Szaleństwa brukselskich darmozjadów wydają się nie mieć końca. Ale uważny obserwator wychwyci pewne szczegóły, które zwiastują zmiany. Każdy normalnie myślący człowiek widzi przede wszystkim zdecydowany kontrast między „ekologicznymi” działaniami podejmowanymi przez UE a zachowaniem reszty świata, no może z wyjątkiem ultrapostępowej Kanady i opanowanej także przez lewactwo administracji Bidena. Zapowiedzi czystego nieba nad Brukselą kosztem ogromnych wyrzeczeń, w kontraście z potężnymi inwestycjami w tradycyjne źródła energii w Chinach czy Indiach zaczyna coraz bardziej irytować. Potężna fala strajków rolniczych w Europie jest tego jaskrawym przykładem. Tym bardziej, że jednocześnie Unia miota się w sprawie Ukrainy i jej konfliktu z Rosją. Ale Bruksela ma też inny problem. W kilku krajach członkowskich doszło do wyraźnej zmiany nastrojów politycznych. Lewackie tsunami znacząco osłabło, a ludzie powiedzieli dość. Do od dawna nie akceptowanych Węgrów dołączają Holendrzy, Słowacy i Portugalczycy. A w kolejce stoi Francja z niezwykle optymistycznymi prognozami dla Marii Le Pen. Pogrążający się w kryzysie Niemcy mają także powody do niepokoju. Jak na drożdżach rośnie tam poparcie dla AfD. Jedyne, co ostatnio udało się tamtejszym władzom, przy czynnym i bezczelnym udziale Brukseli, to upchnięcie z powrotem na fotel premiera ich odwiecznego sługi – Donalda Tuska. Pomogli w tym Amerykanie montując naprędce „trzecią drogę”. A w niej, co nie jest żadną niespodzianką, pojawili się także najsłynniejsi obrotowi – „reprezentanci” polskiej wsi pod wodzą tygryska, który został…ministrem obrony. Dołączyło praktycznie całe lewactwo, które wiedziało, że zachód aż piszczy, by cały ichniejszy syf rozlał się także u nas. Bo to ośmioletnie opóźnienie w krzewieniu postępu stało się dla nich nie do zniesienia. No i mają nas! Na jak długo?
Pytanie jest o tyle istotne, gdyż ten rok jest szczególny. I dla nas, bo za chwilę wybory, które są pierwszym poważnym sprawdzianem dla nowej władzy. I dla Europy, bo chyba szykują się poważne zmiany w układzie sił. I dla świata, bo w listopadzie poznamy nowego prezydenta USA.
Nic dziwnego, że Tusk i jego pretorianie uwijają się jak w ukropie. Terminy gonią, a czasu coraz mniej! Z dnia na dzień porzucono „100 konkretów” przedstawianych w kampanii jako kiełbasa wyborcza. Wielu naiwnych w nie uwierzyło. Wielu innym na tym nie zależało, gdyż dla nich najważniejsze było ośmiogwiazdkowe hasło. Najbardziej oświeceni wiedzieli jednak, że to przysłowiowy pic na wodę, gdyż chodziło o dużo ważniejsze rzeczy. O to, czy Polska zostanie na trwale wyrwana z rąk „dyktatorka”. Bo jeśli się uda, możemy już w tym kraju i z tym krajem zrobić WSZYSTKO! Nic więc dziwnego, że namiestnik zabrał się za to, co najważniejsze! Pisałem o tym wielokrotnie. W międzyczasie naiwni koalicjanci zostali postawieni do kąta, a rotacyjnemu szołmenowi uświadomiono, ze polityka to nie wygłupy w tefałenie. Bo tu trwa poważniejsze przedstawienie.
I w końcu trzeba było uderzyć w opozycję, ale nie w mentzenowską konfederację, która cieszy się z wicemarszałkowania chłopca w krótkich spodenkach. Nie chodzi też o samotnego „dziwaka” Brauna. Tu targetem jest jedynie PiS, w którego szeregach odnajdujemy paru facetów z jajami. I który, wraz z marginalną do niedawna TV Republika, dokonał rzeczy godnej podziwu. Oto z dnia na dzień powstało całkiem krzepkie centrum medialne, które przejęło ludzi z publicznej telewizji i całkiem nieźle sobie poczyna. Znajduje to swój wyraz choćby w szalonym wzroście oglądalności. Zupełnie niespodziewanie dostało ono wsparcie w „Kanale Zero” K. Stanowskiego, którego programy oglądają setki tysięcy osób. Próby wykreowania prorządowej propagandy przez neoTVP i tefałen grzęzną w nicości, szczególnie wtedy, gdy na żywo transmitowane są obrady sejmowych komisji śledczych. Ich „gwiazdy” – Sroka, Joński, Szczerba i Zembaczyński – są pośmiewiskiem w całej Polsce.
Jednak najpoważniejszym problemem staje się dwuwładza sądownicza. To jest zjawisko niespotykane nie tylko w skali jednego kraju. Można tu odwołać się do klasycznego „złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Otóż po obu stronach barykady mamy całkiem dobrych prawników i ta walka zapowiada się szczególnie ciekawie. W tej mętnej wodzie swoje próbują ugrać takie kreatury jak Giertych, wyjątkowo podły, cyniczny i zakłamany człowiek. Jednak to nie o takie pionki chodzi. Nie dalej jak wczoraj na pierwszym planie pojawiła się niejaka Wrzosek Ewa, prokurator, nie kryjąca przez lata wrogości wobec PiS-u. Wydaje się, że jej sprawa może w dużej mierze przesądzić o scenariuszu przyszłych wydarzeń. Poczekajmy!
A jak komentuje to „demokratyczna” Europa? Tak jak przewidywali zorientowani w temacie. Dla niej to poligon, na którym ma się rozegrać modelowe „uporządkowanie” państwa po czasach dyktatury ciemnogrodu. Wg tamtejszych „elyt” Donald nie miał innego wyboru niż niekonwencjonalna i zdecydowana taktyka przywracania praworządności. I sługa robi to, co nakazał Pan. I nawet całkiem ładnie to nazwał. Dla niego to „terror praworządności”. A gawiedź zawyła i zaczęła klaskać. Wszyscy „inteligentni inaczej” ochoczo przystąpili do zaproponowanego przez Niemców „unikalnego w skali światowej eksperymentu”, który będzie polegał na tym, że „demokratycznie wybrana koalicja partii demokratycznych spróbuje przy pomocy niedemokratycznych środków przywrócić kraj do demokracji”. Cieszmy się więc, że nie mamy jeszcze stanu wyjątkowego czy delegalizacji PiS-u. Bo „procesy” lada chwila się zaczną. Trochę symboliczne, Szatan ma jednak ciekawe rozwiązania, że w Wielki Czwartek zaaresztowano „na wyrost” jednego z kapłanów. https://niezalezna.pl/polityka/w-guardianie-o-polsce-moze-bedzie-to-przypadek-testowy-dla-innych-panstw-w-europie/514533
Oczywiście namiestnik ma wielu kibiców, którzy trzymają kciuki, widząc z jak ciężką materią musi się on zmierzyć. Bo przecież i w samej koalicji miłości zgrzyta, i duża część obywateli się twardo stawia, i pretorianie to w większości ludzie pokroju słynnego Rocha Kowalskiego z sienkiewiczowskiego „Potopu”.
Czy znajdzie się na zachodzie ktoś, kto powie STOP? Nie sądzę. To my, choć sytuacja jest skrajnie trudna, musimy to zrobić sami! Tym bardziej, że wielu w Europie widzi to samo – koniec ślepej uliczki!

Dodaj komentarz