dbają o portfele globalnych interesariuszy zamiast o dobro obywateli, na których przerzucony jest koszt tego zielonego szaleństwa. Resztę przeczytacie pod tym adresem: https://www.foxbusiness.com/politics/jpmorgan-chase-drops-out-of-massive-un-climate-alliance-in-stunning-move.
A my? Co my mamy robić? Moja rada jest prosta: Niczego nie ruszać, niczego nie rozwalać. Piec kaflowy zostawić w spokoju, piecyk gazowy terminowo serwisować, kopciucha spokojnie używać, golfa ropniaka regularnie odpalać, olać fotowoltaikę i jakieś durne pompy paliwowe…
I, najważniejsze, uważnie przyglądać się Niemcom!

Dodaj komentarz