Bakterie mogą zabić…

…i tak naprawdę nie wiadomo, która z nich i kiedy nas dopadnie. Wiemy bardzo dużo o dwóch rzeczach – coraz powszechniejszej oporności drobnoustrojów na leki i stale malejącej ogólnej odporności społeczeństw. Przekonują nas o tym szczególnie ostatnie lata, w których do świadomości coraz większej liczby osób dociera fakt, jak bardzo „pomogły” nam w tym „rewelacyjne” szczepionki na kowida.

Sytuacja wydaje się być prawie patowa, gdyż lista „dobrych” szczepionek od dawna ani drgnie. Wspominałem o tym w poprzedniej notce. A nowych leków na infekcje bakteryjne nadal gorączkowo poszukujemy. Tyle, że z nader mizernym efektem.

Nazwy kilkunastu chorób wywoływanych przez bakterie są znane praktycznie wszystkim. Bo o anginie, zapaleniu płuc, boreliozie, zakażeniach ropnych, salmonelli czy wrzodach żołądka słyszymy niemal codziennie. Streptococcus, Staphylococcus, Pneumococcus, Bacillus, Clostridium, Helicobacter, Borrelia, Mycobacterium…to dla wielu z nas także znane hasła. Podobnie jak i coraz częstsza, wywołująca prawdziwy postrach, sepsa (posocznica). Jest ona zawsze pochodną infekcji, ale – i to jest szczególnie perfidne – niekoniecznie wywołanej przez gatunek traktowany jako chorobotwórczy.  

Dziś popatrzmy na kilka wybranych przypadków, w których bakterie były, niestety, głównymi bohaterami. I każdy z nich kończył się nieszczęśliwie.

Nie całuj się z psem, bo możesz stracić palce i nie tylko…

48-letni Amerykanin trafił do szpitala z podejrzeniem grypy. Kilka godzin po przyjęciu doznał wstrząsu septycznego wskutek infekcji Capnocytophaga canimorsus występującej w ślinie 60% psów i 17% kotów. Zakażenia tą bakterią pojawiają się przede wszystkim w wyniku kontaktu ze śliną podczas ugryzienia zwierzęcia. Jakże często jest to skutek zabawy z psem, kiedy pozwalamy mu lizać otwarte rany lub oparzenia. Tak było i w tym przypadku. Infekcja doprowadziła dość szybko do utraty obu stóp mężczyzny. Skończyło się amputacją nóg powyżej kolan, części dłoni i nosa. Co prawda specjaliści od chorób zakaźnych przyznają, że tak drastyczne reakcje jak w tym przypadku zdarzają się niezwykle rzadko, ale…nie warto wchodzić w tak intymne kontakty ze swoim pupilem. Tym razem pies nie pomógł gospodarzowi wylizać się z ran!

A w tych przypadkach było jeszcze gorzej!

63-latek z Niemiec zmarł po tym, jak polizał go pies, którego był właścicielem. Winna infekcji była ta sama bakteria. Pacjent zgłosił się do szpitala, kiedy infekcja była już znacząco zaawansowana. Mężczyzna zbagatelizował objawy, ponieważ początkowo wskazywały one na zwykłe przeziębienie. Jego stan zaczął się jednak pogarszać. Do typowo grypowych objawów dołączyły wysoka gorączka, wysypka i problemy z oddychaniem. W szpitalu zdiagnozowano sepsę. Stan pacjenta z dnia na dzień pogarszał się. Pojawiły się nerwobóle i zasinienia. Infekcja błyskawicznie zaczęła obejmować kolejne organy wewnętrzne. Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu mężczyzna zmarł. Jak widać, przy niskiej odporności pacjenta, wystarczy wyłącznie kontakt ze śliną zwierzęcia.

Marie Trainer trafiła do szpitala po wystąpieniu u niej gorączki, nudności i bólu pleców. Właśnie wróciła z wakacji na Karaibach, więc lekarze założyli, że to podróże są przyczyną jej złego stanu zdrowia. Kobieta w końcu zapadła w śpiączkę. Jej skóra przybrała purpurowoczerwony kolor, a tkanki zaczęły obumierać. Po szczegółowych badaniach, specjaliści odkryli przyczynę choroby – infekcję C. canimorsus. Marie prawdopodobnie zakaziła się bakterią, gdy została polizana przez młodego owczarka niemieckiego. Podano jej antybiotyki, ale nie zadziałały. Chora przebywała w szpitalu przez 60 dni. Infekcja doprowadziła do tak rozległych uszkodzeń tkanki nóg i dłoni, że konieczna była ich amputacja. W sumie przeszła 8 operacji.

Chociaż większość osób mających kontakt z psami i kotami nie ulegnie zakażeniu, w rzadkich przypadkach może kończy się to tragicznie. Najbardziej narażone są osoby z obniżoną odpornością, np. chorujące na raka, cukrzycę lub HIV. Przypominam, że doszła nowa grupa ryzyka – osoby „uodpornione” kilkoma dawkami szczepionki przeciwko SARS-Cov-2. 

Nie pozwól też dać się pogryźć, nawet szczeniakowi!

Sharon Larson w trakcie niewinnej zabawy została ugryziona przez szczeniaka. Doszło do uszkodzenia skóry i Amerykanka trafiła do szpitala krótko po tym, gdy wystąpiły u niej objawy grypopodobne. Stwierdzono sepsę i podano serię antybiotyków. Niestety, kobieta zmarła dwa dni później. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, infekcja została wywołana przez C. canimorsus.  

A sam też nie gryź, nawet paznokci!

28-letni Luke Hanoman trafił do szpitala z zagrażającą życiu sepsą. Nabawił się jej z powodu… nałogowego obgryzania paznokci. Początkowe objawy przypominały grypę – gorączka, dreszcze i zimne poty. Potem jeden z palców zaczął puchnąć, a mężczyzna czuł „nieznośne” pulsowanie. Mimo wszystko Luke położył się spać. Ponieważ nie obudził się do 14.00 następnego dnia, jego matka skontaktowała się z lekarzami. W szpitalu przez 4 dni był leczony antybiotykami i w końcu udało się opanować zakażenie. Zwykle infekcja jest łatwa do zlokalizowania, a układ odpornościowy jest wobec niej skuteczny. Ale Luke miał wyraźnego pecha…i zarazem szczęście. Rocznie odnotowuje się bowiem 30 mln przypadków sepsy, z których 20% kończy się śmiercią.  

Tego też nie warto praktykować, choć nie o bakterię chodzi…

Historia, która może wydawać się nieprawdopodobna, wydarzyła się w Chinach. Pewien 37-letni mężczyzna nagle zaczął odczuwać bóle w klatce piersiowej. W szpitalu u mężczyzny zdiagnozowano grzybicę płuc i poddano leczeniu. Lekarze ustalili, że choroba rozwinęła się prawdopodobnie wskutek regularnego wąchania noszonych skarpet. Infekcja rozwinęła się na nogach, a zarodniki grzybów przedostały się przez nos do płuc. Według doniesień lokalnej gazety mężczyzna wyznał lekarzom, że „uzależnił się” od wąchania skarpet, które nosił w ciągu dnia. 

Uroki jacuzzi

26-letnia Taylor Bryant wyjechała do Tennessee na wakacje z rodziną. Po kilku dniach zauważyła wysypkę na nodze, więc udała się do lekarza. Kobieta ostatnie trzy wieczory spędziła w hotelowej wannie z hydromasażem. Lekarz stwierdził, że kobieta może mieć zapalenie mieszków włosowych wywołane przez Pseudomonas aeruginosa, które jest jedną z najczęstszych infekcji, których można nabawić się w trakcie takiego relaksu. Kobieta dostała doustny antybiotyk, ale infekcja nasiliła się do tego stopnia, że nie mogła chodzić. Po włączeniu antybiotyków drogą dożylną jej stan zaczął się poprawiać.

Wniosek jest jeden. Praktycznie każda bakteria „tylko czeka”, by skorzystać z okazji na nasz organizm. Dbajmy więc o armię naszych obrońców (komórki odpornościowe), bo wróg czeka za przysłowiowym rogiem. Tym bardziej, że środki klasycznej terapii coraz bardziej zawodzą. I właśnie o zbliżającym się krachu terapii antybiotykami będzie następna notka…

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑