W pierwszej notce noszącej identyczny tytuł (zobacz) zwróciłem uwagę na niezwykle istotne dla naszego zdrowia znaczenie magnezu. Dziś spróbujemy zatrzymać się na moment nad rolą aktywności fizycznej zalecanej w wielu terapiach. W przypadku magnezu nie zagłębiałem się w zagadnienia stricte biologiczne i medyczne, ale tym razem będzie co nieco i o tym.
Ostatni mój wpis dotyczył roli tlenu w organizmie. Wskazywałem w nim na niezwykle delikatną granicę między jego zaletami i wadami. Zapewne dla wielu było to pewnym zaskoczeniem, więc może tylko przypomnę postrach, jaki sieje znana wszystkim woda utleniona (wodny roztwór nadtlenku wodoru) wśród drobnoustrojów, szczególnie beztlenowych. Można wręcz twierdzić, że tlen stawia przed nami niezwykłe wymagania, w każdej chwili wręcz „żądając” od nas właściwych wyborów. A że zaczyna nam to wychodzić coraz gorzej, wyraźnie częściej spotykamy się ze wzmiankami o stresie oksydacyjnym i mitochondriopatiach. Ale one zasługują nie na jedną, ale co najmniej kilka notek.
Jednak na pierwszym planie nieustannie mamy absolutnie kluczową rolę tlenu w organizmie. Przypomnę: najkrócej mówiąc odpowiada on za prawidłowy bilans energetyczny, czyli odpowiednią ilość ATP – naszej waluty zapewniającej realizację wszystkich życiowych celów. A z różnych powodów nie zawsze starcza nam „od pierwszego do pierwszego”. I wcale nie chodzi o choroby. Wielu z nas pracuje w pocie czoła na taki efekt. Ot choćby całymi godzinami okupując wygodny fotel w towarzystwie „najwierniejszych przyjaciół” – telewizora, komputera lub smartfona. Albo przemieszczając się w każdy możliwy sposób pod warunkiem, że niespecjalnie wymaga on wygodnego obuwia czy siły mięśni nóg. Długo by wymieniać…Dołóżmy do tego coraz bardziej powszechne przekonanie, że aktywność fizyczna wymaga kasy, bo przecież trzeba płacić i za pływalnię, i za siłownię, i za fitness…Samodzielnie nikt palcem nie kiwnie. I rzadkie widoki biegających samotnie, jadących rowerami czy grających w piłkę „dziwolągów” niewiele tu zmieniają. Nie od dziś zwolnienie z wuefu to dla młodzieży powód do dumy. I nic nie pomogą tu sukcesy młodych sportowców, bo przytłaczająca większość ich rówieśników ze wszystkich gier najbardziej lubi komputerowe.
O efektach można baaaardzo długo. Faktem jest, że nieustannie maleją nasze możliwości zapewnienia podaży tlenu, które decydują o wydolności fizycznej…i umysłowej. Przypomnijcie sobie w tym momencie, skąd wzięły się takie pojęcia jak kretynizm i matołectwo. Pomijając wszystkie mniej lub bardziej „uczone” wywody, wynikają one z trwałego, często znacznego, zahamowania metabolizmu oddechowego u osób z niedoczynnością tarczycy. Na wszystko wtedy brakuje „kasy”, więc na łebskie myślenie także!
Pozostańmy zatem przy chorobach. W mukowiscydozie podstawowym objawem jest produkcja przez organizm niezwykle gęstego i lepkiego śluzu, który zalega w oskrzelach i oskrzelikach. Jest ona nieuleczalna (podłoże genetyczne) i nie ma na nią skutecznego lekarstwa. Najważniejsza jest więc dbałość o odpowiednią dietę, regularną fizjoterapię i ćwiczenia fizyczne. Regularne ćwiczenia fizyczne łagodzą także objawy choroby nowotworowej (nawet zaawansowanej) i poprawiają jakość życia pacjentów. Ze wszystkich czynników właśnie one mają najsilniejszy wpływ na spadek częstotliwości nawrotów raka piersi. Szczególne znaczenie aktywność fizyczna ma w profilaktyce i terapii chorób serca, miażdżycy i udaru mózgu. Tym bardziej, że działanie aspiryny chroniące przed udarem znika po 60. roku życia. Udowodniono, że jest ona nieskuteczna i wzmaga prawie o połowę ryzyko poważnych krwotoków. Pół godziny ćwiczeń dziennie to w walce z nadciśnieniem o wiele lepsze wyjście niż leki. Są one szczególnie wskazane dla osób cierpiących na choroby neurodegeneracyjne. Zresztą każdy z nas może skutecznie poprawić w ten sposób swoje IQ.
Najnowsze badania pokazują, że poświęcenie zaledwie kilku minut dziennie na jakąkolwiek aktywność fizyczną – choćby połowę normalnie zalecanej ilości (optymalnie 15-30 minut dziennie) – może obniżyć ryzyko zgonu z dowolnej przyczyny o ponad 20%! Naukowcy badali przez ponad 10 lat tysiące starszych osób i stwierdzili, że ćwiczenia o różnym poziomie intensywności były w stanie obniżyć u nich ryzyko zgonu o 22 (mała aktywność), 28 (średnia) i 35% (duża aktywność). No i mamy tu polskie, jakże oryginalne wątek. Oto znany już nam profesor Maciej Banach dokonał wraz zespołem rzeczy „niezwykłej”. Obliczył mianowicie z dokładnością do jednego kroku (!), jaka jest zależność między ryzykiem choroby a wskaźnikiem przebierania nogami. Nie będę zdradzał szczegółów, bo możecie sobie zajrzeć tu: zobacz. Nasze badanie potwierdza, że im więcej chodzisz, tym lepiej – mówi znawca. I dodaje, że dotyczy to zarówno mężczyzn jak i kobiet, niezależnie od wieku i miejsca zamieszkania – tego, czy żyje się w umiarkowanym, subtropikalnym czy subpolarnym regionie świata. Znanemu znawcy lipidów, miażdżycy i statyn (a jakże) pozazdrościł inny badacz, tym razem warszawski. Ten z kolei „udowodnił”, że „przedszkolaki, które więcej biegają, mniej chorują”: sprawdź. Wot mołodiec!
Można więc stwierdzić bez większego ryzyka: naukowcy „udowodnili”, że ćwiczenia są znacznie korzystniejsze dla ogólnego stanu zdrowia niż wiele „medycznych” terapii. Ale drugi wniosek jest smutniejszy – czy stwierdzenie czegoś, o czym wiemy wszyscy od niepamiętnych wieków, jest odkryciem naukowym czy najzwyklejszym biciem piany? Który to już raz takim bzdetom przypisuje się przełomowe znaczenie? Czy są jednak, mimo wszystko, jakieś plusy? Jeden na pewno – wielu z nas zacznie poszukiwać krokomierzy.
Samo życie, ale wielu na to nie zważa i korzysta całymi garściami ze „zdobyczy nauki”. Jeszcze raz przypomnę, co za tym stoi. To zabezpieczone potężną kasą big farmy badania materialistycznych redukcjonistów, którzy przypisują kolosalne znaczenie jakże często nic nie znaczącym lub od dawna znanym faktom i zależnościom.
Spójrzmy jeszcze na kilka wątków…
Co tu robią białka przyzwoitki?
Białka szoku cieplnego (HSP, heat shock proteins, białka przyzwoitki, chaperony) są kluczowe dla życia. Ich funkcje są podobne u wszystkich organizmów, a sekwencja aminokwasowa jest silnie konserwatywna.
Podstawowym zadaniem HSP jest opieka nad innymi białkami (od narodzin do śmierci). Są odpowiedzialne za prawidłowe zwijanie się białek, rozwijanie białek uszkodzonych (degradacja), translokację i ochronę przed niepożądanymi interakcjami.
Białka te tworzą uniwersalny system ochrony komórek przed wpływem czynników zewnętrznych – infekcji, zapaleń, toksyn, UV, hipoksji, głodu, strachu, traumatycznych przeżyć…Biorą ponadto udział w odpowiedzi immunologicznej.
I najważniejsze! Poziom HSP wzrasta dzięki regularnym ćwiczeniom fizycznym. To chyba dobrze? Oczywiście tak, ale…dosis facit venenum! Nie przedobrzyć bo…zwiększony metabolizm tlenowy w warunkach pracy fizycznej może prowadzić do stresu oksydacyjnego w komórkach mięśni i innych narządów. W obronie tkanek przed szkodliwym działaniem reaktywnych form tlenu (i – dodatkowo – azotu) biorą udział enzymy antyoksydacyjne, antyoksydanty nieenzymatyczne i same HSP, których synteza rośnie właśnie w trakcie wysiłku. Błędne koło? Przestrzegałem, że to nie takie proste. Będziemy do tego wracać.
Popatrzmy także na te kilka zdań…
Przez lata naukowcy twierdzili, że ćwiczenia fizyczne są dla nas dobre, mimo, że prowadzą do wytwarzania RFT. Ostatnio przeprowadzono badania osób ćwiczących, z których część przyjmowała dodatkowo antyoksydanty. Okazało się, że pozostali, którzy tego nie robili, byli w lepszej kondycji zdrowotnej od zażywających suplementy. Dziwne? Niekoniecznie. Prawdopodobnie chodzi o to, że wysiłek fizyczny wzmaga także autofagię, w której reaktywne formy tlenu są niezbędne.
I na takie coś…
Metoda prof. Butejki jest leczniczą terapią oddechową, która pomaga wyregulować poziom CO2, zapobiegać hiperwentylacji (za dużo powietrza w stosunku do potrzeb) i utrzymać się w zdrowiu.
Zbyt głębokie oddychanie (hiperwentylacja) powoduje nadmierny spadek poziomu dwutlenku we krwi. Utrudnia to przenikanie tlenu z krwi do tkanek ciała (co zaprzecza powszechnemu przekonaniu, że hiperwentylacja bardziej dotlenia organizm; jest wręcz przeciwnie – niska prężność CO2 zaburza funkcje organizmu).
Wg Butejki choroby są efektem obrony organizmu przed nadmierną utratą CO2. Objawy przewentylowania to m.in. trzęsące się ręce, bóle w klatce piersiowej, mrowienie w palcach, skurcze i tachykardia.
Metoda jest stosowana w zaburzeniach metabolizmu oraz terapii astmy, alergii, chorób serca, wątroby i nerek, nadciśnienia, następstw zawału i udaru, zapalenia oskrzeli, nieżytu nosa i zaburzeń snu. Likwiduje także bóle głowy i serca, zapobiega zatruciom ciążowym i poronieniom, usuwa zaburzenia czynności jajników, normalizuje cykl miesiączkowy i sprzyja likwidacji impotencji.
W następnych notkach zajmiemy się kłopotami, jakich może przysporzyć nam tlen i jego pochodne…,
pozdrawiam

Dodaj komentarz