Antybiotyki – kłopoty narastają!

Dopiero po upływie prawie stu lat zaczynamy odkrywać nieznane skutki uboczne stosowania antybiotyków.

Zacznijmy od zanegowania „oczywistej” do niedawna prawdy. Pacjenci, którym przepisuje się antybiotyki są instruowani, że powinni zakończyć cały cykl, nawet jeżeli wcześniej poczują się lepiej. Wynika to z przekonania, że jeżeli zażyje się za mało leków, bakterie mogą zmutować i wytworzyć lekooporność.

Tymczasem zespół naukowców pod kierownictwem prof. Llewelyna twierdzi: pomysł, że wcześniejsze zakończenie antybiotykoterapii zwiększa oporność na te leki, nie jest poparty żadnymi dowodami; wręcz przeciwnie, to stosowanie antybiotyków dłużej, niż jest to konieczne, zwiększa ryzyko rozwoju oporności. Peter Openshaw, prezes Brytyjskiego Towarzystwa Immunologii dorzuca: Twierdzenie, że przedwczesne zaprzestanie leczenia antybiotykami sprzyja powstawaniu organizmów opornych na leki, jest nielogiczne. Dowody na to, że długotrwałe leczenie ma sens, są w najlepszym wypadku słabe.

Podanie antybiotyków nie powinno powodować zmian w komórkach osoby zakażonej. Ich główną zaletą jest działanie na drobnoustroje. Lecz zazwyczaj „nie odróżniają” dobrych bakterii od chorobotwórczych, zabijając je wszystkie. A dopiero od niedawna wiemy, że jedna kuracja antybiotykowa może mieć wpływ na florę jelitową nawet przez rok po leczeniu. Jej skutkiem mogą być grzybice, alergie, biegunki, stany zapalne jelit oraz uszkodzenia słuchu, wątroby, nerek i innych narządów. Ostatnio na „listę szkód” trafiła także otyłość. U dziecka do 5. miesiąca życia, które jest leczone antybiotykiem, ryzyko otyłości w wieku dorosłym jest wyższe o 19%. Gdy przed osiągnięciem 2. roku otrzymuje ono antybiotyki co najmniej 4-krotnie, ryzyko wzrasta aż o 29%!

Wywołane antybiotykoterapią zaburzenia mikrobiomu sprzyjają też występowaniu chorób metabolicznych, np. cukrzycy, a także problemów sercowo-naczyniowych, a nawet nowotworów. Zdarza się również, że antybiotyki uszkadzają bezpośrednio nasze mitochondria, upośledzając metabolizm oddechowy m.in. makrofagów, która fagocytują bakterie.

A więc czym się leczyć ???

I stwierdzane skutki uboczne, i gwałtownie rozprzestrzeniające się zjawisko lekooporności nie napawają optymizmem. Szukamy więc dalej…

Może obiecujące antybiotyki „z podwórka”? Dzięki innowacyjnym technikom sekwencjonowania w próbkach gleby naukowcy z Rockefeller University odkryli nową grupę silnych antybiotyków – malacydyn. Potrafią one wyeliminować wiele zakażeń, także tych opornych na większość tradycyjnych antybiotyków. Radzą sobie m.in. z opornymi na metycylinę szczepami gronkowca złocistego (MRSA). Malacydyny wydają się zaburzać zdolność patogenów do tworzenia ścian komórkowych. Odkryto je parę lat temu. Nowszych danych nie udało mi się namierzyć. Podobnie wygląda sytuacja z innym naturalnym antybiotykiem wytwarzanym przez bakterie glebowe – teiksobaktyną. Czy to jest dobry kierunek? Zbyt mało czasu, by już wyciągać wnioski…

A może dać się pokąsać osom? Naukowcy z MIT odkryli, że wiele peptydów znajdujących się w jadzie południowoamerykańskiej osy Polybia paulista może zabijać bakterie patogenne dla ludzi. 

Każdy z nich był testowany na Escherichia coli, Pseudomonas aeruginosa i Staphylococcus aureus.

Wysokie dawki badanych substancji całkowicie zwalczały zakażenia w ciągu zaledwie kilku dni, bez oznak działań niepożądanych. Zmodyfikowane wersje badanych związków mogą posłużyć do opracowania nowych leków przeciwbakteryjnych, co potwierdziły eksperymenty in vitro i na myszach.

Albo pić mleko diabłów tasmańskich? W mleku tych mięsożernych torbaczy przypadkowo odkryto 6  peptydów antybakteryjnych – katelicydyn, o działaniu podobnym do defensyn. Dwie z nich  ) wyróżniają się wyjątkową skutecznością. Związki testowano na różnych bakteriach i grzybach. Wrażliwość wykazano w przypadku Staphylococcus aureus, Enterococcus, Candida krusei (rzadki i niebezpieczny gatunek drożdży) i niebezpiecznego grzyba Cryptococcus gattii.

Godne uwagi są peptydy zawarte w krwi waranów z Komodo. W pyskach tych zwierząt występuje aż 57 gatunków niebezpiecznych bakterii. Same gady są odporne na ich toksyczne działanie. Naukowcy z powodzeniem przetestowali kilka peptydów na dwóch superbakteriach – Pseudomonas aeruginosa i Staphylococcus aureus (MRSA).

I ta historia poszukiwań może nie mieć końca…

Czy naukowcy z MIT znaleźli sposób na superbakterie? Skonstruowali tzw. fagemidy, czyli fagi które zawierają plazmidy i infekują konkretne bakterie. Patrzę na te techniki sceptycznie, bo taka sytuacja, podobnie jak w przypadku słynnej szczepionki mRNA, może zawsze wymknąć się spod kontroli. Nie dotyczy bowiem kontrolowanej hodowli laboratoryjnej, tylko nas samych.

Tymczasem naukowcy z Uniwersytetu Nottingham odtworzyli stary przepis na średniowieczny eliksir, silniejszy niż obecne antybiotyki (niszczy szczepy MRSA), stosowany w leczeniu infekcji oczu. Bald’s Leechbook (Medicinale Anglicum) to jeden z najstarszych zachowanych tekstów medycznych. Badacze tworzyli specyfik krok po kroku zgodnie z przepisem (włączając w to wykorzystanie wina ze starej tysiącletniej winnicy). Nie wiedzą jednak, dlaczego starożytna mikstura (mieszanka cebuli, czosnku, wina i żółci z krowiego żołądka) jest tak skuteczna. Nie wiadomo również, czy każdy składnik działa oddzielnie likwidując różne objawy infekcji bakteryjnej czy jest to spektakularny efekt zastosowanej mieszaniny. Należy pamiętać, że tytuł rękopisu nie działał na jego korzyść i nie brzmiał najlepiej w oczach naukowców. Po polsku można go przetłumaczyć jako „Księga pijawek Łysego” (Łysy był to przydomek autora księgi).

Dziś wielu z nas doskonale zdaje sobie sprawę, że do łask wraca czosnek (z alliiną i powstającym z niej ajoenem) czy żurawina. A najlepszy naturalny antybiotyk to mieszanka na bazie octu z ekologicznych jabłek zawierająca imbir, chili, kurkumę, chrzan, pieprz naturalny, miód, czosnek i cebulę. Ja dodaję jeszcze kapary, czarnuszkę i oregano. Proporcje wedle uznania.

No bo niby co rewelacyjnego zawiera się w tym opisie? Stworzono nową broń do walki z Helicobacter pylori (wrzody żołądka i niektóre nowotwory narządu). Zespół naukowców z San Diego stworzył nanocząstkę LipoLLA, która zawiera kwas linolenowy, naturalnie występujący w olejach roślinnych. Leczenie przy użyciu LipoLLA jest znacznie bezpieczniejsze i efektywniejsze niż obecne terapie antybiotykowe skierowane przeciw H.pylori. Bakteria jest odporna na antybiotyki, więc stosowane terapie są często nieskuteczne. Gdy LipoLLA spotka się z patogenem, łączy się z jego błoną komórkową. Wtedy dochodzi do uwolnienia kwasu linolenowego, który zabija bakterię. Koniec końców chodzi tylko o dobry olej roślinny. A ten najlepiej wybierać bezwzględnie tłoczony na zimno!

Następnym razem o zaburzeniach mikrobiomu i ich konsekwencjach…

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑