Skąd ten tytuł? Przez całe lata do uroczego, drewnianego kościółka w mojej wsi przyjeżdżał pewien ksiądz, który w niedzielne przedpołudnia odprawiał w nim mszę. Dla wielu starszych mieszkańców było to wybawieniem, gdyż do kościoła parafialnego trzeba było jechać/iść aż 7 km. Był (zm. w 2021 r.) wielkim Patriotą i zawsze w swych kazaniach wplatał wątki historyczne. Wstyd przyznać, że dopiero On uświadomił mi ostatecznie, że moja Hordzieżka była w 1939 r. najdłużej wolnym skrawkiem Polski. U nas bowiem ś.p. Gen. Franciszek Kleeberg wydał ostatni rozkaz kampanii wrześniowej, czego dowodem jest od pewnego czasu obelisk upamiętniający to wydarzenie.
Ale nasz Dobrodziej potrafił też przemawiać ostrzej i bardziej zdecydowanie. Z wielu różnych, barwnych określeń zapamiętałem szczególnie jedno. Komentując pewne wydarzenie polityczne i reakcje na nie, użył następującego określenia: barany nie smucą się, że idą do rzeźni, lecz cieszą z remontu owczarni! Widzicie analogię do naszego dzisiejszego położenia?
Niby historia kołem się toczy, ale nigdy nie ma wiernych do bólu kopii. Ale tu, będę się upierał, dziś mamy dokładnie taką sytuację. A więc popatrzmy…
Tusk, wraz z akolitami, od blisko dwu lat wprowadza w Polsce „porządek”. Bo przecież PiS przez dwie kadencje zrobił tyle złego, że stało się to wręcz konieczne. Tym bardziej, że i sama Ursula (skorumpowany do cna babsztyl) i jej współpracownicy (mniejsza o nazwiska, choć warto wspomnieć choćby „praworządnych” Jourovą, Kaili czy Reyndersa), bez przerwy mieli i do Dudy, i do Kaczyńskiego, i do Morawieckiego pretensje, że drastycznie łamią praworządność. A Ziobro był w ich oczach wręcz dyktatorem i musiał salwować się ucieczką na Węgry. Pisałem o tym w wielu notkach.
Ale to przywracanie praworządności szło wyjątkowo słabo. Bodnar okazał się zwykłą ofermą, Hołownia zaczął fikać, w międzyczasie Nawrocki wygrał wybory, a rekonstrukcja rządu stała się zwykłym pośmiewiskiem. Podobnie jak i sam premier, którego seria wpadek zdawała się nie mieć końca. Od paru miesięcy między Prezydentem a rządem i sejmem trwają przepychanki i każda ze stron cieszy się swoimi małymi zwycięstwami. Wydawało się, że wobec totalnych wpadek rządu, kancelaria prezydencka trzyma rękę na pulsie i będzie nadawała ton kolejnym wydarzeniom.
I mało kto przywiązywał większe znaczenie do faktu, że – zgodnie z umową koalicyjną – nastąpi zmiana marszałka sejmu. I parę dni temu nastąpiła. Niby oczywista rzecz, ale…
Tusk wrzucił, i powtórzył to z dnia na dzień, 5 próśb/propozycji/warunków/gróźb/przykazań, które – wg niego – mają uporządkować scenę polityczną i przynieść w nadchodzącym 2026 r. pewien konsensus. O tym, że to ściema nie trzeba było nikogo w miarę rozgarniętego przekonywać. I tak to w opozycji przyjęto…
Ale pojawiły się jednocześnie dwie rzeczy – „orędzie Czarzastego” i z pozoru niewinna ustawa Gawkowskiego o „mowie nienawiści”. I w tym momencie chyba nawet barany zrozumiały, w czym rzecz.
Tusk, wspomagany przez Żurka, nadal nie daje sobie rady w „demokracji walczącej”, więc sięga po potężne, jak się okazało, wsparcie. No i obydwa chłopaki chcą się w końcu wykazać. Gawkowski z „mową nienawiści”, stary komuch – z „jednoosobowym” wetem. I to jest to! Nawet babcia Kasia zaciera ręce!
Z orędzia wybranego marszałka sejmu wynika, że to jednak on chce być „dyktatorem-wetomanem”, a Prezydent – wybrany głosami milionów rodaków – ma tylko reprezentować widzimisię Czarzastego, Tuska i Sikorskiego. Nie „o take Polske” walczyłem!
Swoją drogą, znaleźliśmy się w sytuacji, w której 21 (niespełna 5% składu sejmu) komuchów ma decydować o naszej przyszłości. To jest prawdziwy obraz polskiej sceny politycznej. A my mamy uwierzyć, że komunizm się skończył w 1989 r., sędziowie oczyścili się sami, a w Polsce pojawiła się w końcu praworządność, której zagrażają tylko „Batyr” i „podpalacz z Żoliborza”!
Tyle, że propaganda rządowa jest toporna jak nigdy dotąd. Nie wiem, czy zdaje sobie z tego sprawę Tusk, który w punkcie 3 swego pentalogu oznajmia: Koniec z wetami i sabotażem legislacyjnym! I pierwszy tę prośbę olewa świeżo upieczony „wetoman”. Halo, czy Włodzimierz Czarzasty mnie słyszy? Te pajace nawet nie widzą, że ostatnie głoszone przez nich hasło (nie gadamy, a robimy) samo w sobie jest absurdalne. Wszyscy powtarzają je w kółko i przy każdej okazji. A więc tylko gadają. Jak w tym kawale, w którym robotnik biega z pustą taczką po placu budowy, a pytany dlaczego, odpowiada, że nie ma czasu załadować.
Ale o ustawie dotyczącej zamordyzmu w mediach oni marzą dniem i nocą. Gdyby przeszła, dziękowali by losowi na klęczkach. Bo wtedy każda krytyka fatalnego rządu i mało rozgarniętych posłów byłaby dotkliwie karana. Ale to tragiczna perspektywa dla wszystkich niezadowolonych z sytuacji w kraju. Choć chyba także dla nich? Tyle, że baranom wszystko odpowiada. Jagodno ma się dobrze!

Dodaj komentarz