Dbaj o siebie, czyli od czego zależy powodzenie „terapii”: dieta – wstęp

Dieta to niewątpliwie jedno z najpopularniejszych haseł naszych czasów. Szczególnie jak dodamy do niego jeszcze jedno słowo: rewelacyjna! Bo o tym, że ona jest obowiązkowo oparta na „najnowszych” zdobyczach nauki nawet nie wspominam. I co? I nic. Prawie każdy z nas przynajmniej raz w życiu próbował i prawie…każdemu nie za bardzo wyszło. Owszem, były i są wyjątki, ale one – jak wiadomo – tylko potwierdzają regułę.

Wracamy więc do szarej rzeczywistości i znów sięgamy po wszystko, co stoi i leży na półkach marketów. Bo tam przecież i promocje, i aplikacje. A oferta stale rośnie. Pojawiają się w niej jakże modne i nowoczesne…masła roślinne, kotlety i sery z soi, mięso z probówki, rewelacyjne ciasteczka, chrupiące pieczywo, owady, „wynalazki” z zamorskich krain…Różnej maści postępowcy, w obronie wszelkiej cierpiącej zwierzyny, decydują się dodatkowo, oprócz deklaracji nieposiadania dzieci, na wegetarianizm, a nawet weganizm. Tyle, że żaden z nich nie zdaje sobie sprawy, że rośliny także odczuwają i cierpią. A przecież nie chodzi wcale o wiersz Brzechwy https://poezja.org/wz/Jan_Brzechwa/3792/Na_straganieCzy. Proponuję zajrzeć choćby do książki „Rewolucyjny geniusz roślin” prof. Stefano Mancuso, albo przynajmniej tu: https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C407428%2Crosliny-tez-sa-inteligentne-mimo-ze-inaczej.html.

Zapytajmy zatem o rzecz fundamentalną: jakie korzyści mamy z nauk o odżywianiu? Prowokacja? A skąd! Jak zagłębimy się w szeroko rozumianej problematyce zdrowia i chorób, pojawia się jeden zasadniczy wniosek: wszystkie choroby cywilizacyjne to, w mniejszym lub większym stopniu, pokłosie błędów w odżywianiu. Cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, udary, nowotwory, choroby serca i neurodegeneracyjne, alergie pokarmowe, dysbioza, IBS (jelito drażliwe), celiakia, depresja…Mam wymieniać dalej? Nawet 80% zdrowia jest na Twoim talerzu!

Pierwsze, co przychodzi do głowy to słynna maksyma Paracelsusa – dawka czyni truciznę (łac. dosis facit venenum). Niestety, jest szalenie trudna do udowodnienia. Popatrzcie na historię walki z cholesterolem, która doprowadziła do milionów zgonów, bo źle zdefiniowano problem. Czy zauważyliście, że znów zachwalają jaja, które jeszcze 10 lat temu były śmiertelnym wrogiem ludzkości? ONI wprost nigdy nie przyznają się do błędów. Popatrzcie na to przez pryzmat kowida!

Ale dlaczego? – zapytają niektórzy. Bo tu chodzi o setki miliardów i nieważne w jakiej walucie! Wyobrażacie sobie, że z dnia na dzień zabraniają produkcji snikersów czy czipsów? W tym biznesie (big farma i nie tylko) mamy dużo więcej smaczków niż w dobrym kryminale. Jednej z naszych znanych specjalistek od odżywiania (tytularny profesor), która postawiła się lobby rzepakowemu, zabroniono wręcz prowadzić działalności naukowej. To tylko pierwszy z brzegu przykład. W sumie wielu prawdziwych fachowców wypchnięto brutalnie ze sceny. A już specjalistów medycyny naturalnej czy zielarzy wręcz się tępi.

Co bystrzejsi rozumieją doskonale, że redukcjonistyczna nauka (pisałem już o niej kilkakrotnie) dostarcza setki i tysiące wyników i wniosków. Większość z nas ma z tego powodu tylko mętlik w głowie, ale wielu fanatyków, mających dość mętne pojęcie o nauce, uważa, że to prawdziwa wiedza! Błąd! Tu trzeba znaleźć (szalenie ciężka robota) „szyfr do bazy danych”. Popatrzcie choćby na ten problem – „dawki czyniącej truciznę”. UE jedzie na tym od lat, udowadniając, że do żarcia można dodać praktycznie wszystko, bo tak minimalne ilości nie szkodzą (niby racja), ale już nikt nie zastanawia się, że ziarnko do ziarnka…, czyli ignoruje problem kumulacji. Tak jest ze wzmacniaczami smaku, wszelkiej maści stabilizatorami, sztucznymi barwnikami, konserwantami czy olejem sojowym. Dodajmy do tego substancje zawarte w opakowaniach, np. bisfenol, ftalany czy mikroplastik.

Poza tym, wyniki badań nigdy nie są jednoznaczne, co wynika ze zmienności osobniczej, doboru badanych, czynników losowych, obranej metody i wielu innych uwarunkowań. I jest to po prostu statystyka, czyli „udokumentowana plotka” (równie dobrze można udowodnić to, że kawa jest zdrowa jak i to, że absolutnie szkodzi; ostatnio jest nawet „bardzo zdrowa”).

No i ta słynna „przyczynowość” oparta – z założenia – na korelacji/koincydencji, z której najczęściej nic nie wynika. Jak choćby w znanym wszystkim twierdzeniu: prawdą jest, że dzieci przynosi bocian, bo we wsiach z największą liczbą gniazd, rodziny są najliczniejsze.

Podsumowując – wszystko jest bardzo proste! Jako punkt wyjścia potraktujmy Naturę, czyli perfekcyjne Boskie Dzieło. Pan Bóg nie popełnia błędów i nikogo nie karze! Wszystkie choroby, cierpienia i wady to „nasza zasługa”. On dał nam wolną wolę i naprawdę robimy wszystko, aby to „udowodnić”. Wspomaga nas w tym nader gorliwie medycyna, która już dawno zapomniała o „primum non nocere”, bo przecież „lekarze są bogami”! I tak brniemy w coraz większe problemy…

Istnieje jedna uniwersalna zasada/wskazówka: ustal swój problem i spróbuj samodzielnie powrócić ciału/duszy do normalności/zdrowia. I pamiętaj: nie szukaj tego jednego, jedynego „złotego guzika”!   Powodzenia!

p.s. spróbuję w przyszłości wyłuszczyć parę szczegółów; o niektórych pisałem już w mojej pierwszej notce: https://lornetkawsieci.com/2022/11/09/zywnosc-przetworzona-czyli-skad-biora-sie-choroby-cywilizacyjne/

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑