Igrzyska czas zacząć!?

A może po prostu dać sobie w końcu z nimi spokój? Jeśli to ma tak wyglądać jak trzy lata temu w Tokio, gdzie najważniejszą rzeczą były maseczki? Lub tak jak w Paryżu, gdzie impreza rozpoczęła się niechlubnymi kradzieżami, paraliżem linii TGV i bluźnierczym teatrem osobliwości, jakim było samo otwarcie?

Co było normalne w tym wielogodzinnym widowisku? Wydaje się, że jedynie sportowcy. Uśmiechnięci, spontaniczni, choć zbyt wielu zapatrzonych jedynie w smartfony. Ale też nie zapominajmy kogo zabrakło, a kto brał w nim udział! Każdy dostrzegł bez problemu reprezentantów Izraela i ogromną ekipę USA. Dwóch krajów symbolizujących dziś „świat demokratyczny”. Naszego największego przyjaciela, którego senatorowie z obu stron barykady zaledwie kilkadziesiąt godzin temu bili brawa na stojąco i obściskiwali się z największym obecnie demokratą-ludobójcą.

Do zawodów łaskawie dopuszczono także nielicznych reprezentantów dwóch „największych reżimów” na świecie – Rosji i Białorusi. Ale jako „bezimiennych”. Cóż za wspaniałomyślność organizatorów! Tyle, że nie zostali dopuszczeni do udziału w tej doniosłej uroczystości. Może to dla nich lepiej?

Od początku do końca bulwersujące widowisko pokazało wszystko to, co na Zachodzie najgorsze! To, co widzimy na ulicach, w przedszkolach i szkołach w USA! To, co obserwujemy od dawna na „marszach wolności” w miastach Europy Zachodniej! To, co jest symbolem kultury „najwyższego lotu” znanym jako konkursy piosenki Eurowizji. To, co pojawia się, choć rzadziej, już i u nas!

Ale wczorajszy spektakl, na tle wszystkich innych, wyróżniał się jednym. Ogromną widownią! Widownią, której – nie wiedzieć czemu – pokazano potężny, bluźnierczy spektakl wyreżyserowany wręcz ręką Szatana. W mieście, gdzie spłonęła najsłynniejsza Katedra na świecie. W mieście, gdzie podpalenia świątyń są na porządku dziennym. W światowej Stolicy Kultury, która stała się miejscem kradzieży, gwałtów, zamieszek i innych form przemocy. I od wczoraj miejscem, gdzie w końcu dokonano na oczach całego świata oficjalnej i masowej profanacji tego, co w naszym dziedzictwie najcenniejsze!

Każda wyreżyserowana przez Thomasa Jolly’ego scena była symbolem napierającej na nas zewsząd karykaturalnej odmienności, profanacji wartości, stanu pewnego chaosu i dysfunkcjonalności. Wszędzie wykrzywione, karykaturalnie zmienione agresywnym makijażem, twarze… Dziwny (to chyba najlepsze słowo) występ Lady Gagi, Imagine (manifest komunistyczny, o czym mówił sam Lennon) w akompaniamencie płonącego fortepianu, dziwna symbolika laserowego pokazu pod wieżą Eiffla i upiorny, pokazywany w nieskończoność, mechaniczny Jeździec (a na imię mu Śmierć?)… W końcu prowokacje z elementami profanacji. Sekwencja z dziewczyną i dwoma mężczyznami (jeden trochę „mniej wartościowy”?), pokazy mody dla wszystkich płci na pograniczu zwykłej chałtury i kiczu, no i sceny nawiązujące do „Ostatniej Wieczerzy”. Te najbardziej uraziły katolików.

I chyba najważniejszy dla całego „spektaklu” wątek. Wędrówka ognia olimpijskiego. Przyznacie, że to wieloznaczna historia z symbolicznymi wątkami. Znicz niesiony przez człowieka bez twarzy, na którego czyhają dziesiątki zasadzek. Wszakże trasa, którą pokonuje, jest wyjątkowo niebezpieczna. W końcu ogień dociera szczęśliwie do celu. Przejmują go „znani i lubiani”, znicz zostaje odpalony i…balon „ucieka” w chmury! O co chodziło? O jeszcze jeden zaskakujący efekt? A może o pokazanie, że to już finał tego, czym cieszyliśmy się przez lata? O to, że zewsząd jesteśmy atakowani przez nienormalność, że rzeczywistość, którą chcemy zatrzymać, bezpowrotnie odchodzi do historii? O to, że wszystko można zrelatywizować? Nawet fakty historyczne? Do braterstwa dodano wszakże siostrzeństwo, i to w jakiej formie! Swoją drogą, diagnoza może być trafna.

A wszystko to w jakby symbolicznym deszczu, jedynym elemencie poza kontrolą reżysera „spektaklu”, który nie zdołał stłumić tej niesłychanej hucpy. I nie zmienił jej także piękny występ Celine Dion, mimo że zabrzmiał z takiej wysokości!

Dokąd idziesz Francjo? Dokąd zmierzamy wszyscy?

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑