Mój ś.p. Ojciec chorował na cukrzycę i miał nadciśnienie. Nikt nie był zaskoczony, bośmy byli i jesteśmy rodziną „cukrzyków”. To było dawno temu, więc Mama zabraniała Mu przede wszystkim boczku, smalcu, tłustej kiełbasy (choć swojska) i paru innych rzeczy. Ale podsuwała wszystko, co miało…wysoki IG (indeks glikemiczny), bo wtedy medycy byli święcie przekonani, że kaszka ryżowa czy białe pieczywo to dla cukrzyka menu wręcz idealne. Już nie wspominam, że sięgnięcie po kurze jajo było wręcz świętokradztwem, a kieliszek wódki – wyrokiem. Tyle dobrego, że (mieszkaliśmy na wsi) mogliśmy bez ograniczeń korzystać z witaminy D, całymi dniami pracując w polu w pełnym słońcu. Bo dziś jest ona „dostępna” jedynie w aptekach.
Masło? Nie! Kawa? Nie!, Smalec? Nie! Boczek? Nie! Można tak długo… Kto po nie sięgał był prawie samobójcą! Tylko węglowodany! Nowe pokolenia nauczono jeść jedynie „lajty” – serki, jogurty, kefiry, mleko, batoniki… Wszystko „zero”, „ZERO” zabójczego tłuszczu! Ale organizmu nie oszukasz, bilans musi się zgadzać! Efekt? Ze zdziwieniem stwierdzaliśmy, że nie tylko my sami, ale także nasze dzieci i wnuki rzucały w słońcu coraz większy cień. Ale ile przyjemności! KFC, McDonald i inne…chemia stanowiąca główną część pokarmu zawładnęła naszymi umysłami.
Dzieci zaczęły rządzić jadłospisem, i to nie matka była ekspertem. Teraz władzę przejęły media – prześmieszne, niewinne lecz zwodnicze reklamy zawładnęły umysłami najmłodszych. Wszystko było na wyciągnięcie ręki! A w tym wszystkim było wszystko…Głównie chemia, potem chemia i na końcu…też chemia!
To wystarczyło, by pojawiły się naprawdę poważne problemy. Popatrzmy na nasze dzieci i wnuki! Które chcą dziś jeść „potrawy Babuni”? Został się ino rosołek (obowiązkowo z maggi) i filety z kurczaka napompowane do nieprzyzwoitości „dodatkami”…Do tego doszły wszelkiej maści słodzone napoje. Obraz prawdziwej nędzy… I dzieci z BMI ponad 30!
Ale od czego mam Big Farmę? Wysłała wszystkich do aptek! A specjaliści skwapliwie zajęli się problemem. Jedni aplikowali coraz nowsze leki, drudzy – coraz wymyślniejsze diety. Oczywiście cały czas ostrzegając przed tłuszczami zwierzęcymi, w tym cholesterolem. Ale jo-jo nic sobie z tego nie robiło! Zbijane przez całe miesiące z wielkim trudem kilogramy wracały do nas w ciągu kilku tygodni. I nikt nie pytał dlaczego tak się dzieje.
I? Ano przyszedł oszołom Trump i jego zwolennik, klasyczny neofita, Kennedy. Dziwne, że oni? Zgadza się! Rzucenie rękawicy dietetycznym mędrkom to poważna rzecz. Ale rzucili! A jak się rzuca, to od razu, jak mawia niezrównany Prezes Kozłowski, z przypierdem i przytupem! Amerykańce po prostu odwrócili obowiązującą piramidę żywnościową! I to co było „najzdrowsze” przesunęli na koniec kolejki, a „najbardziej szkodliwe” ustawili na początku! Wiedzieliście? Nie? No to już wiecie! Mamy jeść mięso, boczek, ryby, masło, smalec, śmietanę, jajka, galaretę, awokado, oleje, brokuły, szpinak, jarmuż… A chlebem zagryzać tylko okazjonalnie: https://realfood.gov/. Zatkało kakało?
A co z otyłością, BMI, miażdżycą, nadciśnieniem, cukrzycą, chorobami neurodegeneracyjnymi, nowotworami i innymi? Po prostu znikną same, bo to tylko deficyty cholesterolu! Ale jaja, ale jaja – zawołałaby zapewne niejaka Bieńkowska, którą chyba wszyscy dobrze pamiętamy!
Bracia Rodzeń triumfują! Dieta ketogeniczna w końcu służy wielu pokrzywdzonym przez ekspertów, a szury i ciemnogrodzianie mogą spokojnie delektować się smakiem skwarków.
Co na to fani statyn i przekonani wrogowie cholesterolu? Niech robią swoje, ewolucja rządzi się bezwzględnie swoimi prawami! I z nimi też sobie da radę.
Na koniec fundamentalne pytanie: co mają w tej sytuacji do powiedzenia lekarze-specjaliści, którzy latami straszyli swoich pacjentów konsekwencjami „obżerania” się boczkiem, smalcem, masłem i jajkami? Czy któryś z nich uderzy się w piersi? Czy powie wprost, że „zbijanie cholesterolu” to wyjątkowo głupia rzecz? Pytania się mnożą… Na razie cisza jak makiem zasiał!
p.s. do cholesterolu, choć pisałem o nim wielokrotnie, jeszcze wrócę

Dodaj komentarz