Wiem, wiem – wyświechtane, a nawet zużyte. Bo ile można? Przecież wszyscy wiedzą, że pieniądz rządzi światem. Ale dziś o czym innym. O co chodzi? Ano o to, że i w komórce, i w organizmie mamy ten sam problem! Tyle, że tam reguły gry są godne szacunku. Bo kasa pochodzi z legalnych źródeł i Twój los zależy tylko od Ciebie! Bo Ty jesteś jej jedynym dysponentem i cała reszta nie ma żadnego znaczenia! Bo nikt nie stawia Ci żadnych warunków, nikt Ci nie zszarga opinii i nie popełniasz żadnego przestępstwa.
O czym mowa? Ano o mitochondriach (prawda, że lubiliście ten temat na biologii?), o syntezie wody (tak, tak to nie pomyłka!) i o ATP (uniwersalny przenośnik energii). Wyobraźcie sobie, że mitochondria to bank, ATP to szeleszczące zielone, a pomysł na piękne życie (Wasze DNA) trzymacie w ręku. Ale perspektywa, co? Ba, to jest w zasięgu każdego z nas. Będziecie mieć wszystko, jeśli spełnicie kilka prostych warunków.
Mitochondria to symbol naszej siły życiowej, prawdziwe vis vitalis. W każdej komórce naszego ciała (wyjątek stanowią erytrocyty) mamy ich zwykle od kilkuset do kilku tysięcy. Ich fundamentalnym zadaniem jest wytwarzanie energii, czyli – pozostając w proponowanej interpretacji – produkcja waluty. Tylko nie na modłę amerykańskiego FED-u, szczególnie w czasach (2006-2014) niejakiego Bena Bernanke, który wiele od nich mógłby się nauczyć.
I co? Jak to i co? Dopóki to działa perfekcyjnie, my nie mamy żadnych kłopotów i nie ma zadania, którego się nie podejmiemy. Przypomina się Wam z młodości takie cóś?
Ale z biegiem lat jest coraz gorzej. System zaczyna zawodzić. A niby dlaczego? Bo nic nie trwa wiecznie! Destabilizacja systemu bankowego komórki to wyłącznie złe wiadomości. Zwykle w jej sprawie zapada okrutny wyrok – apoptoza czyli zaprogramowana śmierć. Choć może się to skończyć nowotworzeniem.
A co się dzieje, kiedy komórki tylko niedomagają? Popatrzmy na to z perspektywy medycznej, posługując się konkretnym przykładem. W terapii zdecydowanej większości chorób przewlekłych uwagę poświęca się zwykle likwidacji objawów (np. bólu, stanów zapalnych czy podwyższonego poziomu cholesterolu – choć akurat to jest poważnym błędem medycznym), zupełnie ignorując problem podstawowy – PRZYCZYNĘ.
Szczególnie jaskrawo widać to na przykładzie chorób neurodegeneracyjnych, np. alzheimera, w którym stosuje się specyfiki (np. donepezil) hamujące działanie enzymów rozkładających neuroprzekaźniki. Nie wpływa to w żaden sposób na kondycję neuronów (komórek nerwowych), które pozostają „chore” i – w miarę upływu czasu – w końcu zginą.
Ale od pewnego czasu (w końcu!!!) w medycynie pojawia się ciekawe podejście, w którym celem jest likwidacja, a przynajmniej złagodzenie, przyczyn dolegliwości w sposób systemowy. Chodzi o tzw. medycynę… mitochondrialną. Mitochondrium, jak już wspomniałem, to „siłownia” komórki, w której powstaje energia potrzebna „do wszystkiego”. Powtórzę, to jest bank, który daje kasę na realizację czynności życiowych, a tym samym naszych projektów. Okazało się, że źle działające mitochondria to główna przyczyna niekorzystnych zmian w mózgu, który jest szczególnie wrażliwy na „kryzys finansowy”! Efekt? Nieuchronne procesy neurodegeneracyjne!
A tak na marginesie: jednym z najbardziej szkodliwych czynników uszkadzających te organella jest białko S z covida, które w wyniku szczepienia powstaje u nas bilionami (trafia do różnych narządów, doprowadzając do mitofagii – rozpadu mitochondriów i komórek). To z tego powodu u wielu osób zaszczepionych pojawiają się problemy właśnie z mózgiem.
Tak więc nasz bank musi być w „dobrej kondycji”! A co mu ją zapewnia? Odpowiednie dostawy glukozy, kwasów tłuszczowych i tlenu (neurony są bardzo wrażliwe na hipoksję czyli niedotlenienie) oraz pewnych specyfików (mitoceutyki) niezbędnych w pracy mitochondriów. Ważna jest tu także rola cholesterolu, którego stężenia pod żadnym pozorem nie wolno „zbijać” (statyny bardzo przyspieszają otępienie i insulinooporność, która wiąże się z ogromnymi trudnościami w transporcie glukozy do mózgu, co jest szczególnie istotne właśnie w tym narządzie; bariera krew-mózg jest bardzo trudna do pokonania). Dobrze jest więc okresowo stosować dietę ketogeniczną, gdyż ciała ketonowe (powstają z tłuszczów, które warto regularnie jeść; spokojnie sięgaj po boczek!) o wiele łatwiej przedostają się do mózgu.
O co chodzi w praktyce? Po pierwsze: dużo ruchu na świeżym powietrzu (oprócz usprawnienia dostaw tlenu, pozyskujemy także niezwykle cenną witaminę D3, zresztą za darmo, bo z cholesterolu w skórze!). Dla przypomnienia: https://lornetkawsieci.com/2023/08/08/dbaj-o-siebie-pamietaj-od-czego-zalezy-powodzenie-terapii-cz-ii/. Po drugie: bezwzględnie dieta z małą ilością węglowodanów, ale bogata w zdrowe tłuszcze (masło, jaja, awokado, orzechy oliwa, olej konopny, ryby morskie, tłuste mięso), błonnik, jarmuż, brokuły, warzywa kapustne i owoce jagodowe. I po trzecie: suplementy: ubichinon (koenzym Q), glutation – unikać jednocześnie paracetamolu (silny utleniacz), który go hamuje!, L-karnityna i resweratrol (b. bogatym źródłem jest czerwone wino).
Medycyna mitochondrialna to naprawdę ciekawy wątek, a sama terapia mitochondrialna nie wymaga…konsultacji lekarskiej. Zauważmy, że ogromna większość chorób przewlekłych towarzyszy nam do…śmierci, a lekarze walczą tylko z objawami (oni bardzo lubią dożywotnich pacjentów!). Jakże często dochodzi przy tym do absurdalnych sytuacji, że „walczy” się także z objawami ubocznymi stosowania leków (tzw. leczenie osłonowe; przykład: stosowanie statyn prowadzi do cukrzycy i demencji, więc proponuje się jednoczesne podawanie leków hipoglikemicznych i, np., memantyny).
A tu, zmieniając dietę i sięgając po suplementację, nie mamy żadnych dodatkowych problemów. Mówię trochę z własnego doświadczenia. Oczywiście to tylko wstępne uwagi, bo jeszcze będziemy do tematu wracać. Słyszeliście o stresie oksydacyjnym?
Bierzmy sprawy w swoje ręce!

Dodaj komentarz