Ach ten straszny cholesterol, czyli co się dzieje w naszym grajdołku?

Za powszechny strach przed cholesterolem w dużej mierze odpowiedzialna jest agresywna reklama. Zafundowano nam tak skuteczne „pranie mózgu”, że obecnie prawie każdy boi się cholesterolu.

Od 30 lat wiadomo, że przyczyną miażdżycy są stany zapalne naczyń krwionośnych, jednak „teorii hipercholesterolowej” nie dementuje się, bo nikt nie ma w tym interesu. Straszenie cholesterolem jest zatem na rękę producentom olejów i margaryn, a także branży farmaceutycznej, który zarabia krocie na sprzedaży statyn.

Każdy lekarz twierdzi, że cholesterol należy obniżać poniżej 200 (w USA bardziej „postępowi” zalecają nawet spadek poniżej 100 mg/dl). Tymczasem w pewnym wieku, kiedy przestajemy wytwarzać hormony płciowe, poziom cholesterolu w sposób naturalny rośnie. U francuskich staruszków (90-104 lata) stwierdzono średnio 360 mg/dl i to właśnie dzięki temu dożyli oni sędziwego wieku, zachowując wysoką sprawność intelektualną. Bo trzeba jeszcze dodać, że w podeszłym wieku cholesterol broni nas i przed nowotworami, i przed chorobami neurodegeneracyjnymi, i przed…cukrzycą.

W Polsce propagowaniem spożycia olejów roślinnych i margaryn zajmowali się głównie autorzy Polskiego Konsensusu Tłuszczowego (1996) oraz tzw. Nowego Polskiego Konsensusu Tłuszczowego (1999).  W pierwszej wersji konsensusu dotyczącej małych dzieci, kobiet w ciąży i karmiących zalecano jeszcze spożywanie masła, ale w drugiej, bardziej „postępowej” wycofano się i z tego.

Tymczasem w Raporcie Duńskiej Rady Żywieniowej (1994 r.) przedstawiono wyniki badań pokazujące wszystkie możliwe zagrożenia zdrowotne (otyłość, cukrzyca, miażdżyca, nowotwory) w związku z konsumpcją kwasów tłuszczowych o izomerii trans obecnych w margarynach.

Podjęta kilkakrotnie przez Danię na forum UE inicjatywa opracowania regulacji prawnych zmierzająca do ograniczenia spożycia szkodliwych izomerów trans, nie uzyskała aprobaty. Zdrowy rozsądek i uczciwość przegrywają z lobbingiem, a bezpieczeństwo zdrowotne żywności pozostaje iluzją.

We wszystkich sanatoriach, szpitalach, przychodniach lekarskich dostępne są antytłuszczowe plakaty i ulotki, z których wynika, że należy ograniczać spożycie tłuszczów. Dlaczego? Ponieważ tłuszcze działają sycąco i ograniczają apetyt, więc branża spożywcza ma interes w ograniczaniu ich spożycia.

Najcenniejszym, ale też najdroższym składnikiem jest białko, którego zawartość w żywności stale maleje. W konsekwencji w diecie statystycznego Polaka stanowi ono zaledwie 12% wartości energetycznej. Jego niedobór w diecie powoduje niedożywienie mózgu, zwłaszcza przy nadmiarze cukrów. Zachowania chuliganów stadionowych czy osiedlowych to niekoniecznie charakteropatia, lecz najprawdopodobniej „wygłodzone mózgownice”.

Tymczasem, rzekomo w trosce o konsumenta, w zaleceniach dietetycznych zmniejszono ostatnio zalecenia co do potrzebnej ilości białka w diecie z 1,0-1,5 do zaledwie 0,8 g/kg masy ciała. W końcu przygłupem (sorry!) zawsze łatwiej manipulować.

Od dawna wiadomo, że zastąpienie tłuszczów w diecie węglowodanami powoduje pogorszenie profilu lipidowego (wzrost TG, cholesterolu całkowitego i LDL, spadek – HDL). Mimo to, lansowana jest niskotłuszczowa i wysokowęglowodanowa dieta light – główna przyczyna tzw. reaktywnej hipoglikemii, zespołu metabolicznego, otyłości, insulinooporności i cukrzycy typu 2. Poziom insuliny we krwi wzrasta wraz z ilością spożywanych cukrów. Cukry są trawione bardzo szybko (w ciągu 1h), zaś wysoki poziom insuliny utrzymuje się przez 3-4h, skutkując wzmożonym łaknieniem. Przy diecie wysokowęglowodanowej jesteśmy bez przerwy głodni. Faktyczne zapotrzebowanie na cukry w przypadku osoby dorosłej wynosi ok. 40 g dziennie (10 łyżeczek). Taka ilość cukru może znajdować się w puszce napoju soft drink. Nie wierzycie? Przecież większość produktów reklamowanych w mediach słodzi się syropem glukozowo-fruktozowym. A fruktoza prawie w całości jest przetwarzana na tkankę tłuszczową. Syrop ten stosuje się powszechnie ze względu na niższą cenę i większą słodkość.

Przejdźmy do przeszkód. Masło jest podatne na rozkład (uwalnia się kwas masłowy, nieszkodliwy, lecz o odrażającym zapachu dowodzącym, że produkt jest nieświeży). Podobnie jest z mięsem. I nikt tego nie zje. Inaczej jest z olejami roślinnymi, których produktów utlenienia nie wyczuwamy. Pozwala to zawierające je produkty spożywcze (np. odżywki dla niemowląt) magazynować nawet przez 2 lata.

Przeciwnikiem rewizji obowiązujących poglądów jest przemysł spożywczy i farmaceutyczny. Podstawowym zagrożeniem dla zdrowia jest jednak tzw. prawo żywnościowe sporządzane przez „niezależnych ekspertów” – niezależnych od rozumu, przyzwoitości i skrupułów. Bezpieczeństwo zdrowotne żywności to iluzja dla naiwnych. Proces pasteryzacji i sterylizacji UHT powoduje straty rzędu 30-35% witamin rozpuszczalnych w wodzie. Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach zachowują wysoką aktywność niezależnie od obróbki termicznej. Ale często mleko jest „odchudzane”. Niestety, wszystkie witaminy i inne związki biologicznie aktywne ulegają biodegradacji podczas długotrwałego magazynowania mleka UHT. Po 60 dniach magazynowania w 4ºC w mleku nie stwierdza się obecności związków biologicznie aktywnych. W większości krajów UE z tego właśnie powodu przydatność do spożycia mleka UHT jest znacznie krótsza. Najlepszym rozwiązaniem jest konsumpcja mleka poddanego mikrofiltracji, która powoduje usunięcie bakterii.

Może jeszcze dwa słowa o kontrowersyjnej diecie. W opinii dietetyków i lekarzy dieta Kwaśniewskiego nie zapewnia odpowiedniej ilości związków mineralnych i witamin. To nieprawda, bowiem w wysokobiałkowych produktach są obecne wszystkie witaminy i minerały w formie biodostępnej. Zapewnia ona wszystkie składniki niezbędne do prawidłowego metabolizmu. Jej zaletą jest to, że ogranicza apetyt i jest bardzo sycąca. Tłuszcz jest przetwarzany w wątrobie na ciała ketonowe, których poziom we krwi jest w mózgu jednym z sygnałów sytości. W USA dzieci ze schizofrenią, padaczką i depresją leczy się dietą ketogeniczną.

Na dłuższą metę dieta ta obciąża wątrobę, ale doskonale reguluje metabolizm. Proporcje kwasów tłuszczowych w tkance tłuszczowej człowieka i smalcu wieprzowym są niemal identyczne, a skład aminokwasowy mięsa wieprzowego i mięśni człowieka jest taki sam.

Jednak przemysł spożywczy ma interes w tym, żebyśmy jedli jak najwięcej. A zapewnia to tylko dieta wysokowęglowodanowa. Cukry nie sprzyjają aktywności mózgu i sprawności intelektualnej. Być może problemy młodzieży szkolnej (dysleksja, dysgrafia, kiepskie kojarzenie i zapamiętywanie) są konsekwencją niedoborów białka i nadmiaru węglowodanów diecie. Smutna konstatacja!

Fundamentalne zasady diety:

  • nie bać się cholesterolu (!); nie ufać reklamom, ponieważ najczęściej są reklamowane produkty, które zapewniają ogromne zyski;
  • pamiętać, że żywność tradycyjna, o niskim stopniu przetworzenia i krótkim okresie przydatności do spożycia, jest źródłem biologicznie aktywnych składników;
  • najcenniejsze składniki: mięso, jaja, mleko i przetwory, ryby (najlepiej tłuste), owoce i warzywa (500 g dziennie);
  • unikanie margaryny i utwardzonych/uwodornionych olejów roślinnych i żywności typu fast food.

Pamiętaj! Eliminacja tłuszczów z diety to m.in.: otyłość, cukrzyca i choroby neurodegeneracyjne…Czyż to wszystko nie jest najlepszym przykładem bohaterskiej walki nauki z problemami, które sama stworzyła???

Nie od rzeczy wypada w tym miejscu zapytać: ALE KTO ZA TYM STOI???

p.s. notka oparta w znacznej mierze na wynikach badań P. Prof. Grażyny Cichosz

2 myśli na temat “Ach ten straszny cholesterol, czyli co się dzieje w naszym grajdołku?

Dodaj własny

    1. Dzięki! Ja już tyle tego czytałem, że… W innych notkach dotyczących podjętego tematu podawałem. Kiedyś chyba zmontuję zbiorczą notkę z najważniejszymi argumentami „za” i pełną literaturą. Tu mamy przede wszystkim trzy nazwiska: Hartenbach, Ravnskov i Lorgeril.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do Jadźka Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑